Czy w Polsce zabraknie księży?

O Bogu, który ma asa w rękawie, i seminarium jako bezpiecznym domu mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina.

Marcin Jakimowicz: Przed tygodniem w Katowicach wyświęcono trzech kapłanów. Czytam o Bogu, który z 32-tysięcznej armii Gedeona wybiera jedynie 300 mężczyzn, i dlatego nie reaguję histerycznie, ale wielu moich znajomych jest bardzo zaniepokojonych. A Ksiądz Profesor?

Ks. Krzysztof Pawlina: Cała tradycja biblijna Starego i Nowego Testamentu bardziej akcentuje gorliwość powołania, mniej natomiast liczbę powołanych. Prorok Eliasz został sam jeden jako wierny sługa Pański w kraju ogarniętym pogaństwem. W czasach Jezusa przy świątyni w Jerozolimie działały tysiące kapłanów, ale nie przekładało się to na ożywienie życia religijnego. Z nowszych czasów można przypomnieć sylwetkę św. ojca Maksymiliana. Przed wojną on sam jeden pociągnął za sobą do klasztoru setki młodych ludzi. W pewnym momencie w Niepokalanowie mieszkało blisko 800 nowicjuszy. Bóg ma w rękawie asy, które rzuca na stół w odpowiedniej chwili. Być może trzeba będzie „przebudować” wizję posługi kapłańskiej. Kapłan pozostanie „ofiarnikiem”, pośrednikiem sakramentalnego spotkania z Bogiem. Odejdą inne sprawy...

W Irlandii zamknięto przedostatnie seminarium. Czytam newsy sprzed tygodnia: „Przepełnione seminaria Ugandy”; „Tanzania przeżywa boom powołaniowy. W seminariach nie ma już wolnych miejsc, dlatego episkopat postanowił otworzyć kolejne”. Czy brak odpowiedzi na Boże wezwanie to problem ludzi Zachodu?

Źródła powołań są zróżnicowane. Łaska Boga wzywa wybranych ludzi, ale potrzebne są także modlitwa Kościoła i przykład życia kapłańskiego. Na Zachodzie brakuje powoli jednego i drugiego. Zachód, na własne życzenie, poddaje się duchowej eutanazji. Biblia wiele razy zauważa, że dobrobyt i bezpieczeństwo rozleniwiają serca ludzi nieroztropnych. Istnienie Europy nie jest „gwarantowaną premią”. W historii istniały cywilizacje potężniejsze od europejskiej, o których dzisiaj nie pamiętamy. Czy ktoś będzie płakał po Europie, skoro sami Europejczycy, zwłaszcza Zachód, postanowili powoli przechodzić do historii? W Polsce również widać zróżnicowanie pod względem liczby powołań, choćby na poziomie poszczególnych diecezji. W niektórych brakuje kapłanów, w innych nie.

Mówiąc o powołaniu, używa Ksiądz bardzo niepopularnego słowa „służba”. „Ktoś, kto nie chce służyć, nigdy powołania nie znajdzie”. Czy to nie jest klucz do zrozumienia tematu pustoszejących seminariów?

Wyraz „służba” rzeczywiście jest mało popularny. Nikt nie chce być służącym. Dziś jest moda na realizowanie samego siebie. Człowiek potrzebuje trochę czasu, żeby odkryć tę prawdę, że służba jest fajną drogą do samorealizacji. Wypełnia ona bowiem życie konkretnym działaniem, daje satysfakcję. Wraz ze służbą znika próżnia egzystencji.

Służba to nawiązywanie wielu relacji z innymi ludźmi – z każdym, komu usłużyłem. Staję się ważny w ich życiu, bo przynoszę im coś ważnego – Boga. Młodzi ludzie nie mają natomiast oporów, żeby iść do korporacji i służyć jej interesom. Kuszą ich pieniądze, przywileje, świat. Tylko że jest to świat nie tyle służby, ile często współczesnego niewolnictwa.

Często rozmawiam z nastolatkami na temat ich przyszłości. Są zdezorientowani. Najczęściej słyszę: „Nie mam pewności”. Widzę, że młode pokolenie, bombardowane ogromną ilością bodźców informacyjnych, ma ogromny problem z podjęciem jakiejkolwiek decyzji...

