Paszport dla zaszczepionych?

Czy można podzielić społeczeństwo na ludzi bezpiecznych i roznoszących wirusa?

Myślę, że powinniśmy się zgodzić na wspólne elementy, które powinny się znaleźć w certyfikatach szczepień do celów medycznych. Później zobaczymy, czy i w jakich okolicznościach te zaświadczenia mogłyby być użyte – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel po styczniowym spotkaniu unijnych przywódców. To prawdopodobnie pierwsza padająca ze strony przedstawiciela władz Unii Europejskiej oficjalna zapowiedź wprowadzenia zaświadczeń o szczepieniu. Pomysł pojawiał się w różnych krajach od początku pandemii. Choć wzbudza praktyczne i moralne wątpliwości, w Estonii już jest testowany, a poważnie rozważają go kolejne kraje.

Wolność i swoboda

Pomysł wprowadzenia zaświadczeń dla osób, które udowodnią odporność na COVID-19, pojawia się co najmniej od wiosny zeszłego roku. Początkowo mówiono o ludziach, którzy objawowo przeszli chorobę albo u których wykryto przeciwciała. Ostatnio częściej pada propozycja, by certyfikat dostawały osoby zaszczepione przeciwko COVID-19. Dokument mający zapewne formę elektroniczną i nazywany niekiedy paszportem odpornościowym lub immunologicznym uprawniałby do omijania obostrzeń wprowadzonych w czasie pandemii. Propozycje są różne. Posiadacz paszportu miałby otrzymać prawo podróżowania samolotem, zdejmowania maseczki w przestrzeni publicznej, udziału w imprezach masowych czy wizyt w restauracjach. W Niemczech pojawiały się nawet propozycje ulg podatkowych dla zaszczepionych, ale sondaże pokazują, że takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się 2/3 społeczeństwa.

Rosnąca popularność

Pierwszym europejskim krajem, który wdrożył takie rozwiązanie, jest Estonia. Władze Izraela poważnie rozważają wprowadzenie swobód dla ludzi, którzy poddali się szczepieniu, ozdrowieńców i tych, którzy mają negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Na wprowadzenie podobnych zasad na poziomie unijnym naciskają państwa żyjące z turystyki: Grecja i Włochy. Chcą one, by osoby uznane za bezpieczne mogły podróżować. Miałoby to ożywić branżę turystyczną. Słowa Charles’a Michela sugerują, że pomysł zyskuje powoli akceptację unijnych elit, choć władze Niemiec podchodzą do niego dość sceptycznie.

W Polsce szef kancelarii premiera Michał Dworczyk zapowiadał, że osoby zaszczepione nie będą miały innych praw niż nieszczepione. Mimo tej zapowiedzi grudniowe rozporządzenie zwolniło zaszczepionych z obowiązku odbycia kwarantanny po powrocie z zagranicy. Takiego przywileju nie dostali ci, którzy chorowali na COVID-19. Osoby, które przyjmą drugą dawkę szczepionki, mają jednak otrzymać zaświadczenie w języku angielskim i – według słów ministra Dworczyka – także przypisany do konkretnej osoby kod QR do skanowania.

Tworzeniu paszportów sprzyja też polityka niektórych prywatnych firm, takich jak australijskie linie lotnicze Quantas. Ich władze zapowiedziały, że będą wpuszczać na pokłady samolotów tylko osoby zaszczepione.

Kto jest bezpieczny?

Idea paszportów odpornościowych wzbudza wiele kontrowersji. Po pierwsze, bardzo trudne byłoby wskazanie osób, które faktycznie są odporne. Wiedza na temat SARS-CoV-2 ciągle jest niepełna. Pracownik sanepidu, z którym rozmawialiśmy, przyznał nieoficjalnie, że nie ma na przykład twardych naukowych danych pokazujących, czy do zakażeń dochodzi częściej w szkołach, czy na siłowniach. Wątpliwości dotyczą też odporności na stosunkowo niedawno odkrytego wirusa. Nie jest pewne, jak długo bezpieczny może czuć się człowiek, który przeszedł chorobę, i czy będzie odporny na nowe odmiany wirusa. Wiadomo już, że niektórzy ozdrowieńcy chorują ponownie. Pierwsze doświadczenia ze szczepieniem na dużą skalę także nie pozostawiają wątpliwości, że po przyjęciu zastrzyku można zachorować. W Hiszpanii w ciągu niecałych dwóch tygodni po rozpoczęciu akcji szczepienia wirusa złapało kilkaset osób, które przyjęły preparat – podała agencja Europa Press. Ze skuteczności szczepionki nie był też zadowolony prof. Norman Ash, doradzający w sprawie epidemii rządowi Izraela, kraju szczepiącego obywateli najszybciej na świecie. Według niego szczepionka Pfizera zapewnia mniejszą ochronę, niż deklarował producent. Portal haaretz.com, powołując się na informacje z ministerstwa zdrowia, podał, że wśród 100 tys. osób, które zaszczepiono pierwszą dawką, tydzień później wykryto wirusa u ponad 5 tysięcy. W drugim tygodniu pozytywny wynik testu uzyskało kolejnych 5,5 tys. pacjentów. Zdarzało się to także u osób, które otrzymały obie dawki szczepionki.

