Wykorzystywanie tragedii

O posłużeniu się śmiercią kobiety w Pszczynie przez środowiska proaborcyjne oraz o medycznym wymiarze tej tragedii mówi prof. Bogdan Chazan.

Bogumił Łoziński: Za śmierć 30-letniej kobiety, która będąc w 22-tygodniu ciąży, zmarła w szpitalu w Pszczynie, środowiska proaborcyjne winią Trybunał Konstytucyjny, który wydał wyrok stwierdzający, że aborcja eugeniczna jest niezgodna z konstytucją. Czy takie oskarżenie jest uzasadnione?

Prof. Bogdan Chazan: Nie widzę logicznego związku między tymi wydarzeniami. Autorzy tego twierdzenia wskazują, że po wyroku Trybunału istnieje jakiś tajemniczy efekt „mrożenia”, powodujący, że lekarze boją się ratować życie lub zdrowie matki w obawie przed zaszkodzeniem dziecku. Jest to nieprawdziwa, nielogiczna konstrukcja myślowa, stworzona w celu propagandy proaborcyjnej. Jej autorom chodzi o to, aby na kanwie tego przypadku zmienić podejście społeczeństwa do aborcji, by było ono bardziej skłonne do opowiadania się za poszerzeniem jej dopuszczalności. Czynnikiem mobilizującym tę proaborcyjną agendę jest fakt, że podobny przypadek 10 lat temu w Irlandii doprowadził do zmiany poglądów społecznych na aborcję w kierunku przyzwolenia na nią. W przypadku Pszczyny środowiska proaborcyjne chcą wykorzystać tragedię matki, dziecka i rodziny dla własnych politycznych celów: zwiększenia dopuszczalności aborcji, a także zmiany postrzegania człowieka na różnych etapach jego życia w kierunku utylitarystycznym, co spowoduje większą akceptację dla aborcji i eutanazji.

Środowiska proaborcyjnie twierdzą, że skoro dziecko wspomnianej kobiety miało wady wrodzone, to – gdyby nie było wyroku TK – ciążę można by przerwać dużo wcześniej i matka by nie umarła.

To jest wyłącznie przypuszczenie. Nigdzie nie pojawiła się informacja, że pacjentka zwracała się do lekarzy z prośbą o dokonanie aborcji ze względu na wady rozwojowe dziecka. Takie twierdzenie jest krzywdzące dla matki, której przypisuje się, że byłaby skłonna zabić dziecko.

Pada argument, że nie prosiła, gdyż w wyniku wyroku TK jest to zakazane.

Tego nie wiemy. Nie wiadomo, czy chciałaby aborcji swojego dziecka. Nie znamy jej intencji.

Czy dziecko z wadami letalnymi zagraża zdrowiu albo życiu kobiety?

Są sytuacje, w których obecność nie tylko wady rozwojowej dziecka, lecz także pewnych okoliczności towarzyszących – np. wielowodzia albo dużego wodogłowia – może komplikować poród. Istnieje jednak możliwość rozwiązania ciąży cesarskim cięciem. Dlatego uogólnianie takich sytuacji i twierdzenie, że wady rozwojowe u dziecka stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia matki, nie jest prawdziwe z wyjątkiem szczególnych, rzadko występujących przypadków.

Według aktualnie obowiązującego prawa w Polsce aborcji można dokonać, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety. W związku z tym zwolennicy aborcji twierdzą, że stan psychiczny matki może stanowić powód do zabicia nienarodzonego dziecka. Czy ta przesłanka obejmuje zdrowie psychiczne?

Z pewnością wiadomość o chorobie czy ciężkich wadach dziecka jest dla rodziców czymś bardzo trudnym, powoduje u matki stres. Czy jednak taki stres może być powodem do zabicia dziecka? Może w zupełnie wyjątkowych sytuacjach prawnik mógłby stwierdzić, że jest to zgodne z aktualnie obowiązującym prawem, gdy na przykład rozpoznaje się u matki skłonności samobójcze. Badania pokazują jednak coś wręcz odwrotnego – to dokonanie aborcji powoduje skłonności do podejmowania samobójczych prób.