Konsumpcjonizm, materializm, zalew alternatywnych ideo- logii... To wszystko elementarz współczesnego człowieka. Można to podsumować jednym słowem: egocentryzm. Dlatego trudno jest wyjść do świata i służyć innym. Niezdecydowanie jest poważnym problemem młodych ludzi. Ponad jedna czwarta Polaków to single. Niczego im nie brakuje do małżeństwa oprócz zdecydowania. Wielu ludzi boi się decyzji na całe życie. Wolą te doraźne: na rok, na pięć lat. Ale nie na całe życie.

Jak seminaria funkcjonowały w czasie pandemii? Klerycy wrócili do domów? Formacja została przerwana?

Nie wszystkie seminaria tak się zachowały. Niektóre prowadziły życie jak na kwarantannie – zamknęły dom. Były wykłady, część z nich online, część zajęć prowadzili profesorowie mieszkający w seminarium. Przestrzegając zalecanych przepisów, żyli jak tysiące rodzin w swoich domach. Były też i takie seminaria, które zorganizowały wykłady online, a klerycy mieszkali w swoich domach rodzinnych. Komunikatory społeczne umożliwiły prowadzenie zajęć, czyli przekazywanie wiedzy rozumianej jako informacja. Trudno jest jednak za ich pośrednictwem wytworzyć relacje. Wykształcenie staje się tylko produktem, który można posiąść, logując się do serwerów konkretnego seminarium. A formacja seminaryjna to coś więcej… Dlatego tę sytuację traktujemy jako coś przejściowego. Nie znam wirtualnego seminarium duchownego.

A co po pandemii?

To trudny czas. Wielu z nas skłonił do przemyśleń. Sporo dotychczasowych oczywistości uległo zakwestionowaniu. Okazało się, że życie ludzkie nie od nas zależy, że nie my rządzimy światem. Poszerzył się horyzont widzenia. Niektórzy przeżyli egzystencjalne rekolekcje. Zobaczyli, że są rzeczy ważniejsze niż przyjemności, satysfakcja, pogoń za rzeczami materialnymi. Myślę, że podobne doświadczenia towarzyszyły młodym ludziom. To dość oczyszczający czas, prawie jak rozeznawanie przed podjęciem ważnych decyzji, może również tych powołaniowych. Zobaczyliśmy, że tak naprawdę wszystko od Boga zależy. Dlatego warto się zastanowić, czy nie pozostać w Jego rękach na całe życie, jako Jego kapłan. Myślę, że po pandemii mogą być dobre powołania.

Artykuły i komentarze internetowe po filmach braci Sekielskich często nie pozostawiały suchej nitki na seminaryjnej formacji. Naprawdę jest tak źle z formacją seminaryjną?

Seminarium jest w diecezji najważniejszym domem, w którym rodzi się kapłaństwo. To szczególne miejsce działania Boga, ale pewnie i zakusów szatana. Okres od czerwca do sierpnia to czas zgłaszania się kandydatów do seminarium. Bardzo lubiłem ten czas. Przychodzili młodzi ludzie, którzy deklarowali, że chcą być księżmi. W rozmowach z nimi widziało się Boże działanie w człowieku. To mnie zawsze poruszało i odświeżało moje kapłaństwo. Dlatego mówię o seminarium z dużym szacunkiem. Oczywiście rozwój powołania następuje we współpracy łaski z wysiłkiem człowieka. Nie wszyscy, którzy tę łaskę otrzymali, odpowiednio o nią zadbali. Co więcej, nawet święcenia kapłańskie nie są gwarancją, że ktoś będzie dobrym księdzem. Ta współpraca z łaską musi trwać, musi się dalej wydarzać. A jeśli nie, to czasem mamy nieszczęście. A jeśli chodzi o sytuacje trudne, niepokojące, to wszyscy jesteśmy zobligowani do postępowania według przykazań i sumienia. Tych granic nie wolno przekraczać ani przełożonym, ani klerykom.•

Ks. prof.  dr hab. Krzysztof Pawlina

Teolog, poeta (ur. 1959 r.). Specjalizuje się w teologii pastoralnej. Rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. W latach 1997–2010 był rektorem Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie. 15 maja 2020 r. został wybrany na przewodniczącego Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
18°C Wtorek
noc
17°C Wtorek
rano
18°C Wtorek
dzień
18°C Wtorek
wieczór
wiecej »