Ciekawe, że wszechmocny Bóg, który z niczego stworzył cały świat ma problem z ludzkim sercem...
Będziemy bombardować. Zapewne zburzymy twój dom. Możesz wyjechać, możesz zostać, ale jak zostaniesz, to nie nasza wina, że cię zabijemy. No, ewentualnie jest inna alternatywa: sami (gołymi rękami) wypędźcie tych uzbrojonych po zęby członków Hezbollahu.... To w największym skrócie propozycja, jaką Izrael ma dla mieszkających na południu Libanu chrześcijan... Tego nie trzeba komentować. To komentuje się samo. I samo wpisuje się w nasze, Europejczyków, próby zrozumienia problemów tego rejonu świata. I ustosunkowania się do nich...
Ale dziś o czymś innym. Trwa spotkanie episkopatu. Przy okazji padają pytania o katechezę parafialną... Stosowny dokument już prawie gotowy. Dyskusja nad nim – w czerwcu. Prawdziwym sprawdzianem dla niego będzie nie jego treść – mówi kierujący pracami nad nim biskup Artur Ważny – ale to, czy zacznie zmieniać życie parafii... I w tym punkcie bez zastrzeżeń się zgadzam. Co do reszty... Nie no, wszystko dobrze i pięknie. Tylko obawiam się, że dokument pozostanie tylko dokumentem...
Od kilku lat prowadzę w swojej parafii taką katechezę. Z początku zapraszano wszystkich, którzy chcieliby w ogólnym zarysie przypomnieć sobie to i owo. W praktyce przychodzili (i przychodzą) – tylko ci, którzy z jakiegoś powodu (niekoniecznie jest nim przygotowywanie się do ślubu) chcą nadrobić zaniedbania z czasów młodości i przystąpić do bierzmowania. Przez tych parą lat przewinęło się przez te spotkania ze dwadzieścia, trzydzieści osób. Nie tylko z mojej parafii czy dekanatu ale nawet z innych miast regionu... Nie wiem ile po tych spotkaniach zostaje w głowach. Wiem, że lepiej tyle niż nic. I wiem, że ważniejsze od tego, co zostanie w głowie, ile zostanie w sercu. Choćby tylko dobrego wrażenia....
Swego czasu pomysł podchwycono na wyższym szczeblu (zanim jeszcze zaczęły się prace nad wspomnianym na początku dokumentem). Odbyło się parę spotkań. Mój entuzjazm z każdym takim spotkaniem gasł. Bo wszystko w stylu „zorganizujemy szkolenia, przygotujemy materiały”... Tymczasem nie o to cała sprawa się rozbija. Najistotniejsze czy ci, którzy mogliby czy wręcz powinni w takich katechezach uczestniczyć, będą odczuwali taką potrzebę. Gorzej nawet: czy odczuwając taką potrzebę zdecydują się coś zrobić, by ją zaspokoić. Bo chcieć czegoś, a coś zrobić w tym kierunku, to dwie różne sprawy...
Znam to z własnego doświadczenia. Tyle na półkach w moim domu książek, które bardzo chciałem przeczytać. I na chceniu się skończyło... To tak właśnie działa, nie? Znajduję ciekawą książkę, ciekawy artykuł w internecie, ale nie mam czasu albo nastroju by czytać teraz. „Zajrzę później”. Wszak mogę sięgnąć w każdej chwili. Leży na półce, zakładka w Ulubionych przeglądarki internetowej zrobiona, a jak nie, to od czego są wyszukiwarki.... Mogę sięgnąć w każdej chwili. I tak uspokojony nie sięgam. A z czasem zapominam....
Jest jeszcze inny mechanizm zniechęcający do udziału w takich katechezach. Przekonanie, że skoro uczestniczyłem w lekcjach religii, to wszystko co trzeba wiem. I podatne na fałszywe interpretacje obszary niewiedzy się poszerzają... Najbardziej dla mnie bolesne nieporozumienie? Kiedy słyszę o zbawczej wartości cierpienia Chrystusa. W mojej głowie już powstaje obraz żądnego krwi Ojca, który musiał się za ludzkie grzechy na kimś wyżyć i wyżył się na swoim Synu... Na szczęście wiem, że zbawcza wartość cierpienia Chrystusa to tylko myślowy skrót. Wiem – dzięki św. Pawłowi – że zbawieni zostaliśmy przez Chrystusowe posłuszeństwo, wierność Ojcu aż do śmierci. Posłuszeństwo, które wiele kosztowało, ale przez posłuszeństwo, wierność, nie przez cierpienie jako takie...
Tak, parafialna katecheza – zwłaszcza dla dorosłych – jest bardzo potrzebna. Myślę jednak, że jeśli będzie to polegało na „wdrażaniu wytycznych dokumentu”, to wyjdzie z tego mniej więcej tyle, co z corocznego wdrażania haseł roku duszpasterskiego. Nie mam oczywiście pomysłu, jak przyciągnąć ludzi na takie katechezy. I najchętniej w tej sprawie powiedziałbym, żeby zostawić to Bogu; to On wzbudza wiarę, to On wzbudza pragnienia. Myślę, że to chyba jedyna uczciwa, bo zawsze prawdziwa odpowiedź na pytanie „jak skutecznie zachęcić”. Metody... Co zadziała w jednej parafii, niekoniecznie zadziała w innej. Jedno jednak na pewno się da: dać szanse, stworzyć okazję. Tyle na pewno zrobić możemy...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
"Są takie piękne słowa: godność, człowieczeństwo. Tego broniliśmy".