Odwrót Ameryki?

Stany Zjednoczone przegrywają z Rosją walkę o wpływy na Bliskim Wschodzie. Ostatnia symboliczna i nieuciążliwa dla władz w Damaszku interwencja nie była próbą odrobienia strat. To mogło być… symboliczne pożegnanie z regionem.

Rosja, Iran i Turcja. Te trzy kraje zdecydują o układzie sił na Bliskim Wschodzie na najbliższe dekady. Nie obędzie się bez turbulencji z powodu działań niepogodzonej z tym Arabii Saudyjskiej i przede wszystkim Izraela. Co więcej, nawet trzy decydujące mocarstwa nie będą zawsze zgodnym i jednogłośnie przemawiającym tercetem. Przeciwnie, w tym towarzystwie – obok pewnych wspólnych celów – jest na tyle dużo sprzecznych interesów, że prędzej czy później może dojść do kłótni w stworzonej na potrzeby bieżące koalicji. Pytanie zasadnicze brzmi: gdzie w tym wszystkim są Stany Zjednoczone? Czy zeszłotygodniowy jednorazowy atak nie świadczy raczej o tym, że Amerykanie chcą pozostać w grze?

Dyplomacja twitterowa

Ten wpis na Twitterze Donalda Trumpa przejdzie do historii dyplomacji: „Rosja zapewnia, że zestrzeli dowolny i każdy pocisk wystrzelony w kierunku Syrii. No więc przygotuj się, Rosjo, bo one nadejdą, ładne, nowe i sprytne! Nie powinnaś być partnerką Zwierzęcia Zabijającego Gazem, które zabija swoich ludzi i znajduje w tym przyjemność!”. To była odpowiedź Białego Domu na doniesienia o rzekomym lub prawdziwym użyciu broni chemicznej przez syryjskie władze. W Waszyngtonie musiało zrobić się gorąco po tym nieskoordynowanym z czołowymi strategami wpisie Trumpa, bo dwa dni później świat ze zdumieniem czytał kolejny tweet prezydenta USA, który był niezdarną próbą wycofania się z hardej zapowiedzi ataku: „Nigdy nie powiedziałem, kiedy będzie miał miejsce atak na Syrię. Może to być bardzo szybko, a może wcale nie tak szybko!”. Tak chaotycznych sygnałów w sprawach tak newralgicznych dla światowego bezpieczeństwa nie wysyłał dotąd żaden z przywódców amerykańskich. Wszyscy zadawali sobie pytanie, w co gra Ameryka, która przegrywa kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie.

Odpowiedź przyszła w nocy z 13 na 14 kwietnia – siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie dokonały ataku na kilka wybranych celów. Atak był symboliczny, właściwie prawie zupełnie nie dotkliwy dla sił prezydenta Asada. W gąszczu komentarzy, jakie pojawiły się na świecie po tej interwencji, można było zauważyć pominięcie jednego zdania, które prezydent USA opublikował na Twitterze tuż po ataku. Donald Trump wyraźnie zaznaczył, że „ataki nie mają na celu utrzymania jakiejkolwiek obecności USA w Syrii”… To zdanie jest kluczem do zrozumienia, co się dzieje wokół tego kraju. Po co zatem cały ten spektakl?

Po co ta wojna?

Każdy, kto śledzi przebieg wojny w Syrii, musiał sobie zadać podstawowe pytanie: dlaczego to tak długo trwa. Dlaczego od 7 lat społeczność międzynarodowa nie może poradzić sobie z największą katastrofą bliskowschodnią ostatnich dekad? Jak wytłumaczyć fenomen, jakim było do niedawna Państwo Islamskie, którego nie mogły pokonać zmasowane rzekomo ataki międzynarodowej koalicji? Skąd ta niemoc najsilniejszej armii na świecie w walce z biegającymi pół boso po pustyni dżihadystami? Skąd niedawna zapowiedź wycofania wszystkich sił amerykańskich z Syrii w ciągu paru miesięcy? („Parę miesięcy” wyprosili generałowie, bo Trump chciał to zrobić w ciągu paru tygodni). I skąd nagła stanowczość oraz gromkie zapowiedzi wysłania „pięknych, nowych, inteligentnych pocisków”? Skąd wreszcie równie nagłe wycofanie się rakiem z tej zapowiedzi, a następnie… wysłanie jednak ponad 100 pocisków, z których – jak twierdzi Rosja – dwie trzecie zostały przechwycone, pozostałe trafiły w niemal opustoszałe obiekty. Jakie dowody na użycie broni chemicznej przez rząd Asada posiada Zachód? Czy wygrywający wojnę syryjski dyktator musiał uciekać się do użycia sarinu czy chloru, wiedząc, że może to sprowokować interwencję Zachodu? Dlaczego to Rosja, przy wsparciu m.in. Iranu, jest głównym wygranym w tej wojnie i dlaczego bez niej nie ma mowy o nowym układzie sił na Bliskim Wschodzie? Czy nawet przy założeniu, że o większości spraw, które rozgrywają się na poziomie służb specjalnych, nie mamy pojęcia, jesteśmy w stanie pokusić się o próbę znalezienia najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi na te pytania?