Czy przepisy, które zakazują aborcji eugenicznej, pozwalają na jak najszybsze działania w celu ratowania matki kosztem życia nienarodzonego dziecka? Czy też mogą być powodem zwłoki i zagrażać życiu oraz zdrowiu matki?

Przepisy dotyczące aborcji eugenicznej nijak się mają do takich działań. To zupełnie odrębny obszar pojęć. Jeśli zespół medyczny odmawia podjęcia prawnie dopuszczalnych czynności ratujących życie lub zdrowie matki, może to zostać zakwalifikowane jako błąd medyczny. Jednak moim zdaniem nawet w takich sytuacjach aborcja nie jest konieczna. Aborcja to działanie skierowane na dziecko w celu zabicia go. Tymczasem w sytuacjach, gdy dochodzi do powikłań ciąży, które stwarzają realne zagrożenie dla zdrowia lub życia matki, uzasadnione jest postępowanie mające ratować jej życie i zdrowie, nawet jeśli taka postawa pociągnie za sobą śmierć dziecka. To nie jest aborcja, lecz działanie podejmowane w stanie wyższej konieczności.

Padają głosy, że lekarze boją się ratować życie matki, gdyż może to doprowadzić do śmierci nienarodzonego dziecka, a nie chcą być oskarżeni o jego zabicie. Czy rzeczywiście wśród medyków panuje atmosfera strachu?

Wykluczenie aborcji eugenicznej nie stwarza powodu do takiej atmosfery, nie słyszałem o tego rodzaju obawach wśród lekarzy. Świadczyłyby o braku profesjonalizmu, o istotnych lukach w wiedzy dotyczącej obowiązującego prawa. Przesłanki niekaralności przerwania ciąży obecne w obowiązującej ustawie odchodzą od ogólnej zasady ochrony ludzkiego życia i dotyczą m.in. sytuacji zagrożenia życia i zdrowia matki. Wiedza o tym jest powszechna. Pojawiły się wywołane świadomą manipulacją agend proaborcyjnych emocjonalne reakcje w społeczeństwie, powrócono do sporów politycznych i ulicznych protestów, ale właśnie te wydarzenia mogą w przyszłości pogorszyć sytuację matek. Lekarze dla swojego bezpieczeństwa prawnego będą mniej skłonni do tego, aby być adwokatami interesu zdrowia matek i dzieci. Będą raczej dbać o swój własny interes i bezpieczeństwo. Zwiększy się liczba aborcji szkodliwych dla fizycznego i psychicznego zdrowia kobiet. Pogorszy się sytuacja nienarodzonego dziecka, które może być częściej postrzegane jako przyczyna nieszczęść, jako zagrożenie dla matki. Dzieci częściej będą zabijane.

Środowiska proaborcyjne twierdzą, że zakaz aborcji eugenicznej zahamował badania perinatalne, ponieważ lekarze nie muszą już sprawdzać, czy dziecko jest chore, gdyż i tak nie mogą dokonywać aborcji.

Gdyby przyjąć taką tezę, to trzeba by uznać, że badania perinatalne są wykonywane tylko po to, aby stwierdzić, czy dziecko ma żyć czy też należy je uśmiercić. To kompletne nieporozumienie. Diagnostyka perinatalna służy zachowaniu zdrowia i życia dziecka. Zwłaszcza obecnie, gdy rozwój medycyny pozwala podejść do nienarodzonego dziecka jako do pacjenta. Aktualna sytuacja prawna będzie pobudzała rozwój nauki i praktyki medycznej w diagnostyce chorób u dziecka nienarodzonego i leczenia go. Rozwój medycyny perinatalnej hamowała sytuacja, w której w przypadku choroby dziecka skazywaliśmy je na śmierć. Nie było bodźca, by rozwijać metody leczenia wewnątrzmacicznego.

