Polityka na zasiłku

Rząd spiera się z NIK o to, czy mamy politykę prorodzinną. Spór jałowy. Gdybyśmy ją mieli, w Polsce rodziłoby się więcej dzieci.

W papierach wszystko wygląda świetnie. Na politykę prorodzinną przeznaczamy ok. 2 proc. PKB, czyli więcej niż Czesi (choć tam dzieci rodzi się więcej). Mamy już roczny urlop rodzicielski, jest też Karta Dużej Rodziny, dająca różnorakie ulgi i przywileje. W styczniu wejdzie w życie ustawa obejmująca opieką wszystkie matki, także te, które jeszcze nie zdążyły podjąć pracy (świadczenie rodzicielskie w wysokości 1 tys. zł). Rodziny, które przekroczą o parę złotych próg dochodowy uprawniający do świadczeń, już nie będą ich tracić, wejdą też w życie elastyczne formy czasu pracy… Lista dobrodziejstw pod adresem rodzin na tym oczywiście się nie kończy. Wszystkie zawiera raport przygotowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, ogłoszony w ubiegłym tygodniu.

– To jest zupełnie nowa jakość. Całościowa polityka wobec rodziny – zachwalał dokonania rządu Władysław Kosiniak-Kamysz. Nie robił tego jednak bez powodu. Został niejako wywołany do tablicy przez inny raport – autorstwa Najwyższej Izby Kontroli, alarmujący, że polityka prorodzinna w Polsce… praktycznie nie istnieje. Kto ma rację?

Kosmetyka zamiast transfuzji

Wszystko, o czym mówił minister pracy, jest prawdą. Zgadzają się fakty i liczby, wspomniane działania rzeczywiście zostały podjęte. NIK też je widzi, diagnozuje jednak, że wszystko to nie składa się na spójną i skuteczną politykę prorodzinną. A co najważniejsze, nie przekłada się w zauważalny sposób ani na wzrost liczby urodzeń, ani na sytuację rodzin. I nie skłania młodych Polaków, by kolejne rodziny zakładali, zamiast emigrować. Jeszcze w 2014 r. mogło się wydawać, że jest inaczej, bo wskaźnik dzietności nieznacznie drgnął, co interpretowano jako efekt wprowadzonego rocznego płatnego urlopu rodzicielskiego oraz zmian w systemie podatkowym.

Ale w tym roku sytuacja wróciła do smutnej normy – do końca kwietnia urodziło się o ponad 1 tys. dzieci mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. – Mówienie w tej sytuacji o „dobrej polityce prorodzinnej” jest nie na miejscu – komentuje prof. Krystyna Iglicka-Okólska, demograf. Jej zdaniem te wszystkie działania można porównać co najwyżej do zabiegów kosmetycznych aplikowanych pacjentowi, podczas gdy potrzebna mu jest radykalna kuracja. A mimo to prezydent Komorowski był tak zadowolony ze swojej polityki prorodzinnej, że w kampanii wyborczej ogłosił osiągnięcie założonych celów i zajęcie się w kolejnej kadencji nowym tematem – sytuacją młodych na rynku pracy. – Symbolem takiej kosmetyki są zachwalane przy każdej okazji Karty Dużych Rodzin. To polityka drobnych ulg, owszem, potrzebnych i przydatnych, ale przecież w żaden sposób niemogących wpływać na decyzje o posiadaniu dzieci – mówi pani profesor.

Kto traci, kto korzysta?

Agnieszka Białek od lat działa aktywnie w Związku Dużych Rodzin 3 Plus. Temat zna i z teorii (jako zawodowy doradca rodzinny), i z praktyki, bo sama jest matką czwórki dzieci. W lutym wyjechała z nimi i mężem do Belfastu. – Bardzo tego nie chciałam, ale muszę z czegoś żyć – mówi rozgoryczona. Propozycje rządu uważa za czysto propagandowe. – Przez 8 lat nic się nie działo, nie było żadnej polityki rodzinnej; to, co się teraz robi, ma wymiar wizerunkowy i czysto koniunkturalny, bo zbliżają się wybory – dodaje.

Ta opowieść o codziennych bytowych zmaganiach z dopinaniem domowego budżetu jej zdaniem nie odbiega od normy. – Nie było mnie stać na to, by w jednym miesiącu nabyć wszystkie podręczniki szkolne. Te najdroższe, do języków obcych, kupiłam w listopadzie. Dziecko wstydziło mi się przyznać, że dostawało w szkole jedynki za brak książki do angielskiego – wspomina. Poznała setki podobnych przypadków. Ale to nie jest obrazek, który pasuje do tego propagandowego. Pani Agnieszka nie oczekuje żadnych cudów, jedynie docenienia choćby tego, że jest solidnym płatnikiem podatku VAT, kupując – ze względu na dużą rodzinę – ogromne ilości produktów: żywności, ubrań, książek, sprzętów domowych.

W dodatku wychowuje przyszłych podatników i płatników składek. Już samo pojęcie ulg sugeruje jakieś przywileje, a tu chodzi o najlepszą możliwą inwestycję w przyszłość. – Państwo polskie powinno zrozumieć fakt, że beneficjentem tego, że w Polsce w ogóle rodzą się dzieci, jest właśnie państwo, a nie rodzina – przypomina Krystyna Iglicka-Okólska. Tymczasem to właśnie rząd PO–PSL wprowadził drakońską podwyżkę stawki VAT akurat na te artykuły, które najczęściej kupują rodzice. O ile podwyżka została niejako wymuszona przez unijne dyrektywy, to istniała możliwość zwrotu kosztów ponoszonych na zakup ubrań czy butów dziecięcych. W 2012 r. Sejm odrzucił projekt takiej ustawy autorstwa PiS.

Polityka socjalna, nie rodzinna

NIK w swoim raporcie przypomina, że do 2012 r. wspieranie rodziny było jednym z trzech zadań priorytetowych, wskazanych w „Wieloletnim planie finansowym państwa”. Na paradoks zakrawa fakt, że zadanie to przestało być priorytetowe już w 2013 r., akurat ogłoszonym Rokiem Rodziny. To tylko dowód na chaos i brak koordynacji w polityce państwa. Dowód kolejny – NIK zwraca uwagę, że nie ma jednej osoby w rządzie, która by za taką koordynację odpowiadała. Minister Kosiniak-Kamysz – choć broni dobrego imienia rządu – też nie jest taką osobą. Praktyka wygląda banalnie – to minister finansów decyduje, ile pieniędzy zostanie przeznaczonych na wspieranie rodzin, potem do tych kwot dostosowuje się prowadzone działania, a pieniądze są dzielone na poszczególne resorty.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
11°C Wtorek
noc
10°C Wtorek
rano
14°C Wtorek
dzień
15°C Wtorek
wieczór
wiecej »