Asad gorszy od ISIS?

Dystans, z jakim początkowo do Państwa Islamskiego, ale też innych bojówek terrorystycznych walczących w Syrii, podchodził Zachód, nie wziął się znikąd. Wszystkie te organizacje walczyły z armią syryjską, a więc potencjalnie mogły doprowadzić do obalenia Baszara Al-Asada, o czym marzyli stratedzy w Waszyngtonie, ale przede wszystkim w Rijadzie, Tel Awiwie, a na czym skorzystaliby także w Ankarze. Efekty takiego dystansu były widoczne także wtedy, gdy międzynarodowa koalicja z dominującą rolą USA z trudem powstrzymywała triumfalny pochód dżihadystów. Zdziwienie tym faktem zaczęli z czasem wyrażać również Amerykanie, którzy pytali, dlaczego Państwo Islamskie ciągle istnieje, skoro walczy z nim najsilniejsza armia świata. Głośnym echem odbił się tekst ekonomisty Jeffreya D. Sachsa (opublikowany na opiniotwórczej platformie „Project Syndicate”), w którym napisał m.in.: „Problem leży w tym, że państwa zaangażowane w wojny w Iraku i Syrii, w tym USA i ich sojusznicy, do tej pory nie traktowali Państwa Islamskiego jako swojego priorytetowego wroga”. To oczywiste, bo wrogiem był przede wszystkim Baszar Al-Asad. Sachs słusznie podkreślał, że dużą rolę w tym odgrywał Izrael, który ma powody, by walczyć z Asadem: jest on sojusznikiem Iranu, który wspiera walczące z Izraelem organizacje – Hamas i Hezbollah. Kiedy Rosja wkroczyła do Syrii, zaoferowała współpracę USA także na poziomie wymiany informacji pochodzących od służb syryjskich. Amerykanie nie przyjęli tej oferty. W praktyce walczyli na dwa fronty – trochę z dżihadystami i bardziej na serio z siłami Asada. Sachs przypomina, że to „CIA przez długi czas uzbrajała i trenowała sunnickich dżihadystów przez tajne operacje finansowane przez Arabię Saudyjską. Sytuacja się odwróciła i ci dżihadyści stworzyli ISIS, które jest bezpośrednim skutkiem polityki CIA i jej saudyjskich partnerów”.

