Brutus Putina

O bankructwie kraju, który nigdy nie będzie Kanadą, choć nie jest skazany na totalitaryzm, mówi Adam Balcer z Kolegium Europy Wschodniej.

Jacek Dziedzina: Chcemy wierzyć, że Ukraina da radę. Jej wygrana byłaby równoznaczna z końcem ery Putina?

Adam Balcer: Pytanie, co w tej chwili oznacza wygrana Ukrainy. Na razie dość optymistycznym scenariuszem wydaje się sytuacja, w której rosyjska ofensywa wyhamowuje i Rosja ponosi bardzo duże straty. Jej gospodarka przeżywa krach i musi usiąść do prawdziwych rozmów. Tylko wcześniej armia rosyjska popełni liczne zbrodnie wojenne, zabije wielu ukraińskich cywilów i zniszczy kilka miast.

Zdławi Ukrainę, ale i sama się wykończy?

Putin może zdecydować się na oblężenie miast, zrobić to, co robił w Syrii – bombardować i zagłodzić. Może szturmować inne miasta, wojna będzie krwawa, będą mijać kolejne dni, może uda się zdobyć Mariupol, po zaciętych walkach również Charków. Jednak czas nie działa na jego korzyść. Im dłużej będą trwać walki, tym więcej broni trafi do Ukraińców i tym bardziej rosyjska gospodarka będzie się staczać. Jeśli nastąpi jej krach, ludzie mogą wyjść na ulice. Z Kijowem Putin będzie miał już poważny problem i wtedy może zaproponuje, by usiąść do rozmów. Osłabienie potencjału ekonomicznego Rosji na skutek sankcji będzie trwałe. To jest nie do odpracowania nawet przez kilkanaście lat.

Bez buntu w najściślejszym gronie Putina Rosjanie nie dadzą rady. Ktoś się odważy?

Może się znaleźć paru Brutusów, którzy dojdą do wniosku, że lepiej zrobić z niego kozła ofiarnego, by podtrzymać system. Trochę tak jak Serbowie pozbyli się Miloševicia: pod wpływem demonstracji, ale też na skutek przewrotu pałacowego. Zrobili z niego kozła ofiarnego. Podobnie było w Rumunii w 1989 roku – przeciwko Ceaușescu została zbudowana wewnątrz partii opozycja z Ionem Iliescu i Petre Romanem, która była w stanie porozumieć się z ludźmi z najściślejszego kręgu dyktatora. W Moskwie też w pewnym momencie ludzie Putina mogą dojść do przekonania, że lepiej poświęcić jednego człowieka po to, by utrzymać system. Co najwyżej trochę go zmutować. Ludzie z ukrytej opcji brutusowskiej mogą uznać, że to oni mają szansę zostać następcami.

Sankcje zachodnie osłabiają Rosję, ale nie zatrzymały wojny. Czy to dlatego, że Putin czuje na razie ciche wsparcie Pekinu?

U nas często mówi się o tandemie chińsko-rosyjskim. A jaki to jest tandem? Gospodarka rosyjska jeszcze przed obecną wojną i przed sankcjami była nominalnie 10-krotnie mniejsza od gospodarki chińskiej. Prognoza tempa wzrostu gospodarczego na najbliższe 5 lat w Rosji przed sankcjami zakładała wzrost 3-krotnie mniejszy niż w Chinach. Według danych Komisji Europejskiej innowacyjność Rosji jest na poziomie Łotwy, trochę gorzej od Polski, a Polska jest naprawdę kiepska pod tym względem. Chiny to Hiszpania i pędzą. Nie mówię już o demografii. Między Rosją a Chinami jest przepaść pod każdym względem. Po nałożeniu sankcji ta asymetria zrobi się jeszcze większa. Natomiast efektem tej wojny będzie sytuacja, w której kraj, będący dotąd w asymetrycznej relacji z Chinami, stanie się z nimi bardzo mocno powiązany. Bo z perspektywy chińskiej zaczyna się teraz wielka wyprzedaż. Rosnieft – kto to kupi? Chiny. Emisja rosyjskich obligacji? Znowu Chiny. Jest zablokowany cały rynek, jeśli chodzi o waluty zachodnie – zostaje chiński jen. Rosja nie może sprzedawać swojego złota na Zachodzie. Gdzie może iść z tym złotem? Do Chin. Ten kryzys ekonomiczny Rosji oznacza, że jej wpływy w gospodarkach Azji Centralnej, Kaukazu Południowego, basenu Morza Czarnego na trwale zdecydowanie się skurczą. A jednym z głównych beneficjentów będzie Pekin.

