U progu politycznej rewolucji

W Hiszpanii dobiegają końca rządy mniejszościowego gabinetu socjalistów. Przedterminowe wybory parlamentarne odbędą się 28 kwietnia, a kampanię z pewnością zdominuje narastający w Madrycie konflikt rządu z Katalonią.

Miałem do wyboru nicnierobienie i trwanie bez uchwalonego bud­żetu albo wezwanie Hiszpanów do wyrażenia swojego głosu. Wybrałem drugą możliwość – powiedział premier Pedro Sánchez w telewizyjnym orędziu po przegranym głosowaniu budżetowym. Przejdzie on do historii jako najkrócej urzędujący szef rządu od zakończenia w 1975 r. dyktatury generała Franco. Sánchez chciał jak najszybszych wyborów, gdyż po serii prospołecznych posunięć socjaliści mają dobre notowania w sondażach. Dominującym jednak tematem przed wyborami z pewnością nie będzie gospodarka, tylko problem kataloński. To katalońscy deputowani obalili rząd, wycofując poparcie, kiedy Sánchez odmówił podjęcia rozmów na temat secesji. 12 lutego rozpoczął się proces dwunastu katalońskich polityków, którzy stali za referendum i proklamacją niepodległości jesienią 2017 r.

Koalicja nie do utrzymania

W czerwcu 2018 r. socjaliści nieoczekiwanie powrócili do władzy po siedmiu latach. Premier i lider Partii Ludowej (PP) Mariano Rajoy przegrał w parlamencie głosowanie w sprawie wotum zaufania. Przyczyną był ogromny skandal korupcyjny w PP, który szef rządu próbował bagatelizować. Pedro Sánchez, nowy premier z szeregów Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), stanął jednak przed bardzo trudnym zadaniem. Nigdy w historii hiszpańskiego parlamentaryzmu rządów nie sprawowała partia z tak małym klubem parlamentarnym – tylko 84 posłów w liczącym 350 miejsc Kongresie Deputowanych.

Jedyną szansą na trwanie mniejszościowego gabinetu były zawierane przy okazji ważniejszych głosowań taktyczne sojusze ze wszystkimi partiami poza Partią Ludową i centroprawicowym ugrupowaniem Obywatele (Ciudadanos). Socjaliści musieli więc zabiegać o poparcie lewicowego Unidos Podemos, ale też pięciu partii z Kraju Basków, Katalonii i Wysp Kanaryjskich. W zgodnej opinii obserwatorów hiszpańskiej sceny politycznej upadek tak kruchej mozaiki partyjnej był nieunikniony.

Krótkie rządy Sáncheza przyniosły socjalistom zarówno sukcesy, jak i porażki. W grudniu rząd wprowadził najwyższą od ponad 40 lat podwyżkę płacy minimalnej. W 2019 r. w Hiszpanii wynosi ona 900 euro, czyli o 22,3 proc. więcej niż w 2018 r. Ogłoszono też nowy program walki z bezrobociem wśród młodych, co od lat stanowi główną bolączkę na Półwyspie Iberyjskim. Decyzje te przyczyniły się do wzrostu notowań socjalistów (w lutym prowadzili oni w sondażach z wynikiem ponad 24 proc.). Pedro Sánchez ponosi jednak współodpowiedzialność za historyczną klęskę swojego ugrupowania w wyborach w Andaluzji w grudniu 2018 r. Po raz pierwszy od czterdziestu lat PSOE utraciło władzę w najludniejszej wspólnocie autonomicznej Hiszpanii.

Sánchez pod ścianą

Premier nie mógł liczyć na jakąkolwiek stabilizację, mając tak trudnych partnerów jak Republikańska Lewica Katalonii i Demokratyczna Konwergencja Katalonii. Oba ugrupowania mają łącznie tylko 17 posłów, ale dla mniejszościowego rządu PSOE każdy głos był na wagę złota. Katalończycy jasno wyrazili warunek poparcia – zgoda Madrytu na katalońską niepodległość. Pedro Sánchez grał na zwłokę, próbując wygrywać różnicę w postawie między nim a poprzednim szefem rządu Mariano Rajoyem, który rozwiązał regionalny parlament i zawiesił autonomię. Sánchez deklarował wsparcie „koegzystencji i dialogu”, cierpliwie znosząc prowokacyjne gesty władz w Barcelonie. W nowym katalońskim parlamencie, wybranym w grudniu 2017 r., większość znów mają zwolennicy secesji, a premier Quim Torra próbuje prowadzić własną politykę zagraniczną przez sieć zagranicznych przedstawicielstw dyplomatycznych oraz zagraniczne wizyty, jak na przykład w grudniu 2018 r. w Słowenii, gdy ogłosił chęć wzorowania się na pomyślnym odłączeniu się tego kraju od Jugosławii.

W lutym ostatecznie okazało się, że Pedro Sánchez poniósł klęskę. Wraz z nieuchronnie nadchodzącym głosowaniem nad budżetem katalońscy posłowie w hiszpańskim parlamencie zażądali jasnego stanowiska w sprawie niepodległości. Premier musiał ostatecznie stanąć na straży jedności kraju, ogłaszając: „Jesteśmy gotowi do rozmów i szukania rozwiązania, ale tylko w ramach konstytucji”. Parlamentarzyści z Katalonii natychmiast wycofali poparcie dla rządu. To właśnie ich głosów (oraz Basków) zabrakło do wygrania głosowania nad budżetem.

