Niebezpieczna dyskusja

Kard. Burke: Debata o rozwiedzionych podważa nauczanie samego Chrystusa.

Dziennik Il Foglio opublikował zapowiadany z wielką pompą wywiad z kard. Raymondem Leo Burke. Amerykański purpurat nie tylko podtrzymuje swoją krytykę ogólnikowych i „manipulowanych” briefingów prasowych, które „wykrzywiają obraz prac synodalnych”, ale w bardzo jasny i dobitny sposób tłumaczy, dlaczego dyskusja nad udzielaniem Komunii rozwiedzionym nie powinna mieć w ogóle miejsca. Podkreśla, że jest ona niebezpieczna.

Manipulacja

„Kwestia nierozerwalności związku jest dla mnie nie do pogodzenia z możliwością dopuszczenia do Komunii osób, które żyją w nieregularnej sytuacji, w drugim związku i są po rozwodzie. Dyskusja nad dopuszczeniem do Komunii rozwiedzionych jest podważeniem i to bezpośrednim, tego, co powiedział nam nasz Pan, Jezus Chrystus. Nauczał On, że kto oddali swoją żonę, czyli rozwiedzie się z nią i poślubi inną, ten dopuszcza się cudzołóstwa”.

Alessandro Gnocchi, dziennikarz włoskiej gazety, ripostuje, że „wielu z reformatorów uważa to nauczanie Chrystusa za zbyt ostre w dzisiejszych czasach”. Na co amerykański purpurat spokojnie tłumaczy: „Zapominają oni jednak, że Jezus umacnia łaską tych, którzy zostali powołani do małżeństwa. Nie oznacza to, że na tej drodze nie będzie trudności i cierpienia, ale zawsze w sakramentalnym związku będzie pomoc i wsparcie Boga, by małżonkowie mogli razem stawiać czoła trudnościom i pozostać sobie wiernymi aż do końca, do śmierci”.

Na sugestię dziennikarza, jakoby postawa kard. Burke należała do mniejszości, purpurat mocno podkreśla, że w tej kwestii opinia publiczna jest manipulowana. „Przed kilkoma dniami oglądałem program we włoskiej telewizji, w którym kard. Kasper twierdził, że Kościół zmierza w kierunku otwarcia. Innymi słowy proszę sobie wyobrazić, że na podstawie tego zdania 5,7 miliona widzów ukształtowało sobie opinię, że Synod idzie w tym właśnie kierunku i zmierza do zmiany doktryny dotyczącej małżeństwa. Pan też uległ temu złudzeniu. Ale podkreślę: to jest niemożliwe! Po prostu. Doktryny nikt nie zmieni, nie ma możliwości wprowadzenia tu najmniejszych zmian i to jest opinia większości ojców synodalnych”.

Purpurat dodaje, że jest w pełni świadom manipulacji, jaka dokonuje się nie tylko na opinii publicznej, ale najpierw na dziennikarzach. „Jestem przekonany, że coś tu nie gra, że dochodzi do zwykłej manipulacji i tak zostają podane informacje, by w świat przedostała się jedynie jedna teza. To bardzo mnie martwi, bo zdecydowana większość z nas jest przeciwna jakiemukolwiek »otwarciu«, a ludzie nic o tym nie wiedzą”.

Nic nowego

Kard. Burke przypomina też, że propozycja jaką w lutym przedstawił kard. Kasper, dotycząca dopuszczenia do Komunii rozwiedzionych, nie jest nowa. Kościół dyskutuje o niej od 30 lat. Ale teraz – podkreśla purpurat – „nabrała rumieńców”. „Trzeba położyć temu jak najszybciej tamę, bo czyni to jedynie spustoszenia w wierze. Wielu biskupów i księży mówi mi, iż zgłaszają się do nich teraz rozwiedzeni, osoby będące w powtórnych ale niesakramentalnych już związkach, i domagają się wręcz Komunii, bo ich zdaniem tego chce papież Franciszek. Nadmienię tylko, że jak dotąd Franciszek nie wypowiedział się w tej kwestii”.

Amerykański duchowny, znany od niedawna jako autor głośnej książki o nierozerwalności i świętości małżeństwa, dodaje, iż owszem, to papież upoważnił kard. Kaspera do przygotowania i przedstawienia tej kwestii dla Synodu, ale nadal to nie głos papieża. I jak inni ojcowie synodalni i setki wiernych, on, purpurat, czeka na ostateczną decyzję Wikariusza Chrystusa. „Nie może ona jednak niczego zmienić, bo Papież jest sługą prawdy. Wobec nauki Chrystusa nie widzę żadnej możliwości podważenia nierozerwalności małżeństwa, podważenia i zmian doktryny jakimiś duszpasterskimi wskazaniami. Byłaby to ignorancja dla Prawdy”.

