Bądźcie bezpłodni

– Dzieci są słodkie, ale nieekologiczne – stwierdził szwedzki dziennikarz Gurgin Bakircioglu. To nie dowcip. Wyznawcy antynatalizmu uważają, że dzieci szkodzą klimatowi.

Antynatalizm, czyli pogląd, według którego posiadanie dzieci jest czymś złym, zyskał ostatnio silne wsparcie. W magazynie „Vogue” opowiedział się za nim książę Harry. Brytyjski książę przeprowadził wywiad z badaczką szympansów Jane Goodall, która stwierdziła, że ludzie nie powinni mieć „zbyt wielu” dzieci. – Najwyżej dwoje! – zgodził się z nią rozmówca. Na podobnym stanowisku od lat stoi też brytyjski przyrodnik David Attenborough. Także celebrytka Miley Cyrus wypowiedziała się w podobnym tonie w wywiadzie dla „Elle”. – Nie chcę reprodukcji, bo wiadomo, że ziemia tego nie wytrzyma – powiedziała. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych działają od niedawna organizacje antynatalistów.

Antydziecięcy klimat

W 2017 r. para naukowców związanych z uniwersytetami w Lund i Vancouver opublikowała w piśmie naukowym „Environmental Research Letters” artykuł dotyczący emisji dwutlenku węgla. Z tekstu wynikało, że rezygnacja z poczęcia i urodzenia jednego dziecka ogranicza wydzielanie tego gazu na ziemi o 58,6 ton rocznie. Chodziło nie tylko o CO2 wydychany przez dziecko, ale też o ten, który wydzielany jest przez samochód, którym się je przewozi, przez produkcję przemysłową, z której będzie ono korzystać, itp. Skomplikowane wyliczenia miały pokazać, że rezygnacja z potomka to większa oszczędność dwutlenku węgla niż przejście na weganizm (0,8 t CO2 rocznie), nieużywanie auta spalinowego (2,4 t), pranie ubrań w zimnej wodzie (0,25 t) czy odmówienie sobie podróży między Europą a Stanami Zjednoczonymi (1,6 t za jeden lot). Autorzy opracowania martwili się, że w przeciwieństwie do pozostałych sposobów walki ze zmianami klimatycznymi ten najskuteczniejszy nie jest promowany w szkołach.

Strajk

Emisja CO2 stała się koronnym argumentem antynatalistów. Powołują się na niego m.in. organizacja Population Matters oraz grupa Birth Strike. Ta druga powstała wiosną w Wielkiej Brytanii. Jej facebookowy profil to zamknięta grupa. Aby do niej dołączyć, chętny musi zadeklarować, że z powodów ekologicznych nie będzie miał dzieci. – Nasza planeta doświadcza katastrofy. To dzieje się teraz. Jestem zawiedziona reakcją władz na ten kryzys – mówiła w telewizji BBC założycielka grupy Blythe Pepino. – W zeszłym roku podjęłam decyzję, by nie urodzić dziecka.

Grupa zyskała zainteresowanie kilkuset użytkowników portalu społecznościowego, ale to wystarczyło, by skierować na siebie uwagę mediów. Członkinie Birth Strike tłumaczą w wywiadach, że człowiek niszczy ekosystem i w związku z tym one, pomimo nacisku społeczeństwa i bliskich, decydują się nie rodzić. Podobnych argumentów używają aktywistki amerykańskiego stowarzyszenia Conceivable Future. Nie ma w nim obowiązku deklaracji nieposiadania potomstwa, ale grupa przekonuje, że z powodu zmian klimatycznych i wyczerpujących się na ziemi zasobów byłoby lepiej, żeby ludzie nie rozmnażali się.

Lobbing za 300 tys. funtów

Population Matters to organizacja nieco innego typu. Powstała w 1991 r. Nazywała się wtedy Optimum Population Trust, nazwę zmieniła w 2011 r. Jej obecnym szefem jest Jonathon Porritt, pochodzący ze szlacheckiego angielskiego rodu działacz Partii Zielonych. Stowarzyszenie chwali się rocznym budżetem przekraczającym 300 tys. funtów (dane z 2016 r.) i zajmuje się działalnością lobbingową na rzecz ograniczenia liczby ludzi na świecie. Prowadzi akcje w mediach i wśród polityków. Wśród znanych osobistości popierających działania Population Matters są Jane Goodall oraz David Attenborough, który w zeszłorocznym wywiadzie dla BBC stwierdził: – Wszystkie nasze kłopoty ze środowiskiem są łatwiejsze do rozwiązania przy mniejszej liczbie ludzi, a trudniejsze – a wręcz niemożliwe do rozwiązania, jeśli ludzi będzie więcej.