Podzielenie społeczeństwa na osoby odporne i nieodporne byłoby zatem trudne do wykonania. A zastrzeżenia nie kończą się na kwestiach praktycznych. Sam pomysł podziału budzi poważne wątpliwości etyczne. Przyznanie większej wolności ludziom uznanym za odpornych oznaczałoby nierówność wobec prawa. – Rozróżnienie między szczepionymi i nieszczepionymi byłoby de facto tym samym co wprowadzenie obowiązku szczepienia – oceniał niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer. Dotyczyłoby to zwłaszcza sytuacji, w której od statusu zależałyby sprawy tak podstawowe jak możliwość podróżowania czy wejścia do budynku publicznego. W trudnej sytuacji znaleźliby się ci, którzy z jakichś powodów nie powinni się szczepić. W Wielkiej Brytanii ministerstwo zdrowia uznało, że szczepionki nie powinno się podawać kobietom w ciąży oraz że zajście w ciążę do 2 miesięcy po przyjęciu zastrzyku jest ryzykowne. Gdyby zatem wprowadzono paszporty, panie będące w takiej sytuacji miałyby problem. Jeszcze jedną komplikacją byłby dostęp do szczepionki, który nie zawsze jest sprawiedliwy. Pokazała to afera z celebrytami szczepiącymi się na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ale też doświadczenie Włoch, gdzie bez kolejki zastrzyk dostało 100 tys. ludzi. Efekt byłby taki, że do samolotu wpuszczano by znaną aktorkę, która dzięki znajomościom załatwiła sobie zastrzyk, a zatrzymywano by panią Kowalską, która znajomości nie ma.

Ale to już było...

Kolejne zastrzeżenia wzbudza to, że mechanizm mocno ingerowałby w prywatność. Obywatel w wielu sytuacjach musiałby ujawniać swój stan zdrowia, i to nie tylko publicznym instytucjom, ale i prywatnym firmom (np. liniom lotniczym czy organizatorom imprezy masowej). Niemiecka Rada ds. Etyki ostrzegała, że paszporty nie mogą wpływać np. na decyzję firm ubezpieczeniowych. W praktyce trudno byłoby pilnować przestrzegania takiej zasady, jeśli ubezpieczyciele uzyskaliby dostęp do informacji o stanie zdrowia klientów. W dodatku łatwo byłoby gromadzić wiedzę o tym, w którym miejscu dany obywatel skanował swój osobisty kod QR. Ponadto już w połowie zeszłego roku magazyn „Nature” zwracał uwagę, że akceptacja różnego traktowania ludzi zależnie od stanu zdrowia otwiera furtkę do kolejnego niebezpieczeństwa. Jeśli część ludzi uznamy za zagrożenie z powodu nieodporności na koronawirusa, to dlaczego nie mielibyśmy w podobny sposób traktować osób mogących roznosić inne choroby czy mających problemy psychiczne?

„Nature” przypomniał też, że pomysł podobny do paszportu immunologicznego pojawiał się już w historii. W XIX w. w dziesiątkowanym przez żółtą febrę Nowym Orleanie zaczęto wydawać zaświadczenia o odporności. Człowiek bez takiego dokumentu nie mógł osiedlać się w niektórych miejscach albo podejmować pracy. Źródła mówią nawet o tym, że ojcowie nie wydawali córek za mąż za mężczyzn bez certyfikatu. System utrudnił życie biedniejszej części miasta, a wzmocnił dominację elity. Niewiele pomógł za to w walce z chorobą.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
13°C Niedziela
noc
9°C Niedziela
rano
16°C Niedziela
dzień
16°C Niedziela
wieczór
wiecej »