Bądźcie bezpłodni

– Dzieci są słodkie, ale nieekologiczne – stwierdził szwedzki dziennikarz Gurgin Bakircioglu. To nie dowcip. Wyznawcy antynatalizmu uważają, że dzieci szkodzą klimatowi.

Antynatalizm, czyli pogląd, według którego posiadanie dzieci jest czymś złym, zyskał ostatnio silne wsparcie. W magazynie „Vogue” opowiedział się za nim książę Harry. Brytyjski książę przeprowadził wywiad z badaczką szympansów Jane Goodall, która stwierdziła, że ludzie nie powinni mieć „zbyt wielu” dzieci. – Najwyżej dwoje! – zgodził się z nią rozmówca. Na podobnym stanowisku od lat stoi też brytyjski przyrodnik David Attenborough. Także celebrytka Miley Cyrus wypowiedziała się w podobnym tonie w wywiadzie dla „Elle”. – Nie chcę reprodukcji, bo wiadomo, że ziemia tego nie wytrzyma – powiedziała. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych działają od niedawna organizacje antynatalistów.

Antydziecięcy klimat

W 2017 r. para naukowców związanych z uniwersytetami w Lund i Vancouver opublikowała w piśmie naukowym „Environmental Research Letters” artykuł dotyczący emisji dwutlenku węgla. Z tekstu wynikało, że rezygnacja z poczęcia i urodzenia jednego dziecka ogranicza wydzielanie tego gazu na ziemi o 58,6 ton rocznie. Chodziło nie tylko o CO2 wydychany przez dziecko, ale też o ten, który wydzielany jest przez samochód, którym się je przewozi, przez produkcję przemysłową, z której będzie ono korzystać, itp. Skomplikowane wyliczenia miały pokazać, że rezygnacja z potomka to większa oszczędność dwutlenku węgla niż przejście na weganizm (0,8 t CO2 rocznie), nieużywanie auta spalinowego (2,4 t), pranie ubrań w zimnej wodzie (0,25 t) czy odmówienie sobie podróży między Europą a Stanami Zjednoczonymi (1,6 t za jeden lot). Autorzy opracowania martwili się, że w przeciwieństwie do pozostałych sposobów walki ze zmianami klimatycznymi ten najskuteczniejszy nie jest promowany w szkołach.

Strajk

Emisja CO2 stała się koronnym argumentem antynatalistów. Powołują się na niego m.in. organizacja Population Matters oraz grupa Birth Strike. Ta druga powstała wiosną w Wielkiej Brytanii. Jej facebookowy profil to zamknięta grupa. Aby do niej dołączyć, chętny musi zadeklarować, że z powodów ekologicznych nie będzie miał dzieci. – Nasza planeta doświadcza katastrofy. To dzieje się teraz. Jestem zawiedziona reakcją władz na ten kryzys – mówiła w telewizji BBC założycielka grupy Blythe Pepino. – W zeszłym roku podjęłam decyzję, by nie urodzić dziecka.

Grupa zyskała zainteresowanie kilkuset użytkowników portalu społecznościowego, ale to wystarczyło, by skierować na siebie uwagę mediów. Członkinie Birth Strike tłumaczą w wywiadach, że człowiek niszczy ekosystem i w związku z tym one, pomimo nacisku społeczeństwa i bliskich, decydują się nie rodzić. Podobnych argumentów używają aktywistki amerykańskiego stowarzyszenia Conceivable Future. Nie ma w nim obowiązku deklaracji nieposiadania potomstwa, ale grupa przekonuje, że z powodu zmian klimatycznych i wyczerpujących się na ziemi zasobów byłoby lepiej, żeby ludzie nie rozmnażali się.

Lobbing za 300 tys. funtów

Population Matters to organizacja nieco innego typu. Powstała w 1991 r. Nazywała się wtedy Optimum Population Trust, nazwę zmieniła w 2011 r. Jej obecnym szefem jest Jonathon Porritt, pochodzący ze szlacheckiego angielskiego rodu działacz Partii Zielonych. Stowarzyszenie chwali się rocznym budżetem przekraczającym 300 tys. funtów (dane z 2016 r.) i zajmuje się działalnością lobbingową na rzecz ograniczenia liczby ludzi na świecie. Prowadzi akcje w mediach i wśród polityków. Wśród znanych osobistości popierających działania Population Matters są Jane Goodall oraz David Attenborough, który w zeszłorocznym wywiadzie dla BBC stwierdził: – Wszystkie nasze kłopoty ze środowiskiem są łatwiejsze do rozwiązania przy mniejszej liczbie ludzi, a trudniejsze – a wręcz niemożliwe do rozwiązania, jeśli ludzi będzie więcej.