Population Matters znalazła się obok Instytutu Jane Goodall wśród 150 organizacji, które biorą udział w rozpoczętej w lipcu br. akcji Thriving Together wspieranej przez ONZ. Kampania ma na celu ochronę środowiska naturalnego przez promowanie antykoncepcji. – Mamy coraz większą liczbę rodzących się ludzi, którzy chcą coraz wyższego standardu życia. Jest zatem jasne, że stosowanie zasady business as usual zniszczy naturalne zasoby naszej planety – przekonywała Goodall. W deklaracjach autorów akcji trudno znaleźć wzmianki o aborcji, ale w „Thriving Together” biorą udział organizacje o wyraźnie proaborcyjnym profilu, jak Mary Stopes International.

Pierwsze słowa

Teolog moralista ks. dr hab. Piotr Kieniewicz nie ma wątpliwości, że poglądy antynatalistów są sprzeczne z chrześcijańskim nauczaniem. – Mniej więcej 15 lat temu zetknąłem się z ekoterroryzmem, czyli poglądem, wedle którego największym szkodnikiem na ziemi jest człowiek. Od tamtej pory nic się nie zmieniło, poza tym, że pojawiają się nowe pomysły ukierunkowane na zmniejszenie ludzkiej populacji – tłumaczy ks. Kieniewicz. – Niektóre są ogłaszane otwartym tekstem, jak ten, że lepiej nie mieć dzieci, bo to powoduje zwiększenie emisji CO2, inne są realizowane mniej lub bardziej w ukryciu. Nie jestem więc zaskoczony takimi pomysłami jak promocja bezdzietności ze względów ekologicznych. W moim przekonaniu to pogląd absolutnie nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską, z obrazem kosmologii, który znajdujemy w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła.

Jak przypomina duchowny, słowa: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” to pierwsze zdanie, które usłyszał stworzony przez Boga człowiek.

Sterylizacja dla klimatu

Pogląd, według którego rodzenie dzieci jest czymś złym, nie powstał w XX w. Prokreacji sprzeciwiali się już średniowieczni gnostycy, którzy potępiali materię, a zatem i ludzkie ciało. Według nich niemoralne było powoływanie do życia nowej cielesnej istoty. Thomas Malthus, żyjący na przełomie XVIII i XIX w. anglikański duchowny oraz autor książek z pogranicza ekonomii i socjologii, uważał, że wzrost liczby ludzi prowadzi do ubóstwa i wyczerpywania zasobów ziemi. Niektórzy myśliciele przekonywali, że złe jest płodzenie istoty, która – jak wszyscy ludzie – będzie musiała cierpieć. W tym kierunku idą rozważania Davida Benatara, filozofa z RPA, uważanego za ojca współczesnego antynatalizmu. Nowością jest jednak argument ekologiczny, który trafia do masowych odbiorców. Wyznania księcia Harry’ego i znanej z serialu dla dzieci Miley Cyrus dotarły do milionów czytelników. W maju w Szwecji głośno było o decyzji Gurgina Bakircioglu, który powiedział, że ze względu na klimat poddał się sterylizacji. W marcu antynatalistów wsparła Verena Brunschweiger, działaczka niemieckiej SPD i autorka książek. W wywiadzie dla pisma „Kurier” powiedziała, że bycie matką to przejaw egoizmu. – Dziecko to najgorsze, co można zrobić środowisku – stwierdziła. Australijscy aktywiści ekologiczni twierdzą, że mają badania pokazujące, iż znaczna część Australijek obawia się rodzić dzieci z powodu zmian klimatycznych. W rzetelność sondażu można wątpić, ale niewątpliwie publikacja takich danych to próba wpłynięcia na opinię publiczną.