Wróćmy jeszcze do przypadku z Pszczyny. Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że 30-letniej pani Izabeli w 22. tygodniu ciąży odeszły wody płodowe. Zgłosiła się do szpitala, a lekarze stwierdzili, że płód żyje. Pacjentce podawano antybiotyk, ale nie podjęto innych działań. Po pewnym czasie dziecko zmarło. U pani Izabeli stwierdzono sepsę, po 24 godzinach w szpitalu trafiła na blok operacyjny, gdzie zmarła. Gdyby przyjąć taki przebieg wydarzeń, to co było powodem śmierci pani Izabeli?

Najprawdopodobniej stan zapalny macicy, który doprowadził do pęknięcia pęcherza płodowego, musiał rozwijać się już wcześniej. W niektórych sytuacjach poronienie septyczne ma przebieg gwałtowny. Tak się dzieje, gdy siły odpornościowe kobiety są w jakiś sposób zaburzone, albo bakterie, które rozwijają się w macicy, mają szczególnie duży potencjał chorobotwórczy.

Co przy takim przebiegu zakażenia mogli zrobić lekarze?

Odpłynięcie płynu owodniowego w tym momencie ciąży jest poważnym powikłaniem. Nie zawsze jednak jego odpłynięcie oznacza, że to koniec ciąży i dochodzi do poronienia, albo w późniejszej ciąży do porodu przedwczesnego. W rzadkich przypadkach następuje pewna równowaga, ciąża się przedłuża i dziecko się rozwija, aczkolwiek zmniejszona ilość płynu owodniowego utrudnia jego prawidłowy rozwój. Płyn owodniowy ma właściwości antybakteryjne, dlatego nie dochodzi do zakażenia. Znam przypadek, gdy płyn owodniowy odpłynął w 14. tygodniu ciąży, a dziecko urodziło się w 34. tygodniu i dobrze się rozwija. To są jednak wyjątkowe sytuacje. W przypadku z Pszczyny być może dobrym pomysłem byłoby przewiezienie pacjentki do ośrodka referencyjnego, czyli do szpitala o wyższym poziomie kompetencji, np. do kliniki w Katowicach. Być może nie było już na to czasu, bo sprawy przebiegały szybko – wówczas można było sprowadzić konsultanta wojewódzkiego z Katowic, aby się poradzić.

Lekarze jednak tego nie zrobili. Z przekazu pani Izabeli do rodziny wynika, że nie monitorowali stanu jej zdrowia i dziecka. Popełnili błąd?

Przed wynikiem dochodzenia, które na pewno będą przeprowadzać biegli, nie chciałbym ferować wyroku. Przypuszczalnie mamy do czynienia z sytuacją gwałtownego przebiegu poronienia septycznego, którego nagłość prawdopodobnie nie została doceniona przez personel medyczny. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, brakuje doświadczenia w tym zakresie, co jest zrozumiałe. Być może w tym przypadku realna ocena zagrożenia zawiodła.

Czy odpłynięcie płynu owodniowego może być przesłanką do aborcji jako zagrożenie dla życia lub zdrowia matki?

Samo przedwczesne pękniecie pęcherza płodowego nie jest jeszcze powodem, aby wywoływać poronienie czy przedwczesny poród bez oglądania się na dobro dziecka. Taka kobieta powinna natomiast zostać umieszczona na oddziale intensywnego nadzoru, być bardzo dokładnie monitorowana, poddawana szczegółowemu, często powtarzanemu badaniu i ocenie, czy pojawia się zagrożenie dla jej życia lub zdrowia. Następnie, stosownie do oceny jej stanu, powinny być podejmowane adekwatne działania. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
20°C Czwartek
wieczór
17°C Piątek
noc
15°C Piątek
rano
19°C Piątek
dzień
wiecej »