Co więcej, swoją ugodową postawą wobec Katalończyków Sánchez podgrzał nastroje również po drugiej stronie sceny politycznej. 10 lutego w Madrycie odbyła się wielka demonstracja (zdaniem policji z udziałem 50 tys. ludzi, według organizatorów – 200 tys.) zwołana przez Partię Ludową, Obywateli i VOX przeciwko polityce socjalistów względem Katalonii.

Proces stulecia

Niezależnie od kwestii bud­żetu rządowa koalicja z Katalończykami najpewniej i tak upadłaby w kolejnych tygodniach. Wzajemna nieufność i napięcie na linii Madryt–Barcelona sięga obecnie zenitu z powodu procesu katalońskich polityków stojących za referendum niepodległościowym. Katalońskie media i politycy mówią o „procesie stulecia” oraz „ostatecznym teście dla hiszpańskiej demokracji”. Obrońcy jedności Hiszpanii apelują z kolei o jak najwyższe wyroki dla „rebeliantów”.

Oskarżona jest elita katalońskiej sceny politycznej, m.in. były wiceprezydent regionu – Oriol Junqueras, przewodnicząca lokalnego parlamentu – Carme Forcadell, ministrowie katalońskiego rządu oraz najważniejsi społeczni aktywiści stojący za referendum – Jordi Cuixart oraz Jordi Sanchez. Przed sądem zabrakło najważniejszego oskarżonego, eksprezydenta Katalonii Carlesa Puigdemonta, który uciekł z kraju przed aresztowaniem. Obecnie mieszka w Belgii, gdzie planuje powołanie „rządu na wygnaniu”.

Zarzuty są poważne – wzniecenie i podżeganie do rebelii oraz defraudacja publicznych środków. Junqueras oraz Forcadell mogą zostać skazani nawet na 25 lat więzienia, pozostali na kilkanaście. Linia obrony Katalończyków polega na udowodnieniu, że prawo do samostanowienia nie jest przestępstwem, odmawiają oni także uznania odpowiedzialności za wzniecenie rebelii, bo winę za akty przemocy ponoszą ich zdaniem hiszpańscy policjanci, którzy w dniu referendum atakowali lokale wyborcze.

Proces od początku przebiega pod znakiem wzajemnych prowokacji. Tydzień przed jego rozpoczęciem w mediach pojawiło się nagranie, na którym widać, jak policjanci drwią z dwóch oskarżonych. Katalończycy też wykonują konfrontacyjne gesty. Oriol Junqueras stwierdził, że nie uznaje sądu i uważa się za więźnia politycznego. Oskarżeni zażądali symultanicznego tłumaczenia procesu na język kataloński. Urzędujący prezydent Katalonii Quim Torra osobiście zjawił się w sądzie, demonstrując solidarność z kolegami. W pierwszy weekend po rozpoczęciu procesu odbyły się dwie wielkie demonstracje – w Barcelonie żądano uwolnienia „więźniów politycznych”, a w Madrycie wzywano do jak najostrzejszych wyroków i okazywano solidarność z hiszpańską policją.

Wariant andaluzyjski

Dobra koniunktura gospodarcza i decyzje takie jak duża podwyżka płacy minimalnej sprzyjają socjalistom. Lecz najpewniej i tak nie wystarczą do utrzymania się u władzy z powodu niekorzystnej dla nich zmiany układu sił. Definitywnie kończy się czas systemu dwupartyjnego: PP kontra PSOE. W centrum sceny politycznej silnym graczem stało się ugrupowanie Obywatele (w sondażach ma około 18 proc.). Mimo przynależności w europarlamencie do liberalnej frakcji ALDE w Hiszpanii Ciudadanos chętniej wchodzą w sojusz z prawicą. W siłę rośnie też prawicowa partia VOX. Jeszcze na początku zeszłego roku odgrywała ona marginalną rolę, ale w grudniu 2018 r. odniosła sukces w wyborach regionalnych w Andaluzji (11 proc. poparcia). Po raz pierwszy w historii dostała się do parlamentu i dzięki jej poparciu zawiązała się centroprawicowa koalicja.

Przed kwietniowymi wyborami sondaże nie pozostawiają wątpliwości, że VOX wejdzie do Zgromadzenia Deputowanych. Cieszy się stałym poparciem ok. 10–11 proc. Za granicą wzrost znaczenia tej partii wpisuje się w globalną tendencję umacniania się populistów. Warto jednak podkreślić, że VOX zyskał popularność na gruncie problemów specyficznych dla Hiszpanii – afery korupcyjnej w Partii Ludowej (jej byli działacze stanowią trzon VOX) oraz nieumiejętności rozwiązania problemu katalońskiego przez dominujące dotychczas partie.

Mimo kryzysu Partii Ludowej i dobrych notowań PSOE wszystko wskazuje więc na powtórkę grudniowego scenariusza z Andaluzji, czyli zwycięstwo socjalistów, ale uzyskanie parlamentarnej większości przez triumwirat Partii Ludowej, Ciudadanos i VOX. W Madrycie może więc powstać najbardziej prawicowo zorientowany rząd od czasów transformacji ustrojowej w 1975 r., a także najbardziej antykataloński. W Barcelonie mogą szybko pożałować obalenia ugodowo nastawionego gabinetu socjalistów. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    16°C Niedziela
    noc
    10°C Niedziela
    rano
    17°C Niedziela
    dzień
    18°C Niedziela
    wieczór
    wiecej »