Załóżmy scenariusz optymistyczny: Rosja przegrywa wojnę, Putin zostaje odsunięty. Kto po nim? Czy jest szansa na zupełnie inną twarz Rosji?

Problem polega na tym, że mamy do czynienia z państwem terrorystycznym, które jest rządzone przez sieroty po Dzierżyńskim, mutujące od Czeka, NKWD, KGB do FSB itd. To jest organizacja odpowiedzialna za masowe zbrodnie, z ludobójstwami włącznie, która nigdy nie uznała swoich przestępstw. Rosja nie przeszła tożsamościowej desowietyzacji, dekomunizacji. To bardzo trudne, bo badania Centrum Lewady pokazują, że w ostatnich latach wzrosła tam idealizacja Stalina, bo on bardzo pasuje do wielkomocarstwowej i nacjonalistycznej retoryki. Problem z Putinem i jego otoczeniem polega na tym, że to są wszystko kolesie ze służb i wojska, którzy od 22 lat razem niszczą ten kraj. Dwie dekady rządów Putina to gigantyczna stracona okazja na modernizację Rosji.

Czy zatem Rosja jest na zawsze skazana na… samą siebie?

Mamy ogromny kraj, w którym mieszka ponad 140 mln ludzi i który ma, niestety, broń atomową, więc nie możemy sobie tak po prostu kształtować go według własnych upodobań. Ale czy to oznacza, że możemy zupełnie porzucić myśl o zmianie? Tam jednak w ciągu ostatnich 100 lat dochodziło do wielu gwałtownych przemian. Była klęska w wojnie z Japonią i rewolucja 1905 r., doszło do pewnej demokratyzacji, potem wycofanej, ale też nie całkowicie. Klęska w I wojnie światowej i rewolucja lutowa. Później przyszli bolszewicy, całe dekady totalitarnego ZSRR, ale od połowy lat 80. XX wieku zaczynają się reformy, a później bardzo kulawa, ale jednak jakaś demokracja za Jelcyna i w pierwszych latach Putina.

Trudno w tym znaleźć wystarczająco długi okres, w którym Rosjanie realnie doświadczyli wolności.

To prawda, że tradycje autorytarne w tym kraju są silne. Ale zarazem nie można, mimo wszystko, stawiać znaku równości między np. carem Aleksandrem II i Stalinem. Autorytaryzm i totalitaryzm to jednak nie jest to samo. Komunizm spowodował straszne spustoszenia. Może bez tego balastu Rosja byłaby dziś innym krajem, bardziej przypominającym Turcję przed 2016 r. Myślę, że taką Rosję przyjęlibyśmy dziś z pocałowaniem ręki, bo to i tak byłby lepszy kraj niż Putinowski reżim, który dziś jest już totalitarny. Jeśli natomiast przyjmiemy, że Rosja „już taka jest od zawsze” i nic się z tym nie da zrobić – to faktycznie powinniśmy sobie dać spokój. Trzeba przyjąć inne założenie – robimy to ewolucyjnie, mierzymy zamiary na siły, bo nawet system częściowo demokratyczny będzie lepszy niż totalitaryzm, staramy się oddziaływać na nich kulturowo, wytłumaczyć im, że historycznie są bardziej powiązani z Europą niż z jakimkolwiek innym regionem na świecie. Rosja nie będzie nigdy Kanadą, ale można wspierać środowiska, które wyprowadzą ją na inną niż obecnie drogę.

Co musiałby zrobić następca Putina, by taki scenariusz zrealizować?

Rosja musiałaby stać się realną federacją. To formalnie jest Federacja Rosyjska, ale w praktyce Putin bardzo kraj scentralizował. Trzeba przekształcić Rosję w prawdziwą federację, która musi uwzględnić, że ma różne i silne tożsamości regionalne i tożsamości poszczególnych narodów, których znaczenie będzie rosło. To są w większości narody muzułmańskie, często zróżnicowane. Może nic z tego nie wyjdzie, ale trzeba spróbować. W głowach Rosjan musi także nastąpić rewolucja w kwestiach pamięci historycznej o własnej wielokulturowości. Muszą przepracować w sobie tę autokreację, że Rosja była i jest dzisiaj rajem na ziemi dla innych narodów. Tak, Rosjanie mogą być dumni z przejawów tolerancji w swojej historii, ale także jak każde imperium i oni popełnili zbrodnie, w tym ludobójstwa. O tym nie chcą pamiętać. To właśnie ta świadomość krzywd wyrządzonych innym jest potrzebna, żeby można było osłabić myślenie imperialne.

