Czyj to rzecznik?

Adam Bodnar nadaje się co najwyżej na rzecznika ruchu LGBT. Prawa obywatelskie, których ma bronić, rozumie bowiem bardzo wybiórczo.

Uważa, że dziecko potrzebuje do prawidłowego rozwoju ojca i matki, ale chce przyznania prawa do adopcji parom homoseksualnym. Jest zwolennikiem zakazu finansowania lekcji religii przez państwo, ale nie widzi niczego złego we wspieraniu przez to samo państwo lewicowego modelu edukacji seksualnej. Chwali się, że jest kandydatem obywateli, ale lista organizacji popierających go nie pozostawia cienia wątpliwości, że stoi za nim bardzo specyficzna grupa obywateli. Znajdują się na niej m.in.: proaborcyjna Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, promujące in vitro stowarzyszenie Nasz Bocian, fundacja Feminoteka oraz związane z ruchem LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transseksualnych i transgenderycznych): Lambda Warszawa i fundacja Trans-Fuzja. A co szczególnie ciekawe, kandydaturę Adama Bodnara na rzecznika praw obywatelskich zgłosiła PO, ciągle kreująca się na partię konserwatywną. Wszystko to ku wielkiej radości lewicy, która, rekomendując tego samego kandydata, pokłada w nim nadzieję na osłabienie chrześcijańskich wpływów w życiu publicznym.

Typowy korpo

Kim właściwie jest 38-letni, a więc najmłodszy w historii rzecznika praw obywatelskich? Sam o sobie mówi, że był „typowym korpo”. Pracując w kancelarii Weil, Gotshal & Manges, na dwudziestym piętrze jednego z prestiżowych warszawskich biurowców, uczestniczył w największych na polskim rynku prywatyzacjach, fuzjach i przejęciach. Zarabiał tam bardzo dobrze, ale – jak wyznaje w jednym z wywiadów – chciał się rozwijać jako naukowiec i dydaktyk na uniwersytecie. Przez rok studiował na założonym przez George’a Sorosa Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, a po powrocie trafił do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gdzie zapoczątkował praktykę tzw. opinii przyjaciela sądu. To za jego przyczyną opinie, m.in. w sprawie Alicji Tysiąc, zakazu Parady Równości czy „kreski” z religii lub etyki na świadectwie, były kierowane do Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału w Strasburgu. Teraz, jako wiceprezes Helsińskiej Fundacji, chciałby te doświadczenia przenieść do pracy rzecznika. Nietrudno zgadnąć, czyim rzecznikiem będzie Adam Bodnar, jeśli zostanie wybrany.

Wystarczy prześledzić jego decyzje i wypowiedzi. Jako kandydat na RPO nie krył wcale, że w wyborach parlamentarnych głosował na Wandę Nowicką z Ruchu Palikota – jedną z najbardziej zagorzałych działaczek proaborcyjnych. Sam uważa, że ludzki embrion nie jest człowiekiem, jednak opowiada się za zachowaniem w sprawie aborcji „dzisiejszego kompromisu” i prawem lekarzy do klauzuli sumienia. „Ale szczerze mówiąc, tematy bioetyczne to nie jest coś, co mnie jakoś szczególnie zajmuje. W tych sprawach starałem się stać po stronie obowiązującego prawa. Znacznie bliższe są mi prawa więźniów, kwestie równości, wolności słowa, zrzeszania się, zgromadzeń czy rzetelności procesu sądowego” – dodaje w ostatnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Tyle że te deklaracje należy raczej traktować jako próbę ocieplenia własnego wizerunku przed zbliżającym się głosowaniem w Sejmie. Zapewne z tego powodu swoje jednoznaczne dotąd lewicowe deklaracje Bodnar rozmywa wśród rozmaitych równościowych ogólników. Deklaruje więc, że jest „jednoznacznym zwolennikiem małżeństw homoseksualnych”, ale ostatnio dodaje, że to jego „prywatny pogląd” i że nie będzie żądać zmiany zapisu o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny w konstytucji. Jeszcze ciekawsze są jego wypowiedzi na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. W czerwcowej rozmowie z Robertem Mazurkiem w „Plusie Minusie” mówił: „Tak, małżeństwa homoseksualne, tak jak i heteroseksualne, powinny mieć prawo do adopcji. Oczywiście o adopcji powinny nadal decydować sądy, to nie może być automatyczne, trzeba zawsze kierować się dobrem dziecka”.