Population Matters znalazła się obok Instytutu Jane Goodall wśród 150 organizacji, które biorą udział w rozpoczętej w lipcu br. akcji Thriving Together wspieranej przez ONZ. Kampania ma na celu ochronę środowiska naturalnego przez promowanie antykoncepcji. – Mamy coraz większą liczbę rodzących się ludzi, którzy chcą coraz wyższego standardu życia. Jest zatem jasne, że stosowanie zasady business as usual zniszczy naturalne zasoby naszej planety – przekonywała Goodall. W deklaracjach autorów akcji trudno znaleźć wzmianki o aborcji, ale w „Thriving Together” biorą udział organizacje o wyraźnie proaborcyjnym profilu, jak Mary Stopes International.

Pierwsze słowa

Teolog moralista ks. dr hab. Piotr Kieniewicz nie ma wątpliwości, że poglądy antynatalistów są sprzeczne z chrześcijańskim nauczaniem. – Mniej więcej 15 lat temu zetknąłem się z ekoterroryzmem, czyli poglądem, wedle którego największym szkodnikiem na ziemi jest człowiek. Od tamtej pory nic się nie zmieniło, poza tym, że pojawiają się nowe pomysły ukierunkowane na zmniejszenie ludzkiej populacji – tłumaczy ks. Kieniewicz. – Niektóre są ogłaszane otwartym tekstem, jak ten, że lepiej nie mieć dzieci, bo to powoduje zwiększenie emisji CO2, inne są realizowane mniej lub bardziej w ukryciu. Nie jestem więc zaskoczony takimi pomysłami jak promocja bezdzietności ze względów ekologicznych. W moim przekonaniu to pogląd absolutnie nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską, z obrazem kosmologii, który znajdujemy w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła.

Jak przypomina duchowny, słowa: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” to pierwsze zdanie, które usłyszał stworzony przez Boga człowiek.

Sterylizacja dla klimatu

Pogląd, według którego rodzenie dzieci jest czymś złym, nie powstał w XX w. Prokreacji sprzeciwiali się już średniowieczni gnostycy, którzy potępiali materię, a zatem i ludzkie ciało. Według nich niemoralne było powoływanie do życia nowej cielesnej istoty. Thomas Malthus, żyjący na przełomie XVIII i XIX w. anglikański duchowny oraz autor książek z pogranicza ekonomii i socjologii, uważał, że wzrost liczby ludzi prowadzi do ubóstwa i wyczerpywania zasobów ziemi. Niektórzy myśliciele przekonywali, że złe jest płodzenie istoty, która – jak wszyscy ludzie – będzie musiała cierpieć. W tym kierunku idą rozważania Davida Benatara, filozofa z RPA, uważanego za ojca współczesnego antynatalizmu. Nowością jest jednak argument ekologiczny, który trafia do masowych odbiorców. Wyznania księcia Harry’ego i znanej z serialu dla dzieci Miley Cyrus dotarły do milionów czytelników. W maju w Szwecji głośno było o decyzji Gurgina Bakircioglu, który powiedział, że ze względu na klimat poddał się sterylizacji. W marcu antynatalistów wsparła Verena Brunschweiger, działaczka niemieckiej SPD i autorka książek. W wywiadzie dla pisma „Kurier” powiedziała, że bycie matką to przejaw egoizmu. – Dziecko to najgorsze, co można zrobić środowisku – stwierdziła. Australijscy aktywiści ekologiczni twierdzą, że mają badania pokazujące, iż znaczna część Australijek obawia się rodzić dzieci z powodu zmian klimatycznych. W rzetelność sondażu można wątpić, ale niewątpliwie publikacja takich danych to próba wpłynięcia na opinię publiczną.

W Polsce jak dotąd antynatalizm zbytnio się nie rozwinął. Promują go pojedynczy wykładowcy filozofii czy jeden z autorów piszących dla „Krytyki Politycznej”, ale na razie, na szczęście, nie zdobyli oni większej popularności. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
14°C Niedziela
dzień
14°C Niedziela
wieczór
12°C Poniedziałek
noc
10°C Poniedziałek
rano
wiecej »