W Polsce jak dotąd antynatalizm zbytnio się nie rozwinął. Promują go pojedynczy wykładowcy filozofii czy jeden z autorów piszących dla „Krytyki Politycznej”, ale na razie, na szczęście, nie zdobyli oni większej popularności. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Piotr-St_Blajerowski-SI
    20.09.2019 11:41
    Po chwili namysłu, jednak chcę dorzucić, na razie choćby pobieżnie, jednak pewną polemikę, tzn. przynajmniej co do ostatniego akapitu. Sprostowałbym ku znaczeniu: ostry, skrajny antynatalizm się na razie w Polsce nie przyjął. Chwała Bogu, zresztą. Natomiast, czy choćby dane wskazujące balansowanie na skraju progu nawet zastępowalności prostej w Polsce, nie wskazuje jednak, że gdzieś ten antynatalizm się wdziera? Przecież - tym bardziej powinniśmy to widzieć, jako wierzący, czyli zakładający dzieło stworzenia "co najmniej dobre w oczach Pana Boga", więc w konsekwencji zgodnie z naturą stworzenia raczej pronatalizm jest wszczepiony, więc i odpowiednia podatność nań w kobietach i mężczyznach. Gdyby zaś dziś przeprowadzić badanie wśród młodych kobiet od ok. 15 lat życia do ok. 35-ciu, to chociaż połowa byłaby odpowiedzi za tym, że "szykują" się w swoim wypadku do pięciorga dzieci (podobnie mężczyźni, powiedzmy od 18. roku życia do 38.) Byłoby chociaż 25 procent odpowiedzi w tym duchu, który jest zgodny z pierwszym przykazaniem, ukonstytuowaniem ludzkości, jakie uczynił Pan Bóg zaraz przy stworzeniu: "Bądźcie płodni i się ROZMNAŻAJCIE". Skoro współczynnik odtwarz4 alności zawsze będzie powyżej dwójki dzieci, to wychodzi na to, że od trójki zaczyna się minimum dla spełnienia tego przykazania. Chcąc więc mówić o poziomie nie tylko minimalnym - dochodzimy do tej czwórki, czy właśnie piątki dzieci. Tak wychowujemy dziewczęta, by jako przyszłe matki w perspektywie piątki dzieci się widziały? Tak wychowujemy chłopców, by szykowali się do odpowiedzialnego bycia mężem i ojcem w tym znaczeniu? Tak więc, jednak chyba coś z tego antynatalizmu nam się w życie społeczne wdarło, moim zdaniem.
  • Piotr-St_Blajerowski-SI
    20.09.2019 23:06
    No, niestety jakiś zły duch? Napisałem komentarz już prawie cały, chciałem sprawdzić w artykule p. Zajączkowskiej dokładną pisownię nazwiska śp. Paoli Bonzi, matki zresztą dwojga dzieci, która zarazem jako propagatorka obrony życia wszelkim trudem powtarzała, że "nie spotkała matki, która by żałowała urodzenie dziecka a wiele dręczących się że zabiły swoje dziecko" — no i jakiś błąd, "poleciał w kosmos" tekst. Teraz już nie zdążę odtworzyć, z wszystkimi choćby wyrazami szacunku dla PT Dyskutantów, którzy z dobrą wolą tu występują, nawet jeżeli się różnią z moją opinią, czy między sobą: ale przecież podchodzą bardzo osobiście, będąc rodzicami z trudem wychowującymi czy to dwójkę, czy piątkę dzieci, czy jedno niepełnosprawne albo Bogu dzięki i tylko jedno całkiem zdrowe, ale z jakichś racji jedno; "z tyłu głowy" przecież tacy dyskutanci na pewno mają swoje wybory - a mogą czuć się jakoś stawiani pod ścianę. Nie o to chodzi jednak.
  • Piotr-St_Blajerowski-SI
    20.09.2019 23:52
    Tylko skrótowo o tej porze mogę. Tak więc np: to, że nie mamy do czynienia przed grzechem z sytuacją dokładnie taką, jak po grzechu, kiedy określone są przykazania Boże w kontekście naprawczym: naprawdę miałoby oznaczać, iż nie można powiedzieć, że objawiając wolę Bożą swoją na temat naszej natury Pan Bóg coś nakazał, przykazał, rozporządził? No, nie brnijmy za daleko - tak jak przy odwracaniu sytuacji w NT, gdy ktoś napisał, że byli pierwsi chrześcijanie antynatalistyczni, bo wierzyli w koniec świata i obawiając się tego końca nie chcieli mieć dzieci. Może jednak - ponieważ nie widzieli przyszłości świata zbyt długiej, to np sądzili, że dlatego są zobligowani do zatrzymania dotychczasowego rytmu, nie ze strachem a z radością oczekując?