W niedawnym wywiadzie radiowym zapewniał jednak, że w jego opinii dziecko potrzebuje do prawidłowego rozwoju zarówno matki, jak i ojca, zaś uregulowania prawnego wymagają jedynie związki homoseksualne, które już teraz, ze względu na okoliczności życiowe, wychowują dziecko. Jako RPO nie zamierza jednak inicjować debaty społecznej na ten temat. Doprawdy, za logiką Adama Bodnara trudno nadążyć. Wygląda na to, że chce on jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. Zresztą to nie pierwsza sprzeczność w wygłaszanych przez niego poglądach. Warto też wsłuchać się w wypowiedzi Bodnara dotyczące edukacji. Podpisał się on pod obywatelskim projektem ustawy o zakazie państwowego finansowania lekcji religii, bo, jego zdaniem, „rozwiązywałoby to wiele problemów, w tym brak realnego dostępu do lekcji etyki. I tego, że w publicznej szkole naucza się wiary, a nie wiedzy, a państwo nie ma żadnego wpływu na treść tego nauczania ani na to, kto naucza”. Oczywiście to znów tylko jego „prywatny pogląd”, jako rzecznik ma się rzekomo tym nie zajmować. Twierdzi natomiast, że pieniądze przeznaczane na katechezę „mogłyby spokojnie rozwiązać problem bezdomności”.

Nergal równiejszy

Nie żal mu za to przeznaczania państwowych pieniędzy na edukację seksualną, oczywiście w duchu lewicowym. „Jeśli do władzy dojdzie prawica, wcale bym się nie zdziwił, gdyby pojawiły się pomysły o wprowadzeniu zakazu propagandy homoseksualnej w szkołach” – przestrzega. No tak, szkoła bez propagandy homoseksualnej – to faktycznie przerażająca perspektywa. Strach się bać. Zaproponowany przez PO i SLD rzecznik praw obywatelskich jest też zwolennikiem poglądu, że płeć powinno się swobodnie wybierać i nie jest do tego potrzebna żadna operacja ani nawet terapia hormonalna. Wystarczyłoby oświadczenie lekarskie, by móc wpisać do dokumentów, co nam się żywnie podoba.

Zdaniem Bodnara istnieje też potrzeba lobbowania w środowiskach prawniczych, by otworzyły się bardziej na potrzeby LGBT. Na łamach „Gazety Prawnej” ubolewał: „Środowisko prawnicze ma konserwatywne podejście do tych kwestii. Wszystko zaczyna się na wydziałach prawa. A gdzie uczy się prawa antydyskryminacyjnego, prawa mniejszości seksualnych?”. Ów przeciwnik dyskryminacji jest za to dziwnie tolerancyjny, gdy chodzi o obrażanie chrześcijan.

Uważa, że nie należy karać Nergala za darcie Biblii, bo do obrazy doszło „na zamkniętej imprezie”. Jednak spytany przez dziennikarkę „Wyborczej” o analogiczne koncerty nazistowskich zespołów, nagle zmienia front: „Jeśli bilety są w wolnej sprzedaży – to już nie jest zamknięta impreza” – mówi. Gdy rozmówczyni wykazuje mu niekonsekwencję, Bodnar tworzy inny, równie karkołomny argument. Jego zdaniem w przypadku Nergala „chodziło o uczucia, czyli coś subiektywnego. Tymczasem propaganda faszystowska nie zależy od uczuć”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
13°C Poniedziałek
wieczór
11°C Wtorek
noc
10°C Wtorek
rano
14°C Wtorek
dzień
wiecej »