Szwajcaria bis

Polska nie może być krajem neutralnym. To luksus, którego poskąpiła nam geopolityka.

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Rosja dokonuje inwazji na kraje bałtyckie, a z terytorium Białorusi atakuje pozostałą część Ukrainy. Do wojny przyłączają się Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, Niemcy początkowo zachowują dystans, ale w końcu udzielają symbolicznej pomocy Litwie. Nawet Francja decyduje się na heroiczny jak na swoje standardy gest i odwołuje rosyjskiego ambasadora z Paryża. Czechy i Słowacja przepuszczają przez swoje terytorium oddziały amerykańskie, które chcą dotrzeć na Ukrainę… a tymczasem w Polsce toczy się spokojne życie, serwisy informacyjne zdominowane są przez doniesienia o zakorkowanych autostradach. Czy zwolennicy neutralności naszego kraju są w stanie wyobrazić sobie taki scenariusz?

Rozbudzanie nadziei

Wygląda na to, że tak. Oto jeden z przykładów: – W nadchodzącej wojnie, której skala i skutki będą z pewnością nie mniejsze od dwóch wojen światowych poprzedniego stulecia, Polska powinna za wszelką cenę zachować zbrojną neutralność. Winna ją zatem jak najspieszniej zadeklarować. Pilna jest potrzeba złożenia przez Warszawę deklaracji pokojowych intencji: o braku jakichkolwiek roszczeń, pretensji, zaszłości, które miałyby być rozwiązywane na drodze innej niż dyplomatyczna – z oczekiwaniem wzajemności ze strony naszych najbliższych sąsiadów i wezwaniem całej wspólnoty międzynarodowej do respektowania suwerenności narodu polskiego na własnym terytorium.

To fragment wypowiedzi jednego z liderów ugrupowania, które temat neutralności porusza najczęściej wtedy, gdy pojawiają się kolejne deklaracje zacieśnienia współpracy na linii Waszyngton–Warszawa. Wprawdzie żadna znacząca siła polityczna w Polsce nie wychodzi otwarcie z takim postulatem jednak te „mniej znaczące” co jakiś czas wzbudzają nadzieje na wyrwanie się z geopolitycznej orbity.

Postulat neutralności jest nie tyle absurdalny sam w sobie, ile niewykonalny w przypadku Polski. Nie miałbym nic przeciwko temu, by mój kraj było stać na całkowicie niezależną drogę, bez gorączkowego szukania sojuszy i płacenia wysokiej ceny za i tak niepewne gwarancje bezpieczeństwa. Ale to luksus, na jaki w przewidywalnej przyszłości nie będzie Polski stać. Nie dlatego, że taką mamy naturę, kaprys czy przyzwyczajenia, ale dlatego, że część naszych sąsiadów nie rokuje jakiejkolwiek zmiany mentalności.

Między Lądem a Morzem

Tylko parę cytatów z ostatnich dni – rosyjska prasa z okazji 80. rocznicy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow w różnych miejscach jednoznacznie wyraziła to, co myślą również elity na Kremlu: „Polska nieuczciwie gra, mówiąc o winie Stalina za wybuch II wojny światowej. Jeszcze się doigra!”. „Historia się powtarza: rusofobiczna Polska znów kręci sobie sznur na szyję”. „Armia Czerwona przekroczyła granice II Rzeczpospolitej i odzyskała zachodnią Ukrainę i zachodnią Białoruś. Polska sama była sobie winna”. Przecież to otwarte groźby i retoryka, której używała niemiecka propaganda w przeddzień wybuchu II wojny światowej. O ile jednak Niemcy mimo wszystko przerobili lekcję z historii i – niezależnie od tego, co myślimy o ich współczesnej polityce dominacji – wielokrotnie przyznawali i ustami polityków, i dziennikarzy, że tamtej agresji i zbrodni nie można niczym usprawiedliwić, o tyle w przypadku Rosji i Rosjan to rubikon nie do przekroczenia. I to nie tylko kwestia rosyjskich emocji, resentymentów, nawet bieżącej polityki historycznej. To kod genetyczny rosyjskiego sposobu myślenia o sobie samych i świecie. „Rosja nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Rosja nie zatrzyma się w swoim wyzwoleńczym »marszo-zrywie« na terytorium Krymu ani na Dnieprze, ani nawet na zachodnich granicach eks-Ukrainy”. To niektóre tezy Aleksandra Dugina, jednego z głównych do niedawna teoretyków dzisiejszych elit politycznych w Moskwie, którego „Podstawy geopolityki” są podręcznikiem zalecanym na wszystkich rosyjskich uczelniach. Całość jego wizji sprowadza się do tezy: jeśli Rosja zostanie uratowana, to tylko jako mocarstwo eurazjatyckie. Eurazja, której Rosja jest osią i fundamentem, to Cywilizacja Lądu. Po drugiej stronie jest Cywilizacja Morza, obejmująca świat zachodni ze Stanami Zjednoczonymi włącznie. Pośrodku znajdują się „elementy”, które muszą się określić, jeśli nie mają zostać zmiecione z powierzchni ziemi. Polsce na przykład Dugin łaskawie daje rację bytu, pod warunkiem że będzie albo proniemiecka, albo prorosyjska. Krótko mówiąc, niezależna i niepodległa Polska zawsze będzie przeszkadzać interesom imperialnej niezmiennie Rosji. To główny powód, dla którego wszelkie opowieści o możliwej neutralności Polski są zwykłymi mrzonkami. Bo w samym sercu doktryny politycznej Rosji jest idea tzw. głębi strategicznej, czyli „odpychania” swoich granic jak najdalej od Moskwy.

