Szansa, jaką dają wybory, jest doskonałym sposobem dbania - w duchu odpowiedzialności - o dobro wspólne wszystkich - powiedział rzecznik kard. Stanisława Dziwisza ks. Robert Nęcek w rozmowie z Dziennikiem Polskim.
- Zdezorientowani tym, co się dzieje na scenie politycznej, wierni pytają swoich proboszczów, na kogo mają głosować. Niektórzy księża nie wzbraniają się przed udzielaniem konkretnych odpowiedzi. Jakie jest stanowisko kurii w tej sprawie? - Podczas ostatnich wyborów samorządowych w jednym z miast naszej archidiecezji księża czynnie zaangażowali się w promowanie jednego z kandydatów na burmistrza. Do kurii napływały protesty mieszkańców i trzeba było interweniować. Ambona jest miejscem do promowania wyłącznie ewangelii. Zaangażowanie się księży po stronie jednej partii zawsze prowadzi do rozłamu i obniża ich wiarygodność. "Partia" już z samej nazwy oznacza tylko część społeczeństwa, Kościół natomiast jest powszechny, czyli dla wszystkich. Na ambonie należy tłumaczyć ewangelię i formować sumienia do podejmowania samodzielnych i odpowiedzialnych decyzji, jednak wiara nie zastępuje zawodowej kompetencji. Należy przedstawiać etyczne kryteria wyborów. Chodzi o własną odpowiedzialność, którą nie można dzielić się ze swoim proboszczem ani biskupem. Duchowni nie mogą wiązać nadziei obywateli z żadną konkretną partią, gdyż nie są w stanie zagwarantować realizacji jej programu. - Księża tłumaczą się, że prezentują swoją prywatną opinię. Czy kapłan ma prawo wygłaszać ją z ambony? - Prywatną opinię można wygłaszać przy kawie, natomiast z ambony każdy duchowny wypowiada się w imieniu Kościoła. Zatem powinien głosić to, co z nauką Kościoła jest zgodne. Każde uwikłanie się duchownych w działalność polityczną prowadzi do ograniczenia sakralnych funkcji Kościoła, bo czyż istnieje jakiś związek między partiami politycznymi a posługą sakramentalną? Nieustanne wikłanie się niektórych księży w politykę powinno zakończyć się dymisją z zajmowanych urzędów - na przykład proboszczowskich. - A jak przed wyborami ocenia ksiądz działalność katolickich mediów? - Dopóki określa się etyczne kryteria, w świetle których oceniamy kandydatów na posłów, to wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak za pomocą mediów i treści religijnych określa się przeciwnika politycznego, to wówczas - jak mówił ks. prof. Józef Tischner - mamy do czynienia z "religią polityczną". Wówczas Kościół nie jest katolicki, lecz przyjmuje postać kościoła "obrządku prywatnego". Istnienie różnicy stanowisk wśród katolików jest zasadne i uprawnione. Podobnie uprawniona jest także różnorodność proponowanych rozwiązań społecznych i politycznych, pomimo faktu, że wszystkich wiernych inspirują te same chrześcijańskie wartości. Wypowiedzi uznające tylko jedną partię za dobrą to niebezpieczne ideologizowanie wiary. Ojciec Maciej Zięba opowiadał mi kiedyś, że w Czechach jeden ze znanych księży w artykule prasowym wytknął wszystkie błędy premierowi Vaclavowi Klausowi. W zasadzie publicznie go znokautował. W takiej sytuacji zależy sobie zadać pytanie: czy publiczne nokauty przystoją duchownym? Czy tak postąpiłby Chrystus? Czy znokautowany przeciwnik - gdyby chciał porozmawiać na tematy duchowe - podejdzie do takiego księdza? Chodzi bowiem o to - jak mówił kardynał Stefan Wyszyński - że "zwycięstwo nad innymi może być często początkiem klęski. Zwycięstwo nad sobą samym jest zawsze początkiem chwały na ziemi i w niebie". - Niektórzy ludzie zastanawiają się, czy w ogóle głosować? - Pójście na wybory jest obowiązkiem każdego obywatela bez względu na to, czy jest osobą wierzącą, niewierzącą czy agnostykiem. Szansa, jaką dają wybory, jest doskonałym sposobem dbania - w duchu odpowiedzialności - o dobro wspólne wszystkich. Mają one ogromny wpływ na tworzenie prawodawstwa, na kształt życia politycznego, społecznego, kulturalnego i gospodarczego. Poprzez oddanie głosu dokonujemy wyboru naszej reprezentacji w parlamencie. Z tej racji nie jest obojętne, kto będzie rządził naszym krajem. Oznacza to, że uczestnictwo w wyborach ma wymiar etyczny i staje się obowiązkiem sumienia. Tłumaczenia usprawiedliwiające absencję jak: "nie chcę mi się, to nie ma sensu" są nie do przyjęcia. Rezygnacja z udziału w głosowaniu odbiera prawo do krytyki rządzących, gdyż nieobecni nie mają racji. Wątpiący i niegłosujący mimo woli stają się sprzymierzeńcami nijakich i gorszych. Państwo jest dobrem wspólnym i nikomu nie może być obojętne, kto stanie u steru rządów. Dlatego zachęcanie do udziału w wyborach jest właściwe i wskazane. Rozmawiała Grażyna Starzak
Dotychczas najszybszym maratończykiem w historii był inny zawodnik z Kenii Kelvin Kiptum.
Mężczyzna tuż po zatrzymaniu powiedział, kto miał być celem ataku.
Leon XIV nominował na to stanowisko arcybiskupa Wojciecha Załuskiego.
Raport „Global Report on Food Crises 2026” zawiera zatrważające dane...