Państwa do likwidacji

Wiele w tej sprawie mówią też zeznania dwóch wysokich rangą dowódców amerykańskich. W 2014 roku podczas przesłuchania w Kongresie USA gen. Martin E. Dempsey z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów stwierdził, że sprzymierzeńcy USA w regionie Bliskiego Wschodu sponsorują Państwo Islamskie. Na nagraniu (dostępnym w internecie) widać, jak przesłuchujący go kongresman pyta: „Czy zna pan jakiegokolwiek naszego sprzymierzeńca, który jest zwolennikiem ISIS?”. Na co Dempsey bez wahania odpowiada: „Znam naszych głównych arabskich sprzymierzeńców, którzy ich sponsorują”. Cofnijmy się jeszcze bardziej w czasie – gen. Wesley Clark, były naczelny dowódca Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie, podczas jednego z publicznych wystąpień w 2007 roku ku zaskoczeniu słuchaczy pozwolił sobie na takie wspomnienia: „Około 10 dni po ataku 9/11 udałem się do Pentagonu. Zobaczyłem sekretarza obrony Rumsfelda i zastępcę sekretarza Paula Wolfowitza (…) Właśnie podjęliśmy decyzję o tym, że rozpoczniemy wojnę z Irakiem, usłyszałem (…). Zapytałem: czy znaleziono jakieś nowe powiązania między Saddamem a Al-Kaidą? Nie, nic nowego się nie pojawiło w tej kwestii. Po prostu podjęliśmy decyzję o ataku na Irak. Myślę, że nie wiemy, co zrobić z terroryzmem, ale mamy dobrą armię i możemy przejąć kraje. Jeśli masz w ręku młotek, to każdy problem wydaje się gwoździem… Parę tygodni później zobaczyłem się z nim ponownie, w tym czasie bombardowaliśmy Afganistan. Zapytałem go: Czy nadal wchodzimy do Iraku? On odpowiedział: O, jest jeszcze gorzej! Schylił się wziął coś z biurka i powiedział: właśnie dostałem to z góry z sekretariatu sekretarza obrony. To jest notatka opisująca fakt, że przejmiemy 7 państw w ciągu 5 lat. Zaczynając od Iraku przez Syrię, Liban, Libię, Somalię, Sudan, kończąc na Iranie”.

Jest jakiś plan B?

Dziś wiadomo, że nakreślony wyżej plan – jeśli wierzyć zeznaniom generała – nie wypalił. Nie tylko ze względu na „słabość metodologiczną”, ale również z powodu aktywności Rosji, która w Syrii jednoznacznie wspiera reżim Asada. Od dłuższego czasu Władimir Putin co jakiś czas pojawia się w regionie i odbywa triumfalną podróż po krajach arabskich oraz do Iranu i Turcji. To z przywódcami tych ostatnich państw pokazał się niedawno na specjalnym szczycie w Ankarze, który był jasnym sygnałem: o nowym układzie sił na Bliskim Wschodzie my będziemy decydować. To o tyle znaczące, że Turcja jest nadal członkiem NATO (poparła nawet ostatni atak zachodniej koalicji na Syrię), jednak jej zbliżenie z Rosją pokazuje, że ma świadomość wycofania się USA z regionu. A to wycofanie to nie tylko wynik realizacji hasła Donalda Trumpa „America First” (Ameryka przede wszystkim). To również efekt przegranych wszystkich dotychczasowych amerykańskich interwencji na Bliskim Wschodzie. Trafnie zauważa Sachs, że wielokrotnie prowadzone przez USA wojny na Bliskim Wschodzie: w Afganistanie, Iraku, Syrii, Libii, które próbowały usunąć ZSRR, a potem Rosję ze sceny i w ten sposób osiągnąć hegemonię, „te wysiłki zakończyły się porażką”. Także Irak, z którego usunięto Saddam Husajna, okazał się porażką, bo kraj pogrążył się w chaosie i wojnie domowej, a „efektem ubocznym” tej interwencji były właśnie narodziny Państwa Islamskiego.

Scenariusz zakładający całkowite wycofanie się USA z Bliskiego Wschodu wydaje się mało realny, m.in. ze względu na Izrael, który z pewnością nie będzie pozostawiony sam sobie. Reprezentacje obu krajów spotkały się w zeszłym roku w Waszyngtonie i opracowały tajny dokument, stanowiący w ocenie Narodowej Rady Bezpieczeństwa USA „nieformalny plan wspólnego działania” wobec Iranu. Możliwe, że w planie tym są również opcje, które dopiero teraz ujrzą światło dzienne, niezależnie od niejednoznacznych deklaracji prezydenta Trumpa. Możliwe, że wśród nich jest również szersza operacja wymierzona w sojusznika Iranu, Syrię, a rzekomy lub prawdziwy atak chemiczny miał być do tego tylko pretekstem. Możliwe nawet, że żadne zdanie tego tekstu nie będzie aktualne za tydzień lub dwa, gdy Zachód wyciągnie karty, o których najlepsi szpiedzy Kremla nie mieli pojęcia.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    26°C Środa
    dzień
    26°C Środa
    wieczór
    24°C Czwartek
    noc
    22°C Czwartek
    rano
    wiecej »