Planowanie przestrzenne

Drugi powód, dla którego neutralność nie jest nam pisana, to skłonność Niemiec do zawierania sojuszu z Rosją ponad głowami „stref buforowych”. I cóż z tego, że kolejne nitki Nord Stream to dla Niemców projekty gospodarcze, skoro wiemy, że z rosyjskiego punktu widzenia z pewnością mają one charakter również polityczny i strategiczny. Z jednej strony Niemcy powinny być dzisiaj naszym głównym sojusznikiem w Unii Europejskiej – nie brak też ze strony Berlina sygnałów, że i tam rośnie świadomość znaczenia Polski w regionie. Z drugiej jednak strony w sprawach strategicznych, jak bezpieczeństwo energetyczne, ciągle nie możemy liczyć na wspólny język z Niemcami. Oni nie widzą problemu w zwiększaniu swojego uzależnienia od gazu z Rosji, my nie widzimy alternatywy dla całkowitego uniezależnienia się od dostaw ze Wschodu. Po trzecie wreszcie, neutralność Polski to fikcja, bo nadmierne parcie Rosji do „odpychania” granic oraz bratanie się Moskwy z Berlinem zawsze będzie wywoływało reakcję Stanów Zjednoczonych. Ameryka ma ciągle żywotny interes, by nie utracić dominacji czy przynajmniej kontroli w żadnym z regionów świata. Do tego dochodzą oczywiście Chiny, których powstrzymanie należy teraz do priorytetów amerykańskiej polityki. A że w interesie Chin jest również dominacja – na razie przynajmniej gospodarcza – w Europie, konflikt gotowy.

Biorąc pod uwagę ścieranie się interesów mocarstw w pobliżu naszych granic i wprost na naszym terytorium, trudno nie przyznać racji dr. Jackowi Bartosiakowi, który w swoim monumentalnym dziele „Rzeczpospolita między lądem a morzem” pisze m.in., że „w obszarze zainteresowania Rzeczypospolitej muszą być przestrzenie większe niż jej aktualne granice polityczne. Sił oddziałujących na Polskę nie da się bowiem wyabstrahować od przestrzeni ją otaczających”.

Podwójna gra

Zwolennicy ogłoszenia wieczystej neutralności Polski chętnie przywołują przykład Szwajcarii, Austrii, a nawet Szwecji. Choć akurat w tym ostatnim przypadku to najmniej trafne nawiązanie, bo neutralność Szwedów jest już niemal oficjalnie nieaktualna (agresywne działania Rosji sprawiły, że Szwecja podjęła starania o wejście do NATO), a nawet w ciągu kilku dekad formalnej neutralności sprawa wcale nie była taka przejrzysta. Kilka lat temu na jaw wyszły tajne porozumienia, jakie Szwecja zawarła m.in. z USA i Kanadą, które zakładały wymianę informacji wywiadowczych. Porozumienia zostały zawarte w 1954 roku, tym samym, w którym Szwecja… ogłosiła swoją neutralność, czyli zadeklarowała nie tylko pozostawanie poza sojuszami wojskowymi, ale też rezygnację z wszelkiej współpracy z nimi. Dziś już wiadomo, że dzięki tej „kulawej” neutralności państwa zachodnie miały dostęp do podsłuchiwanych przez szwedzki wywiad rozmów toczonych w bloku sowieckim.

Do pewnego stopnia można mówić o Szwajcarii jako o kraju, który dziś spełnia kryteria neutralności, choć i on musiał wywalczyć najpierw swoją niepodległość. Z kolei w czasie II wojny światowej, już po uznaniu przez społeczność międzynarodową szwajcarskiej neutralności, wątpliwości budziła aktywność szwajcarskich banków, w których swoje konta zasilali naziści. Warto w tym miejscu podkreślić, że za neutralne uznaje się państwo, które ogłosiło bezstronność w konkretnym konflikcie zbrojnym. Nie może wówczas udzielać jakiejkolwiek pomocy którejkolwiek ze stron konfliktu. Jest jeszcze kategoria państwa wieczyście neutralnego – wtedy neutralność nie dotyczy tylko jednego wybranego konfliktu, ale udziału w jakiejkolwiek wojnie i udzielania pomocy którejkolwiek ze stron. W tym przypadku nie wystarczy już tylko jednostronna deklaracja danego państwa – musi być ona jeszcze zaakceptowana przez wspólnotę międzynarodową. Jeśli chodzi o Szwajcarię, jej wieczystą neutralność uznał najpierw kongres wiedeński, a następnie Liga Narodów. Nasze położenie, głównie ze względu na agresywną politykę Rosji, sprawia, że na taki luksus nie możemy sobie pozwolić. Nicholas Spykman, amerykański geopolityk z pierwszej połowy XX wieku, trafnie zauważył, że „polityka państwa musi się liczyć z faktami geograficznymi. Może to robić umiejętnie lub nieumiejętnie, ale nie może ich ignorować”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
7°C Poniedziałek
rano
8°C Poniedziałek
dzień
8°C Poniedziałek
wieczór
6°C Wtorek
noc
wiecej »