Putinowi udało się przekonać Rosjan, że pacyfikacja Czeczenii zapobiegła rozpadowi państwa. Następcy trudno więc byłoby przeprowadzić decentralizację, bo wszyscy mieliby przed oczami kolejne regiony, które chcą niepodległości. Rosja mogłaby się realnie rozsypać.

Wyobrażam sobie secesję niektórych republik. Zresztą Putin sam wyhodował sobie problem – Ramzana Kadyrowa, który nawet wysuwa roszczenia terytorialne wobec sąsiednich republik. Potrafię sobie wyobrazić, że mamy powtórkę tego, co było na początku lat 90., bardzo poważny kryzys Rosji, a Kadyrow jest dziś silniejszy niż wtedy Dudajew. I Czeczenia ogłasza niepodległość. Do tego wchodzi Turcja, która widząc wielką słabość Rosji, wspiera Czeczenów. Takie scenariusze też są możliwe.

Nawet jeśli Rosjanie wygrają tę wojnę, to Rosja jest praktycznie przegrana – gospodarczo i politycznie. Jak długo Putin może się utrzymać przy władzy?

Scenariusz dla Putina pozytywny byłby taki, że po zaciętych walkach zdobywa Kijów i obsadza marionetkowy rząd. Inny scenariusz: zdobywa Charków, Mariupol, może Odessę, powstaje jakiś potworek typu Noworosja. Sypie się gospodarka, ale nie upada i on sam wtedy przetrwa. Jest zmęczony, bardzo osłabiony, więc na jakiś czas musi wstrzymać agresywną politykę.

Na jak długo?

Są kolejne kraje, którym może zrobić krzywdę, a na których mu zależy. Chciałby iść za ciosem i pokazać, że całe to gadanie o Partnerstwie Wschodnim to nic niewarty bełkot Zachodu. W pierwszej kolejności to Mołdawia. Atak na Mołdawię z Naddniestrza – to jest dla Rosji chwila. Na miejscu rządu w Mołdawii poprosiłbym o wejście sił Sojuszu na swoje terytorium.

NATO się chyba nie zgodzi.

Jeśli będzie eskalacja, ludzie będą oglądać zdjęcia bombardowanego Kijowa czy Charkowa jako Aleppo Europy Wschodniej, to coś się zmieni też w NATO. Podobnie na naszych granicach – liczba wojsk natowskich powinna być zwiększona i przesunięta na granicę polsko-białoruską, litewsko-białoruską i łotewsko-białoruską. Trzeba przestraszyć Białoruś, żeby nie zaatakowała Ukrainy.

Gruzja?

Tam byłoby to znacznie trudniejsze. Bo jest Turcja, która w razie agresji na Gruzję ma własną katastrofę: utratę dostępu do Morza Kaspijskiego, odcięcie od Azerbejdżanu oraz kluczowego ropociągu i gazociągu, które im służą do dywersyfikacji dostaw, kluczowego szlaku komunikacyjnego, jeśli chodzi o kolej i autostrady – to wszystko Turcja by straciła. Bo to nie jest gra o samą Gruzję, tylko o cały Kaukaz Południowy. Tam są duże inwestycje tureckie, więc Ankara nie może stracić pozycji w tym regionie. I Putin zastanowi się dwa razy, czy Turcja nie zareaguje, wchodząc do Gruzji jak do Syrii i wspierając na dużą skalę gruzińską partyzantkę sprzętem, w tym słynnymi dronami Bayraktarami.

Chcemy wierzyć, że możliwy jest optymistyczny scenariusz: wygrana Ukrainy, obalenie Putina… Tylko czy nie jest tak, że wtedy paradoksalnie Rosja może stać się jeszcze groźniejsza dla świata? Przecież władzę na Kremlu może przejąć ktoś jeszcze mniej przewidywalny.

Oczywiście, że jest taka groźba. Dlatego ewentualny upadek Putina i bardzo poważne okresowe osłabienie Rosji trzeba wykorzystać do diametralnego przebudowania sytuacji w regionie. Z Putinem upadnie też Łukaszenka – trzeba włączyć Europę Wschodnią do UE i NATO. To może być podobne wielkie okno możliwości jak rozpad ZSRR. •

Adam Balcer

dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, politolog, antropolog; specjalizuje się w tematyce środkowo- i wschodnioeuropejskiej, tureckiej, bałkańskiej i regionu czarnomorskiego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
17°C Piątek
noc
15°C Piątek
rano
20°C Piątek
dzień
15°C Piątek
wieczór
wiecej »