Punkty zapalne

Rosjanie w krajach bałtyckich stali się zakładnikami polityki Kremla, posługującej się prawami mniejszości dla usprawiedliwienia agresji. Jakie są punkty zapalne na mapie Litwy, Łotwy i Estonii?

Rosyjska interwencja na Krymie była realizowana pod hasłem: „Swoich nie zostawiamy” i odwoływała się do obowiązku ochrony zagrożonych tam rzekomo Rosjan. W następnych dniach „zagrożeni” poczuli się mieszkańcy wschodnich obwodów Ukrainy. Skutecznie im o tym przypominali rosyjscy „turyści” przybywający masowo do Charkowa, Doniecka czy Ługańska, aby organizować wiece na rzecz przyłączenia do Rosji. Oficjalną wykładnię rosyjskiej polityki w tej sprawie wyłożył minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, stwierdzając, że „na obronę swojej integralności terytorialnej mogą liczyć tylko te państwa, które zapewniają równe prawa wszystkim narodom”. Jego słowa wywołały niepokój w krajach, w których Rosjanie stanowią liczną grupę mieszkańców.

Sieroty po imperium

Rozpad Związku Sowieckiego dla prawie 30 mln Rosjan oznaczał, że nie zmieniając adresu, stali się mniejszością narodową. Tak było na Ukrainie i Białorusi, ale także w państwach bałtyckich, gdzie od lat 40. ub. wieku intensywnie rugowano ludność rodzimą i osiedlano przybyszów z Rosji. Dobór tych ludzi nie był przypadkowy. Wielu służyło w armii i służbach specjalnych i w aparacie partyjnym, co wyjaśnia ich silne przywiązanie do sowieckich symboli oraz opór stawiany przy próbach ich usuwania. Rozpad Związku Sowieckiego dla tych ludzi był szokiem. Utracili nadzwyczajny status i musieli się uczyć obcego, niełatwego języka litewskiego, łotewskiego czy estońskiego.

Rodziło to ich bunt i opór. Z kolei dla gospodarzy kwestia umocnienia własnego języka stała się ważnym elementem budowy nowej państwowości i tożsamości narodowej. Od znajomości języka państwowego uzależniano przyznawanie obywatelstwa, dlatego wielu Rosjan go nie dostało i mieszkają tam jako tzw. rezydenci. Do uspokojenia sytuacji przyczyniło się wejście krajów bałtyckich do Unii Europejskiej, gdzie przestrzeganie praw mniejszości jest ważnym punktem oceny lokalnej demokracji. Gdy jednak dzisiaj Rosja zaczęła wyciągać kartę mniejszości narodowych i grozić zmianami granic, spokój został zburzony. Tym bardziej że rozmieszczenie mniejszości rosyjskiej na terenie krajów bałtyckich jest takie, że możliwe byłoby tam wzniecenie regionalnego buntu z żądaniem przyłączenia do Rosji.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Bronak Kamarołski
    09.04.2014 21:54
    Przy takiej polityce Putina, aż ręce świerzbią, żeby pozbyć się pretekstu, do ewentualnej "obrony" Rosjan przez Moskwę i jak najszybciej wysiedlić ich na Sybir.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5
    0°C Sobota
    wieczór
    -1°C Niedziela
    noc
    -2°C Niedziela
    rano
    -1°C Niedziela
    dzień
    wiecej »