Z Mińska nie wyjechali

O znalezieniu listy zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 r. w Mińsku z prof. Natalią Lebiediewą rozmawia Andrzej Grajewski.

Andrzej Grajewski: Polska prasa najpierw doniosła, że dokonała Pani sensacyjnego odkrycia – znalazła białoruską listę katyńską, a później całkowicie zdezawuowała Pani badania. Na czym więc polega wartość znalezionych przez Panią materiałów?

Natalia Lebiediewa: – Nigdy nie twierdziłam, że znalazłam listę białoruską. Jak Pan wie, zajmuję się poszukiwaniem dokumentów związanych ze zbrodnią katyńską oraz ich wydawaniem od wielu lat. Potrafię więc odróżnić spisy nazwisk umieszczone w dokumentach konwojowych od spisów sporządzanych w centralnych organach NKWD. Zamieszanie, moim zdaniem, spowodowane zostało tym, że tekstowi o badaniach naukowych nadano nadmiernie sensacyjną formę. Ja na to nie miałam żadnego wpływu. Kilka dni wcześniej na posiedzeniu polsko--rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych obszernie informowałam o swych badaniach, prowadzonych w Wojskowym Archiwum Państwowym FR, gdzie znalazłam spisy osób przewożonych do Mińska w „transportach specjalnych” przez XV Brygadę Wojsk Konwojowych NKWD z terenów całej zachodniej Białorusi. Zdziwiłam się więc, gdy niektórzy członkowie Grupy zabierali później głos, sugerując rzeczy, których nigdy nie powiedziałam. Zawsze byłam przekonana, że dokumentacja wojsk konwojowych ma dla sprawy katyńskiej wielkie znaczenie. Mogą tam bowiem znajdować się dokumenty konwojów wiozących Polaków na rozstrzelanie. Są historycy twierdzący, że te spisy nie mają wielkiego znaczenia i że to tylko materiał pomocniczy. Nie zgadzam się z taką opinią. Jestem przekonana, że mają ogromne znaczenie i niczego ważniejszego w odniesieniu do białoruskiej listy katyńskiej dotąd nie udało się odnaleźć.

Te dokumenty były jednak wcześniej znane, także w Polsce.

– Były znane od 20 lat, kiedy Aleksander Gurianow z moskiewskiego „Memoriału” przekazał je Ośrodkowi „Karta”. Problem w tym, że one tam leżały i nikt z nimi nic nie robił. Nikt nie postawił im odpowiednich pytań. Ja to zrobiłam i to jest, wydaje mi się, mój wkład w ich odczytanie na nowo. Dodam, że to dopiero początek badań. Do przejrzenia pozostało jeszcze wiele nieznanych dokumentów i już teraz mogę powiedzieć, że liczba osób znajdujących się na tych listach będzie większa, aniżeli do tej pory sądziliśmy. Co szczególnie ważne, te spisy są bardzo dokładne, zawierają bowiem nie tylko imię i nazwisko, ale także imię ojca (otczestwo) oraz datę urodzenia każdej osoby, a także informację, kiedy, skąd i dokąd była przewieziona. Jestem pewna, że 90 proc. ludzi znajdujących się na tych listach zostało wiosną 1940 r. rozstrzelanych.

Z czego wynika ta pewność?

– Z logiki tych dokumentów. 95 proc. konwojów, które przewoziły aresztowanych wiosną 1940 r., kierowanych było do Mińska. Transporty składały się z kilkudziesięciu osób, przewożono je więc partiami, czasem po 60 osób, czasem po 40. Łącznie w tym czasie z różnych więzień na zachodniej Białorusi konwojowanych było do Mińska ponad 2 tys. osób. Zdecydowana większość spośród tych, którzy do Mińska zostali dowiezieni, już tam pozostała. Z pierwszego spisu, który obejmuje 903 nazwiska, dalej transportowane były jedynie 4 osoby, i to o wyraźnie niepolskich nazwiskach. Podobna jest sytuacja w kolejnych tomach tej dokumentacji. Czyli z blisko 1800 osób, ja wszystkich list jeszcze dokładnie nie policzyłam, które od marca do lipca 1940 r. XV Brygada Konwojowa NKWD przewiozła do Mińska, dalej transportowanych było jedynie 8. Pozostali z Mińska nigdy już nie wyjechali. Co mogło się z nimi stać? W spisach więziennych w Mińsku ich nie ma. Zresztą nie dałoby się ukryć tak wielkiej liczby ludzi. Ktoś musiałby się z nimi spotkać, widzieć ich. Tymczasem nie ma żadnego świadectwa, potwierdzającego takie fakty. Wszystkie ślady po tych około 2 tys. osób giną w Mińsku. Twierdzę, że zostali tam przez NKWD rozstrzelani. Po prostu nie ma innej możliwości.

Mogli być konwojowani z Mińska przez inną jednostkę NKWD?

– Nie mogli. Proszę pamiętać, że wszystkie znajdujące się na listach nazwiska to ludzie określonej kategorii, oznaczeni jako „szczególnie niebezpieczni przestępcy” (osobo opasnyje priestupniki). Osoby, którym nadano taką kategorię, według ustawy z 1939 r., określającej zadania wojsk konwojowych, mogły być przewożone wyłącznie w specjalnych konwojach. Na terenie Białorusi takie zadania wykonywała jedynie XV Brygada Konwojowa, i gdyby ci ludzie mieli być przewożeni w inne miejsce, także powinni znajdować się w dokumentacji tej jednostki. A ich tam nie ma, co oznacza, że dalszych transportów z nimi nie było. Stąd logiczny wniosek, że ludzie znajdujący się w tych spisach zostali rozstrzelani przez NKWD w Mińsku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
17°C Piątek
dzień
17°C Piątek
wieczór
15°C Sobota
noc
14°C Sobota
rano
wiecej »