Wielki błękit

Portugalia. Obłędny zapach pomarańczy, gra świateł w gigantycznym opactwie, w którym modliło się aż tysiąc mnichów, historie zaklęte w glinianych kafelkach o błękitnym kolorze. Witamy w Portugalii!

WLizbonie się bawisz, w Porto pracujesz, a w Bradze się modlisz – słyszymy na każdym kroku. W planie wycieczki nie przewidziano zabawy ani ciężkiej pracy. Ominęliśmy szerokim łukiem Porto i stolicę. Pojechaliśmy na północ. Modlić się? Raczej zobaczyć, gdzie modlą się Portugalczycy.

Pomarańcze w błękitnych wirydarzach

Jak potężnie musiał brzmieć w tym gigantycznym kościele chorał gregoriański. Błagalne „Kyrie eleison”, które dobywało się z tysiąca gardeł. Przecież to całe cysterskie miasteczko! Dla porównania: w ogromnym barokowym opactwie krzeszowskim, które opisywaliśmy przed miesiącem, mieszkała setka mnichów – dziesięć razy mniej niż w klasztorze Alcobaça.

Za ogromnym krucyfiksem gołębie uwiły sobie gniazdo. Ptaki, motyle, wszędobylskie jaszczurki i żaby to dziś jedyni mieszkańcy opactwa. Po kasacie zakonu cystersi nigdy nie wrócili do swej pierwotnej świetności. Pozostały drapiące niebo strzeliste kolumny, krzyże. Kamień na kamieniu. O tym, na jaką skalę rozkwitło tu życie monastyczne, przekonuję się nie w refektarzu czy w potężnym kościele, ale… w kuchni. Ciszę przerywa szmer strumyka przepływającego przez pomieszczenie, w którym przez wieki gotowano mnisze specjały. To znakomity średniowieczny patent na złowienie świeżej rybki (strumyk zakratowano, uniemożliwiając rybom ucieczkę), a jednocześnie prototyp mniszej zmywarki. „Bracia, dziś na obiad będzie rolada, modro kapusta i kluski” – woła z ambonki Heniu, nasz fotoreporter. Nie odpowiada mu jednak żadne gromkie „Ameeeen”.

Mosteiro de Santa Maria założył w 1153 r. pierwszy król Portugalii Alfons I Zdobywca. Klasztor wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kilkanaście lat temu był tu ks. prof. Jerzy Szymik. Napisał – jak to ma w zwyczaju – wiersz. W chłodnym, długim na ponad 100 metrów kościele czytam urywki: „światło ścieka bliznami kolumn jak rzeka mleka/ W szorstką ciemność, w oślepły mrok, w dół. (…) jeszcze się pomarańcze złocą, wdzięczą w błękitnych wirydarzach. (…) w kuchni klasztornej chlupot rzeki Alcoa. Dziś już bezrybnej, lecz cierpliwej więc też ciężkiej. Już tylko pamięć cudów mieszka w tysiącu pustych cel”.

Podchodzę do gigantycznego pieca. W dymniku czuć jeszcze spaleniznę! Dym przez wieki wgryzł się w mur opactwa. Cisza jak makiem zasiał. Aż nie chce się wierzyć, że w tym skąpanym w południowym słońcu klasztorze mieszkało tylu mnichów, ile dziś liczy załoga watykańska. Pozostały grobowce, królowie bez głów (stracili je, gdy w 1753 roku zatrzęsła się ziemia), kamienne psy warujące przy nagrobkach swych panów, okazale zdobione sarkofagi króla Pedra oraz Ines de Castro, bohaterów tragicznej historii miłosnej z czasów późnego średniowiecza.

Obłędny zapach pomarańczy. Pierwszy cud? Choć przeszła tędy niejedna polska wycieczka, owoce ocalały. Nie można zostawić na murze nieśmiertelnej dewizy „nasi tu byli”.

Do bitwy!

Nad głowami obłoki. Leniwie płyną w stronę oceanu. Widzę je wyraźnie, bo kaplica w Batalha nie ma sklepienia. Niedokończona z powodów finansowych katedra zalana jest słońcem. Dookoła na misternie rzeźbionych murach wszystko płynie. W twardym kamieniu wykuto elementy morskie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
15°C Czwartek
dzień
15°C Czwartek
wieczór
12°C Piątek
noc
11°C Piątek
rano
wiecej »