Jak żyć po kryzysie

O kryzysie, którego nie można zmarnować, mówi dr Andrzej Sadowski.

Jacek Dziedzina: Polska gospodarka przeżyje drugie zamrożenie?

Andrzej Sadowski: Nie pozostaje nam nic innego jak przeżyć. Inna rzecz, w jaki sposób możemy z tego kryzysu wyjść. Jeśli dalsze administracyjne ograniczenia aktywności społecznej, niepoparte stanem wiedzy, która powinna być podstawą również decyzji politycznych, zostaną utrzymane, to naturalne źródło dobrobytu polskich rodzin, jakim jest praca, zwyczajnie wyschnie. Polskie rodziny żyją z pracy, a nie z zasiłków. Jeżeli to źródło – a innego nie ma – zostanie odwrócone, tak jak zostały kiedyś odwrócone rzeki wpadające do Jeziora Aralskiego, to grozi nam trwałe uszkodzenie albo nawet zniszczenie źródła dobrobytu Polaków.

Pulmonolog prof. Adam Antczak przekonuje, że Polska potrzebuje krótkiego, ale całkowitego lockdownu.

Z uwagą wysłuchuję opinii lekarzy. Zauważyłem jednak, że mają całkowicie wykluczające się zdania na temat charakteru choroby, proponowanych metod postępowania z nią, stąd nie mogę traktować jakiejkolwiek opinii z tego środowiska jako całkowicie miarodajnej. Wydawało się, że wiedza medyczna jest wiedzą pewną i jednoznaczną, a okazuje się, że ten sam poziom wiedzy skutkuje wykluczającymi się propozycjami postępowania.

Rzecznik małych i średnich przedsiębiorców, Adam Abramowicz, twierdzi z kolei, że nasza gospodarka drugi raz nie przeżyje zamrożenia kraju. Czy leci z nami pilot?

Generalnie mamy do czynienia z sytuacją, w której polscy przedsiębiorcy, w przeciwieństwie do przedsiębiorców w tzw. krajach zachodnich, nie mają skumulowanych oszczędności, nie mają zainwestowanych pieniędzy w inne obszary, które by pozwalały przetrwać nie tylko okres dekoniunktury, ale też trochę dłużej, przy wykorzystaniu własnych zasobów. W III Rzeczpospolitej ukształtował się system na tyle wrogi dla polskiej przedsiębiorczości, że ta nie była w stanie wypracować znaczących nadwyżek finansowych. Jest to system rasizmu ekonomicznego, w którym kolejne rządy dają daleko idące przywileje międzynarodowym korporacjom, dyskryminując własne przedsiębiorstwa. Deklarowany przez rząd patriotyzm gospodarczy działałby wtedy, gdyby polska firma w Polsce miała przynajmniej takie warunki, jakie ma polska firma w Czechach, Anglii czy Irlandii. Dziś przedsiębiorstwa te w sytuacji administracyjnego zakazu działalności chwytają się rządowych dotacji jak tonący brzytwy. Sytuacja ta powinna uświadomić przede wszystkim rządzącym, jak niestety kruche są podstawy polskiego dobrobytu i gospodarki.

Czy dotyczy to szczególnie małych firm rodzinnych?

Fundamentem polskiej gospodarki są firmy mikro i małe rodzinne przedsiębiorstwa. Jednak politycy skupiali się na rozdawaniu przywilejów i udzielaniu daleko idącej pomocy finansowej międzynarodowym korporacjom. Dobrobyt Polaków i przeważającą liczbę miejsc pracy tworzą firmy rodzinne, a nie korporacje. Mimo że potwierdzają ten fakt odpowiednie statystyki, które są ogólnodostępne, rządy podejmują takie decyzje, jakby nie wiedziały, skąd bierze się dobrobyt Polaków oraz Polski.

Niektórzy przekonują, że alternatywą dla całkowitego zamknięcia gospodarki jest tzw. krótka blokada lokalnych ognisk. Tyle że z czymś takim mamy do czynienia właśnie teraz: zamrożone są m.in. gastronomia i kultura, które płacą wysoką cenę za utrzymanie innych sektorów, choć nie ma dowodów, że to właśnie restauracje czy kina były miejscami masowych zakażeń.

Nie zauważyłem, by rząd przedstawił prostą statystyczną analizę, ile z zarażonych osób nosiło wcześniej maski i stosowało się do tzw. dystansu społecznego. Z wyrywkowych, przeprowadzonych oddolnie przez lekarzy (z dociekliwości zawodowej) wywiadów z zarażonymi wynikało, że stosowali się do zaleceń rządu, a mimo to są zarażeni.

Wiosną był szok i niedowierzanie, że można zatrzymać niemal wszystkie obszary aktywności. Dziś jesteśmy bardziej oswojeni i przygotowani na ponowny lockdown?