    Zaznaczam - przy pisaniu "statystycznie wychodzi" sądziłem, że wyraźnie jest to zaznaczone, że to jeszcze nie jest całościowa - moim zdaniem - odpowiedź wiary, tylko jej element. Bardzo jednak ważny - wyciągający wnioski właśnie z tej woli, jak Pan Bóg nas ukształtował. Sformułowaniami, że "nie jest określona liczba dzieci tylko rodzice sami ją ustalają" - jako żywo nawet się ucieszyłem, bo sam nawet w początkach kapłaństwa to z tego jezuickiego dobrego podręcznika uczyłem a tam był tzw. "test luk", gdzie należało wybrać, że Bóg nie ustalił liczby dzieci a w tej ważnej sprawie rodzice kierują się itd (nie pamiętam teraz dokładnie, rozumem i sumieniem czy coś podobnego". Dopiero po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że to jest trochę niepełna wiedza, która przekazywana, utwierdza właśnie w tym, co pisałem w pierwszym dziś wpisie: w przekonaniu, że wszystko jest dobrze, gdy wychowujemy dzieci i młodzież do zaprzeczania temu pierwotnemu nakazowi. To jest istotne rozróżnienie. Oczywiste jest, że decyzję w sumieniu podejmują rodzice. Niedobrze jednak, jeżeli kształtuje się dzieci do tej decyzji np bez tego, co ktoś słusznie przypomniał: bez dialogu z Ojcem. Ba! A jaki jeszcze to dialog? Czy Bóg Ojciec - nadrzędny, ustalający swoją wolą warunki podstawowe - czy może se pogadać, i tak swoje zrobię? Czy taki, który stworzył kobietę z impulsem tym wszczepionym w naturę przy stworzeniu, cokilkutygodniowym: uczynionym naprawdę na złość kobiecie? Bo przecież tak by wychodziło - gdyby uznać, że szczytem mądrości jest jedno, góra dwoje dzieci. Czy to, jak stworzył Bóg mężczyznę i kobietę - uznajemy jeszcze jako przejaw konstytuującej nas Jego woli, do której mamy się dopasować, ba! jako wyraz miłości do swoich córek i troski o nie? Czy jeszcze w to wierzymy - czy może już jednak podskórnie zaczęliśmy wierzyć w tę Jego złośliwość? Rzecz w tym, że my w tym świecie po grzechu pierworodnym naprawdę jesteśmy bardzo pokiereszowani i biedni. Dlatego - wyjście ku Domowi Ojca jest naprawdę w trudzie, tylko Krzyżu możliwe. Między innymi - i w tej kwestii. Pisząc o przykazaniu natury - wskazuję, jak napisałem, na konieczność wychowywania ze świadomością, że tak nas stworzył Bóg, że taką mamy naturę, że zadanie dzielenia się miłością w istnieniu, rozmnażania - domaga się zrozumienia natury, że od trójki dzieci jest rozmnażanie rodzaju ludzkiego zaś przy piątce, "wiadomo, że ten rozwój idzie". Dopiero, gdy tak wychowane dzieci będą - będą w stanie podejmować decyzję w swoim sercu, sumieniu, jak to jest w naszej aktualnej sytuacji. Bóg nie jest bowiem sprzeczny. Jeżeli w danej sytuacji pojawia się impuls ostrzeżeniowy, to jest to czynnik do odkrycia, że taką jest właśnie wola Ojca także w niebie, idziemy w zgodzie z nią. Takim czynnikiem ostrzeżeoniowym - może być np zagrożenie życia matki (czy poważne zdrowotne rodziców), zagrożenie nędzą itp . Ba! Ale zagrożenie nędzą nie ubóstwem!!! - chyba że nie wierzymy już Panu Jezusowi w błogosławieństwach, albo "wierzymy w cudzysłowie", w praktyce słuchając przykazań reklam, które nie mówią nam "żyj ubogo, nie musisz tego posiadać" tylko mówią nam co 10 minut "miej, posiadaj, obojętnie jakim sposobem miej kasę, to wtedy będziesz w tym raju, że to kupisz". Dlatego już od wielu, wielu lat powtarzam, że "toczy się wojna na śmierć i życie, czy na tej ziemi będzie najważniejsza miłość, nie ta, co doprowadzi do dziury w ziemi i robaków, tylko ta Jezusowa, która prowadzi do Domu Ojca. Poruszony tu — szeeeeeroki