Ciekawy jest też inny wątek w rozmowie zamieszczonej w Il Foglio. Kard. Burke odnosi się w nim do kwestii Miłosierdzia i faktu, iż tak bardzo kładzie się teraz nacisk na to, by Kościół zaczął być „miłosierny” względem osób rozwiedzionych. Purpurat zadaje wręcz pytanie, gdzie Kościół nie jest miłosierny dla nich. I dodaje, że opinia, jakoby Kościół do tej pory nie był miłosierny względem kogokolwiek, jest obraźliwa także dla niego. „Urodziłem się i wychowywałem w okręgu przemysłowym w Stanach Zjednoczonych – opowiada purpurat. – Pamiętam, że jak byłem małym chłopcem, w naszej parafii była para, która prowadziła pobliską trattorię. Na niedzielnej Mszy św. jednak nie przystępowali do Komunii. Nie dawało mi to spokoju i zapytałem ojca, czemu się tak dzieje. On jednak zupełnie naturalnie wyjaśnił mi, że ludzie ci żyją w nieuregulowanym związku i dlatego nie mogą przyjmować Komunii. Nasz ksiądz proboszcz zawsze był dla nich bardzo miły, starał się ich zapraszać i angażować w życie parafii. Wykazywał właśnie postawę miłosierną, robił wiele, by ludzie ci żyli jak najbardziej się da po katolicku. A rodzice uczyli mnie, że my kochamy grzeszników, mamy nienawidzić tylko grzechu i robić wszystko, by oddzielić grzech od człowieka”.  

W długiej rozmowie kard. Burke odnosi się też do zarzutów, jakoby Kościół, trwając przy swoim, nie szedł z „postępem”, a raczej „uwsteczniał się” wobec świata. „Czasy się zmieniły, ale nie zmienił się człowiek – mówi. – Nadal jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Oczywiście, świat się zsekularyzował, ale to jedynie kolejny argument, by głosić mu Prawdę. W sposób jasny, tak jak nauczył nas tego w Evangelium vitae św. Jan Paweł II: potrzeba dziś, jak nigdy dotąd, nazwać rzeczy po imieniu, nie wolno nam używać dwuznacznego i pochlebczego języka tylko po to, by przypodobać się światu”.

Prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej wyjaśnia też, że nie jest możliwe otwarcie się na część przypadków rozwiedzionych, bo bez wątpienia zadziała tu zasada: dam palce, zechcą ręki. I z czasem będzie nacisk, by Kościół „poluzował” też w innych przypadkach. Kardynał przestrzega też przed utrwalaniem czy raczej kształtowaniem fałszywego obrazu Jezusa Miłosiernego w dyskusji nad rozwiedzionymi. Przypomina, że owszem, Jezus jadał z celnikami i szedł do grzeszników, okazywał im miłosierdzie. „Ale cudzołożnicy powiedział: Nie potępiam cię, ale teraz idź i nie grzesz już więcej”. Purpurat przypomina, że Komunia to stan jedności z Chrystusem oraz że eucharystia jest też lekarstwem na nasze rany i pomaga walczyć z grzechem. „Ten kto walczy, także i upada, grzeszy. Jeśli jednak jest w stanie grzechu śmiertelnego, nie może przyjąć Chrystusa. By to zrobić, musi przystąpić do sakramentu pokuty, wyznać swój grzech, żałować i obiecać poprawę. Musi zmienić życie, naprawić je. I to jest droga, którą Kościół proponuje od dawna także dla osób rozwiedzionych. Dla wielu jednak to niemożliwe”.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • janswi
    15.10.2014 19:38
    W tej dyskusji podstawowym problemem wydaje się być problem ludzi rozwiedzionych. Dyskutuje się nad skutkiem pewnych zachowań, które do tego doprowadziły, a całkowicie pomija się przyczynę tego, że małżeństwa w przeważającej większości zawarte z miłości, po pewnym czasie się rozpadają.
    Smutne, że takie dyskusje toczą się wśród ludzi wierzących, a tragiczne, że hierarchowie kościoła katolickiego zaplątali się właśnie w wątek niejako opatrywania już powstałych ran, zamiast zacząć leczyć toczącą organizm śmiertelną chorobę.
    Zasadniczym problemem powinno być, dlaczego dziś tak wielu ludzi, deklarujących wiarę w Boga nie potrafi dochować wierności i miłości drugiej osobie.
    Sprawa jest wydaje mi się bardzo prosta. Większość współczesnych wierzących tak naprawdę nie wierzy w Boże działanie w życiu człowieka. Człowiekowi wydaje się, że sam potrafi sobie poradzić z własnym życiem i zapomina, że istnieje Bóg, który czeka, aż zostanie zaproszony do towarzyszenia mu w jego życiu.
    Dotyczy to szczególnie małżeństwa. Daję sobie głowę uciąć, że w małżeństwie, do którego został, jako trzeci zaproszony Bóg, każdy kryzys zostanie pokonany.
    Mój osobisty przykład. Krótko po ślubie w moim małżeństwie pojawił się kryzys, który zaczął się pogłębiać. Nie pomogły próby perswazji, dogadania się z żoną, nie pomogły modlitwy, w których prosiłem Boga o pomoc, sugerując mu często mój punkt widzenia na rozwiązanie kryzysu. Gdyby nie wiara wyniesiona z domu i poczucie odpowiedzialności za słowa przysięgi małżeńskiej, jestem przekonany, że dziś po naszym związku nie byłoby już śladu.
    Trwało to ok.2 lat.
    Pewnego wieczora, po nieudanej próbie dogadania się z żoną wyszedłem z pokoju i całkiem załamany i bezradny zwróciłem się do Jezusa mniej więcej tak: „Panie Jezu, zrobiłem wszystko co w mej mocy i już nic więcej zrobić nie mogę. Oddaję Tobie to małżeństwo, a Ty zrób z tym co chcesz. Ja oddaję się całkowicie Twojej woli.”
    Nie było natychmiastowego cudu, ale od tego momentu wszystko zaczęło się normować.
    Dziś jesteśmy już 37 lat najszczęśliwszym małżeństwem (i rodziną), jakie można sobie wymarzyć z całym bogactwem przeżyć, także tych najbardziej intymnych.
    I jeszcze jedno spostrzeżenie. Dopiero po latach, od momentu, gdy znalazłem czas na codzienną głęboką modlitwę (a nie jakieś przeżegnanie się w biegu przed pracą i krótkim „Panie Boże idę spać...” wieczorem) uzyskałem całkowity pokój wewnętrzny i prawie całkowitą odporność na pokusy szatana związane z seksualnością. Dziś widzę piękno kobiety inaczej, z jej duchowością i nigdy nie kojarzy mi się ona z sytuacjami „łóżkowymi”. Te sytuacje zastrzeżone są tylko dla żony.
    Codzienne zjednoczenie z Bogiem pozwala widzieć otaczający nas świat z zupełnie innej perspektywy.
    I dlatego synod o rodzinie powinien skupić się na tym, aby uzmysłowić małżonkom i przekonać ich, że warto zawierzyć życie swoje i rodziny Bogu, a ilość rozwodów wśród ludzi wierzących drastycznie spadnie.
  • kobieta
    16.10.2014 09:10
    Kard. Burke mówi, że dyskusja jest niebezpieczna, a tu niedawno pan redaktor Macura pisał co innego, popierał takie dyskusje mówiąc że są szczere i nie należy się ich bać
  • adas
    17.10.2014 14:55
    "dzieci ze związku sakramentalnego przeżywają traumę CODZIENNIE. Jeśli myślisz, ze przeżyły w chwili rozwodu, a potem już nie, to się mylisz. One ciągle mają nadzieję na powrót ojca"

    Uprzejmie informuję, że pochodząc ze "związku sakramentalnego" odejście mojego rozpijaczonego ojca przeżyłem z ULGĄ i miałem nadzieję, że nie wróci NIGDY!

    ot, takimi stereotypami, zakładającymi że rozwodzą się ludzie dobrzy, tylko jakoś nierozumni, karmią się ludzie i za nic nie przyjmą do wiadomości, że są tez ludzie chorzy, a nie chcący się leczyć i przez to szkodliwi dla bliskich (alkoholizm), źli, fałszywi i obłudni, agresywni i przemocowi itp.

    Najwięcej o życiu w nieszczęśliwej rodzinie mówią Ci, których rodzice potrafili stworzyć związek dobry, emanujący ciepłem i miłością.
    jeden tydzień w moim domu a może byście niektórzy zrozumieli, że nie każdy rozwód jest tragedią dla dzieci - niekiedy bywa wyczekiwanym wyzwoleniem - od wiecznego strachu, lęku, krzyku i bicia.
  • Ikar
    19.10.2014 20:30
    Nie mylmy pojęć. Co innego separacja od np. ojca alkoholika, a co innego rozwód. To pierwsze jest nawet obowiązkiem współmałżonka, a to drugie jest grzechem przeciw wierności.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    2°C Niedziela
    dzień
    3°C Niedziela
    wieczór
    1°C Poniedziałek
    noc
    0°C Poniedziałek
    rano
    wiecej »