Emerytki, jak wiadomo ciągle narzekają na brak czasu.
Chyba w maju wspomniałam na wiara.pl o mojej tradycyjnej, corocznej wyprawie czy też -jak kto woli – przejażdżce rowerem do Częstochowy. I akurat w tym roku niewiele brakowało, żebym żadnej rowerowej wyprawy w tamtym kierunku nie zaliczyła. Emerytki, jak wiadomo ciągle narzekają na brak czasu. A więc wiosną – brak czasu. Latem trzydniowy pobyt w Częstochowie z koleżanką, przekonały mnie jednak dobre rady – jak gorąco, to lepiej nie rowerem; wykończyć się można. No można. Pociąg z klimatyzacją bezpieczniejszy. Nastał wrzesień - ciepły, przyjemny schyłek lata… Telefon do sióstr, u których zwykle nocuję. Da się przyjechać jutro? Nie, dopiero po dwudziestym. Prognozy wieszczą, że akurat wtedy pogoda ma się załamać. Można by jechać jutro i zanocować gdziekolwiek, ale gdziekolwiek już przerabiałam i podczas pandemii, i podczas parafialnej pielgrzymki i wówczas, gdy siostrzyczki coś tam remontowały. Wybieram chłód po dwudziestym. Leje jak z cebra. W Bytomiu – Stroszku skręcam na stację kolejową. Stacja pusta, tylko dwóch robotników w odblaskowych kubraczkach. Jeździ tu coś? Na szczęście jeździ. Pociąg prawie tak pusty jak stacja, z wagonem dla rowerów. Wysiadam w Koszęcinie. Na szczęście już nie pada. Wstąpiłabym do zabytkowego drewnianego kościółka Świętej Trójcy, ale akurat pogrzeb.
Jadę dalej. W drodze kościoły, niestety nie każdy otwarty. I inne miejsca, w których mnie jeszcze nie było. Przy wyjeździe z Koszęcina po lewej stronie drogi, w pobliżu obsypanych owocem śliw, kapliczka na niewielkim pagórku. Tablica informuje, że to kapliczka świętych Jana i Pawła na Słupiskach. Tu w XVI wieku ówczesny okrutny dzierżawca tych ziem Jan Sparwein ustawił słupy, do których kazał przywiązywać i pozostawiać na powolną śmierć chłopów buntujących się przeciwko niewolniczej pracy.
Nieco dalej po prawej stronie drogi nieduży pomnik. Tu zginął leśniczy z dóbr księcia von Hohenlohe, który po udanym polowaniu i posiłku w karczmie ruszył na koniu wierzchem do Koszęcina. Założył się z kolegą, który dotrze pierwszy. Taki challenge dawnych czasów. Jego koń się spłoszył.
Miejscami długie podjazdy, więc zgodnie z napisem na moim kubku czasem „cisna koło” czyli pcham rower. Nagłe zaskoczenie – to już Wygoda, już rondo przy zjeździe z autostrady, już Częstochowa. I inna przyjemna niespodzianka – sporą część trasy udało mi się przejechać ścieżkami rowerowymi.
Mam czas, więc jadę jeszcze aleją brzóz do sanktuarium Krwi Chrystusa. A potem melduję się u sióstr. „Po co z tym rowerem po schodach, przeprowadź bokiem przez trawnik” – poucza mnie siostra Bożena. Piesek Mika szczeka zaciekle, już tak ma.
Siostra Bożenka jest praktyczna i rozsądna. Kiedy chorowałam, poradziła mi: „Zostaw to choróbsko u Matki Bożej!” Jakże to tak, zostawić i już? A chyba jednak tak, po prostu zostawić. Jak kule, które na Jasnej Górze wiszą wśród licznych wotów.
Siostra Bożenka potrafi załagodzić, gdy robi się gorąco. Kiedy moja koleżanka z ogniem w oczach, w politycznym wzmożeniu dowodziła latem, że najlepszy jest tylko nowo wybrany prezydent, a jego poprzednik do niczego, siostra Bożenka westchnęła: „ Czegoż ty chcesz od Dudy? Bardzo dobry prezydent.” Po czym dodała: „Ale raczej na spokojne czasy.” Dyplomatycznie, nieprawdaż?
Po zakwaterowaniu jak zwykle na Jasną Górę, potem jeszcze raz na wieczorny Apel, rano znów Jasna Góra, a po śniadaniu pożegnanie i w drogę.
Nie pada, tylko wieje porządnie, więc wracam starą trasą. Jazdę lasem zakłóca huk pobliskiej autostrady, droga przez las miejscami wysypana sporymi kamykami nie sprzyjającymi rowerzystom, a pod koniec wyprawy już zwyczajnie coraz bardziej brak sił. Niedostatek treningu i ten wiatr - pocieszam się, ale to chyba pesel coraz bardziej daje znać o sobie. „Dałabyś już sobie spokój z tym rowerem, kobieto – prawie słyszę głos rozsądnej siostry Bożenki.- Następny raz pociągiem albo samochodem.”
Może dam już sobie spokój – mruczę pod nosem - a może po prostu znów skrócę trasę.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Po ogłoszeniu dekretów wszystkim tym osobom przysługuje tytuł Czcigodnych Sług Bożych.
Papież przestrzegł, że zaniedbanie pracy nad jednością byłoby „skandalem”.
Czy historyczne witraże, które przetrwały pożar, powinny ustąpić miejsca współczesnej sztuce?
Wiernych zobowiązano w zamian zazwyczaj do modlitwy za ojczyznę, o pokój na świecie, czy jałmużny.
Szef Komitetu Wojskowego NATO o wyzwaniach stojących przed tą organizacją.
Nowa propozycja koncentruje się na rozwiązaniu w pierwszej kolejności kryzysu wokół cieśniny Ormuz.