temat - jest jednym z aspektów tej walki a to, że sami się przyczyniamy do wyginięcia narodu, to "nie wygląda" na spełniania Bożego pierwszego nakazu, konstytuującego nas, tylko wręcz przeciwnie, bo tym właśnie jest podejmowanie linii, by nie przejmować się logicznymi konsekwencjami na temat ilości dzieci co do zasady. Co nie zmienia faktu, jak napisałem - że nie twierdzę, iż konkretnie liczba 5 dzieci jest nakazem dla każdego małżeństwa; również w świetle powyższego jest oczywiste, że nie znaczy to, iż "z automatu" rodzina z dwójką dzieci postąpiła wbrew woli Bożej. Przeciwnie, zgodnie z zaleceniem św. Ignacego - zakładam, że rozeznali dobrze, jak ufam. Tylko - nie można milczeć - że "gdzieś po drodze w narodzie" się to "rozsypało". Przy tym bowiem rozeznaniu, jednak zależy od tego, jaką świadomość mamy, wg jakich kryteriów, czy np uwierzyliśmy Panu Jezusowi, że "błogosławieni ubodzy", czy umiemy doświadczać, co On nam mówi na temat swojej woli w małżeństwie itp itd. Odpowiednio też - powinno się dzieci wychowywać. Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że "każdy w sumieniu swoim podejmuje decyzję, czy np kraść, czy np. zabić". Tak, prawda, podejmuje. Tyle - że jednak w wychowaniu chyba jakąś pomoc do dobrych decyzji trzeba dawać? Tak i tu, "przemilczywanie" że Bóg jest Wielkim Miłośnikiem ludzkiego życia - jest zabieraniem młodzieży istotnej prawdy potrzebnej do dobrego podejmowania decyzji.
    Jeszcze przy tym - ktoś z kolei może zadawać pytania w kierunku "a może już ziemia wypełniona, jak Pan Bóg chciał"? Hm. M.in dlatego nie mówię, że "przy dziesięciorgu dzieci widać już rozkwit". Faktycznie - poprawiła się sytuacja zdrowotna, są już regiony (bo np. poza Saharą), gdzie gęstość jest duża. Tyle, że trzeba uczciwie powiedzieć: ale to nie jest świat tak stworzony przez Boga. Ograniczanie z tych powodów - jest swego rodzaju krzyżem, podobnie jak ograniczanie ilości dzieci np z powodu zagrożenia nędzą. Nieuczciwe więc jest też "krzyczenie", że "jest nas za dużo, bo problem jest ekologiczny CO2 itd - gdy się ten ciężar przerzuca na płodność dzieci, na zwykłych ludzi choćby ekonomicznie przymuszanych do ograniczania płodności - podczas gdy nie mówi się, że przyczynami są zbrojenia, z których można by sfinansować np. gospodarkę na Saharze, jak również przyczyną emisji tego dwutlenku jest nasze ukształtowanie świata takiego, że mężczyźni potrzebują wyprodukowania hektolitrów piwa a wybiorą jedną butelkę a kobiety potrzebują wyprodukowania "tony kosmetyków" a wybiorą jeden krem. Gdyby świat nie był skażony tym egoizmem i umielibyśmy inaczej wybierać: to i inaczej wyglądałaby sytuacja choćby z CO2. Przemilczanie tego, wymyślanie ideologii ograniczania dzieci w imię ekologii, bez uświadamiania sobie tych aspektów: jest po prostu samooszukiwaniem, by już nie rozstrzygać, że świadomą nieuczciwością. Z góry też przestrzegam: fałszywą będzie interpretacją moich słów odrzucanie ich jako fantasmagorii, utopii, odlotu myślowego, głoszenie absurdalnych teorii. Mam zupełną świadomość, że taki ten świat jest i taki będzie, bo "ubogich zawsze mieć będziecie", nie propaguję tanich absurdalnych i nierealnych rozwiązań. To jednak, że taką jest faktycznie bieda współczesnego człowieka nie może prowadzić do biedy jeszcze większej, czyli zamykania na nią oczy. Jeżeli chcemy uczciwej dyskusji np o emisji CO2, miejmy odwagę powiedzieć, że to nie ilość dzieci jest przeszkodą, tylko to, jak świat jest kształtowany, zarządzany, co już ktoś tu dzisiaj też podawał - łącznie i z tym, że właśnie choćby ta emisja dwutlenku węgla, ma istotne źródło w zbrojeniach i tym, jak człowiek świat po grzechu pierworodnym sobie urządził.