Rząd mógłby wykorzystać kryzys do zmian w organizacji państwa i jego agend, które korzeniami tkwią ciągle w socjalizmie i autorytaryzmie poprzedniego systemu, co cały czas blokuje możliwości rozwoju i dobrobytu polskiego społeczeństwa. „Nigdy nie marnujcie dobrego kryzysu” – przestrzegał Winston Churchill. Rząd ma historyczną szansę wykorzystania kryzysu do m.in. odebrania władzy biurokracji nad przedsiębiorcami. Uchwalona w zeszłym roku tzw. konstytucja dla biznesu została skutecznie zneutralizowana przez podległy rządowi aparat. Kryzys jest czasem, aby odpowiedzieć zdezorientowanym obywatelom na pytanie, jaka ma być Polska po kryzysie. Pierwsze kryzysowe miesiące nie wywołały u polityków potrzeby dokonania zmian i z tego powodu ten czas został zmarnowany. A utrata czasu jest jak śmierć, również nieodwracalna. Nie tylko straciliśmy pieniądze, które można jednak odzyskać, jeśli będziemy więcej albo efektywniej pracować, ale straciliśmy bezproduktywnie czas.

Jednak to właśnie działania rządu poprzez tzw. tarcze antykryzysowe pozwoliły zachować miejsca pracy w różnych sektorach gospodarki.

W pierwszych tygodniach zakazu działalności użyto już wcześniej niesprawnej i nieprzychylnie nastawionej do przedsiębiorców administracji do niesienia im pomocy. Aparat zażądał od przedsiębiorców danych sprzed 5 lat, którymi dysponują urzędy skarbowe czy Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Udzielenie pomocy przy tak biurokratycznym podejściu, i to w nadzwyczajnej sytuacji, prowadziło do rosnącej liczby nierozpatrywanych na czas wniosków i szeregu zdezorientowanych oraz zniecierpliwionych przedsiębiorców. Kiedy było już oczywiste, że aparat urzędniczy sobie nie poradzi, wówczas użyto sektora bankowego i jego infrastruktury do dystrybucji środków.

Wskaźniki bezrobocia, zresztą nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie, nie wzrosły aż tak bardzo, jak sugerowały prognozy. Może to jednak efekt zamrożenia miejsc pracy, zamiast ich likwidacji, właśnie dzięki różnym państwowym tarczom?

Rządowe tarcze jedynie zahibernowały zatrudnienie. W większości sytuacji „odmrażaniu” nie towarzyszy powrót do poprzedniego poziomu aktywności gospodarczej. Dla części pracowników, która formalnie wówczas zachowała miejsca pracy, po „odmrożeniu” nie ma pracy. Czas utrzymania zatrudnienia jako warunek otrzymania dotacji kończy się. Polskie firmy od lat wstrzymują się z inwestycjami ze względu na rosnące ryzyko administracyjne, czyli zaskakujące zmiany przepisów i ich interpretacji. Gdyby rząd zagwarantował niepogarszanie prawa przez przynajmniej dziesięć lat, to jutro w Polsce byłoby przewidywalne. Byłyby też pieniądze w budżecie, ale nie z drenażu kieszeni Polaków i firm, tylko z rozwoju.

Budżet państwa, ze swoimi zobowiązaniami, ma jeszcze siłę na kolejny lockdown?

Od czasu ujawnienia przez ministra finansów w latach 2000–2001 Jarosława Bauca istnienia tzw. dziury budżetowej, żyjemy w sytuacji permanentnego manka w kasie państwa, co jest objawem nieradzenia sobie z brzemieniem rządzenia. Do tej pory żaden z rządów nie zaproponował programu wychodzenia z długu publicznego, który jest pułapką.

Nie odbiegamy pod tym względem od większości krajów unijnych.

Tyle że ich realny majątek – zarówno samych państw, jak również ich obywateli – jest znacząco większy od tego, co posiadamy. W przeciwieństwie do nas mają nieprzerwanie kumulowane od pokoleń bogactwo. Nieporównywalna jest zatem możliwość zaciągania zobowiązań przez rządy zachodnie i polski. Dług publiczny jest miarą moralnego upadku demokracji. System mieniący się demokratycznym nakłada zobowiązania na przyszłe nienarodzone pokolenia, które nie mają głosu, a poniosą konsekwencje dzisiejszych decyzji. Ich życie zostaje dziś obarczone gigantycznym długiem nie do spłacenia. Tak zwany pragmatyzm w polityce, celowo przeciwstawiany moralności, to alibi dla wyrządzania nam zła, czasami nienaprawialnego. Dla każdej władzy, również pochodzącej z wyborów, powinna być granica, której przekroczenie czyniłoby jej działanie wyjętym spod prawa. Zmiana na lepsze jest dziś nie tylko możliwa, ale staje się ona dla rządu wręcz obligatoryjna. Kryzys jest początkiem zbudowania sprawiedliwej gospodarki, której fundamentem są firmy rodzinne oraz prawo, które nie dyskryminuje fiskalnie ani administracyjnie polskiej pracy. •

Andrzej Sadowski

założyciel i prezydent Centrum im. Adama Smitha – pierwszego w Polsce think tanku, działającego od 16 września 1989 roku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
12°C Środa
wieczór
11°C Czwartek
noc
10°C Czwartek
rano
16°C Czwartek
dzień
wiecej »