Dziwne dzieje pewnej koalicji

Jak to możliwe, że duża, ogólnopolska partia ulegała przez ponad trzy lata małemu ugrupowaniu, które chciało wykopać mentalny rów między Śląskiem a resztą Polski?

Koniec koalicji Platformy Obywatelskiej z Ruchem Autonomii Śląska w Sejmiku Województwa Śląskiego nie przykuł specjalnej uwagi mediów. A szkoda, bo ten przedziwny sojusz zapisać się winien w annałach polskiej polityki. Dlaczego tak długa passa RAŚ i jej lidera Jerzego Gorzelika była w ogóle możliwa i dlaczego tak nagle się skończyła?

Mały w roli dużego

W listopadzie 2010 roku mieszkańcy województwa śląskiego wybrali nowy sejmik. Wybory wygrała PO, zdobywając 33,7 proc. głosów i 22 mandaty. Dopiero na piątym miejscu znalazł się RAŚ, który osiągnął wynik 8,5 proc., zdobywając tylko trzy mandaty (później, wskutek roszad klubowych, miał ich cztery). A jednak wielka Platforma wybrała do roli koalicjanta właśnie niewielki RAŚ. Skąd taki pomysł? W światku śląskiej polityki mówiono wówczas, że platformersi byli znużeni łapczywością Sojuszu Lewicy Demokratycznej – koalicjanta PO w poprzednim sejmiku. Sięgnięcie po ruch Gorzelika było inicjatywą lidera Platformy na Śląsku – Tomasza Tomczykiewicza, który miał przekonywać kolegów z partii, że niedoświadczony RAŚ będzie znacznie mniej wymagającym partnerem niż postkomuniści. Nie był to zresztą nowy flirt. Już w wyborach w 2006 r., gdy możliwe było blokowanie list, Platforma była zblokowana z UPR i właśnie z RAŚ, ale autonomiści nie przekroczyli wtedy progu wyborczego. Jerzy Gorzelik został członkiem zarządu województwa odpowiedzialnym za kulturę i edukację. Tomczykiewicz miał ręczyć za to, że ruch się ucywilizował i będzie unikał kontrowersji. Jak czas pokazał, były to tylko pobożne życzenia. Gorzelik już wcześniej bulwersował Ślązaków powtarzaniem opinii Lloyda George’a, brytyjskiego premiera z lat kongresu wersalskiego, że oddanie Śląska Polsce było jak „obdarowanie małpy zegarkiem”. Jeszcze bardziej wyzywająca była deklaracja Gorzelika: „Jestem Ślązakiem, nie Polakiem. Moja ojczyzna to Górny Śląsk.

Nic Polsce nie przyrzekałem, więc jej nie zdradziłem. Państwo, zwane Rzeczpospolita Polska, którego jestem obywatelem, odmówiło mnie i moim kolegom prawa do samookreślenia i dlatego nie czuję się zobowiązany do lojalności wobec tego państwa”. Szybko RAŚ włączył się w kampanię na rzecz deklarowania w spisie powszechnym osobnej narodowości śląskiej – oddzielnej od narodu polskiego. Jednak spis powszechny z 2012 roku wykazał, że tylko 436 tys. osób wybrało taką możliwość. Niemal tak samo liczna grupa – 411 tys. osób – zadeklarowała tożsamość śląską, ale jako tożsamą z narodowością polską. Ta oczywista porażka RAŚ nie przeszkodziła jednak autonomistom upowszechniać slogan o ponad 800-tysięcznym osobnym narodzie śląskim jako największej mniejszości narodowej w Polsce. Innym elementem polityki RAŚ wywoływania podziałów wśród Ślązaków była kwestia powojennych obozów UB, w których więziono mieszkańców Górnego Śląska. 2 lutego 2012 roku w kinie „Rialto” w Katowicach doszło – z udziałem Gorzelika – do projekcji filmu dokumentalnego Pawła Singera, zatytułowanego „Polskie obozy koncentracyjne”, o powojennych obozach w Świętochłowicach-Zgodzie i Łambinowicach oraz o komunistycznym obozie na terenie dawnego niemieckiego obozu Auschwitz. Tytuł filmu wywołał protesty licznych historyków i publicystów, którzy wskazywali, że używanie przymiotnika „polski” w stosunku do obozów podległych sowieckiemu NKWD i komunistycznemu UB jest haniebną manipulacją. Istotne znaczenie miał fakt, że kino „Rialto”, które wyemitowało film, jest częścią „Silesii Film”, instytucji podlegającej Samorządowi Województwa Śląskiego.

Użycie wyzywającego określenia oburzało tym bardziej, że w tym samym czasie trwała za granicą kampania przeciw używaniu w mediach amerykańskich i niemieckich określenia „polskie obozy śmierci”. Wielu mieszkańców województwa śląskiego niepokoiło też używanie przez bliski autonomistom Związek Osób Narodowości Śląskiej pojęcia „rdzenni mieszkańcy Śląska”. Nieprzypadkowo 1 września 2012 r. z okazji dnia modlitw o uświęcenie duchowieństwa metropolita katowicki abp Wiktor Skworc zaapelował do mieszkańców Śląska o jedność i wezwał do „zaprzestania dzielenia mieszkańców na prawdziwych Ślązaków i obcych”. Ale takie apele nie znajdowały odzewu. Co więcej, polityka polaryzowania mieszkańców Śląską znalazła kontynuację w objęciu nieformalnego patronatu Jerzego Gorzelika nad kształtem ekspozycji budowanego Muzeum Śląskiego. Kontrowersyjny szef muzeum Leszek Jodliński w założeniach konkursu na ekspozycję zadecydował o rozpoczęciu narracji o dziejach Górnego Śląska od początku industrializacji pruskiej, ok. 1790 roku, i zachęcał do przedstawienia Bismarckowskiego kulturkampfu jako katalizatora rozwoju regionu. Wielu mieszkańców Śląska odebrało to jako próbę relatywizacji antypolskiej polityki Bismarcka, podobnie jak sugestie przedstawienia powstań śląskich nie jako zrywu narodowego, a konfliktu dzielącego Ślązaków. Zaniepokojony rewizjonizmem historycznym dyrektora Jodlińskiego marszałek Adam Matusiewicz wyznaczył specjalnego pełnomocnika do spraw nadzoru nad muzeum. Jednak Jodliński, czując się silny wsparciem Gorzelika, nie wpuścił pełnomocnika do muzeum, ogłaszając, że nikt z zewnątrz nie ma prawa wpływać na jego kształt. Taka arogancja – przy jednoczesnym chętnym korzystaniu z publicznych pieniędzy – wywołała niepokój licznych środowisk śląskiej inteligencji.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
4°C Wtorek
noc
2°C Wtorek
rano
9°C Wtorek
dzień
11°C Wtorek
wieczór
wiecej »