  • Piotr-St_Blajerowski-SI
    21.09.2019 23:13
    Cóż, kończąc aktualnie mój wkład w tę dyskusję, dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy szczerze się wypowiadali, faktycznie uczestniczyli we wspólnym wysiłku szukania prawdy. Dla dopełnienia przypomnę, że syntetyczne ujęcie mojej tezy, to jest takie, iż nie można doprowadzać do przytłumiania ludziom wszczepionego przez Boga instynktu rozprzestrzeniania miłości przez dzielenie się nią z następnymi pokoleniami. Bóg - nie wszczepił tego istotnego naszego uzdolnienia, np. kobiecej cokilkutygodniowej kobiecej płodności na złość, choćby samym kobietom - tylko wprost przeciwnie, jako wyraz ojcowskiej miłości; podobnie - tak konstytuując ludzką naszą naturę przez określenie "bądźcie płodni i się rozmnażajcie". Wszystko, co dąży do deformacji tego nakazu, jest niewłaściwym ingerowaniem. Natomiast wręcz świństwem jest robienie nacisku, by ludzie ograniczali się w tym naturalnym rozwoju - podczas gdy przemilcza się, że przyczynami złego stanu ludzkości, przeludnienia itp: jest błędny zarząd ludzkością, postawienie na wojnie, na egoizmie, na konsumpcjonizmie. W imię konsekwencji niewłaściwego ludzkiego "prowadzenia ludzkości", wbrew woli Bożej Stwórcy - dla ratowania się przed tego skutkami: miałoby być wyjściem nie sprzeciwianie się temu złemu zarządowi wbrew naturze, tylko ograniczanie ludzkiej naturalnej drogi rozwoju wg woli Bożej między innymi przez płodność? Dlatego - pronatalistyczna postawa jest wiernością Bogu i tak też należy wychowywać dzieci, by im tę wizję Rodziny, wielokrotnej płodności przedstawiać. Dopiero przyswoiwszy te prawdy - m.in. i Błogosławieni ubodzy - będą w stanie faktycznie wybierać, co mamy w konkretnej naszej sytuacji czynić, co jest wolą Bożą.
    Powyższe - znów wrócę - nie oznacza jednak, że to nie Małżonkowie w swych sumieniach decydują, nie oznacza, że twierdzę, iż każde małżeństwo musi mieć piątkę dzieci (choć tę liczbę podaję jako "normę w pełni rozwojową" a nie minimalną normę wypływającą z natury, że od trójki się zaczyna rozmnażanie ludzkości w "modelowej sytuacji"; niemniej te normy są jedynie ogólnym zarysem, na bazie którego następuje konkretne rozeznanie danej sytuacji). Dlatego proszę nie mieszać tych porządków, nie zarzucać, jakobym właśnie tak twierdził.
    W gruncie rzeczy - sprawa się toczy po prostu wokół modelu naszej ufności wobec Opatrzności. Ci, którzy "ufają Panu Bogu jak dziecko" - łatwiej przyjmują przy swoich decyzjach, że pierwszy głos należy do Boga i ponieważ odczuwają tę Miłość, to szukają wszelkich wskazówek, nawet "wydedukowanych" (jak np. wymogi płodności), by odkryć, co Bóg podpowiada. Z kolei ci, którym trudno odkrywać Opatrzność co do posłuszeństwa nawet wprost wyrażonym nakazom Bożym - to z trudem będą akceptować np. fakt, że nie o ograniczaniu płodności należy mówić, nie o zaprzeczaniu konieczności pronatalistycznego wychowania — tylko o konieczności przeciwstawiania się światu wojny, egoizmów, konsumpcjonizmu, bo to są główne przyczyny, dla których Ziemia jest zagrożona a ludzkość nie potrafi jej zaludnić tak, by następne pokolenia spokojnie się jeszcze mieściły, jeżeli ten świat jeszcze będzie istnieć.
    Przepraszam, jeżeli kogoś nazbyt "szturchałem" - ale to są takie sprawy, w których czasem trzeba zaskakiwać nasze serca. Dziękuję za te wypowiedzi, które pozwoliły mi znów przemyśleć niektóre aspekty, czasem odkrywając nowe rzeczy. Niemniej na tym - przynajmniej w tym momencie - muszę przerwać swój udział w dyskusji z racji czasowych.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
17°C Środa
noc
14°C Środa
rano
20°C Środa
dzień
21°C Środa
wieczór
wiecej »