Przywrócony wzrok

Alkohol, okultyzm, depresja. Spowiedź, modlitwa i szczęście. Z Aleksandrem Kłakiem, srebrnym medalistą z Barcelony, o powrocie do Boga.

Jak przebiegła ta pierwsza po tylu latach?

Pierwsza z trzech spowiedzi generalnych, aż tyle ich potrzebowałem, odbyła się 31 grudnia 2012 rano u kapucynów. Poprzedzona była długą rozmową z br. Rafałem, który mnie poprowadził w tym trudnym czasie. Po spowiedzi przyszedłem do domu, a ponieważ musiałem jeszcze iść wieczorem do pracy, odmówiłem pokutę i położyłem się spać. Zasnąć nie mogłem, przewracałem się z boku na bok, aż w końcu poczułem silną drgawkę, po której nastąpiła błoga ulga.

I…?

I nic! Wszystkie bóle i dolegliwości ustąpiły! Wiedziałem, że coś się stało, ale tego nie rozumiałem. Nie wiem czego, ale ogromnie się bałem. Nie miałem już dolegliwości cielesnych, ale najgorsze dopiero było przede mną. Następne kilka dni było piekłem, jakiego dotąd nie znałem. Rozpacz, lament, obsesyjne myśli, strach przed potępieniem. Mało spałem i jedyne, o co Boga prosiłem, to to, żebym mógł zobaczyć światełko nadziei w tym ciemnym, niekończącym się tunelu, w jakim byłem. I zobaczyłem je. Na początku było jeszcze słabe i krótkie, ale z każdym następnym dniem było coraz lepiej.

Co pomogło?

Właśnie odbywały się w Antwerpii rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym, prowadzone przez redemptorystę o. Pawła. Właściwe lekarstwo we właściwym czasie. Od tego czasu zacząłem się modlić. Ale nie z zegarkiem w ręku, modlę się często i długo. Nie piję, nie palę, nie dlatego, że sobie to obiecałem, ale ponieważ mnie do tego już, o dziwo, nie ciągnie. 25 lat nie potrafiłem sobie odmówić, a teraz nagle koniec. Chodzę do kościoła w dni powszednie i święta, na rekolekcje, adoracje i Drogę Krzyżową. Modlę się wszędzie, w autobusie, na ulicy, w domu, na basenie. Jak tylko ktoś zajdzie mi za skórę, od razu się za niego modlę. Dzielę się z ubogimi, jak tylko mogę. Słuchanie piosenek religijnych i czytanie Pisma Świętego to rozkosz dla mojej duszy. Czuję, co to miłość, mam znowu nadzieję i jestem szczęśliwy.

Inaczej Pan żyje?

Inaczej patrzę na świat: wszystkich obwiniałem o problemy, tylko nie siebie. Najbardziej cierpiała na tym moja rodzina. Denerwowało mnie bardzo wiele rzeczy, gdy stałem w korku, podskakiwałem, krzyczałem. Teraz tylko się uśmiecham. Gniew przynosiłem do domu, bywałem agresywny, wulgarny. Teraz rozmawiamy ze sobą, śmiejemy się. Staram się wynagradzać ludziom, których skrzywdziłem. Jestem innym człowiekiem. Pogodny, znów towarzyski, nawet lepiej wyglądam, wyszczuplałem. Koledzy się pytają: jak to się stało? Odpowiadam: modlę się.

Jak to przyjmują?

Bardzo pozytywnie. Ostatnio odwiedzałem znajomych w Holandii. Zauważyli moją przemianę, pytają, skąd ona, więc opowiedziałem im o modlitwie. I przed obiadem spytali mnie, czy chciałbym się pomodlić. A byli to ludzie dalecy od Kościoła. Bóg nie pozwoli, by mnie ktoś na początku drogi wyśmiewał. Jednocześnie nie staję na podium, nie głoszę. Mówienie na ludzi nie działa, na pewno nie tak, jak świadectwo życia. Ono działa. Chcę podkreślić: warunkiem tego wszystkiego jest pozostawanie w stanie łaski uświęcającej, tu modlitwa od czasu do czasu nie wystarczy.

Jak się Pan modli?

Na początku proszę Ducha Świętego o prowadzenie, później jest modlitwa uwielbienia, następnie proszę. Tych próśb jest często bardzo dużo. (śmiech) Na samym końcu jest moment ciszy, przedtem proszę: Boże, mów do mnie. Czasami jest to po prostu chwila ciszy, nie wiem, może Bogu się gdzieś spieszy (śmiech), ale często słyszę ciekawe rzeczy. Wiem, że to pochodzi z góry. Są też inne modlitwy, np. różańcowa. Były na początku takie momenty, że po piątej nieprzespanej nocy pomyślałem: zamkną mnie w wariatkowie, jeszcze jedna noc i sięgnę po prochy. Sięgnąłem po różaniec, zacząłem się modlić i zasnąłem z różańcem w ręku.

Nie obawia się Pan, że w pewnym momencie euforia opadnie?

Tak mi mówili bliscy na początku. Ale  euforia przeradza się w pewność, Duch Święty w niej popycha mnie do działania. Po tym, jak komuś długo opowiadam o Bogu, na drugi dzień czuję dziwny dołek. Pytałem się Boga – o co chodzi, powiedziałem coś nie tak? A Bóg mi odpowiada: człowieku, nie rozumiesz? Przecież ty wkładasz szatanowi kij w oko. On będzie cię jeszcze nękał, ale Ty się nie bój. Niedawno w „Gościu Niedzielnym” s. Bogna Młynarz powiedziała: „Naprawdę nie wiedziałam (…), że modlitwa o Ducha to coś… ryzykownego. Modliłam się z pobożności. Dziś wiem, że do modlitwy do Ducha Świętego powinna być dodana instrukcja obsługi, a w niej ostrzeżenie: »skutki nieprzewidywalne!«”. Ja to przeżyłem, ja wiem, co siostra mówi. Na początku bałem się tej euforii, zastanawiałem się: o co chodzi? Był dzień, kiedy mogłem prorokować, nie jakieś wielkie wydarzenia, katastrofy, czy coś takiego. Ale wiedziałem, że coś małego się stanie, że kogoś spotkam albo ktoś coś powie. Bóg w ten sposób pokazuje, jaki jest mocny. Do tego trzeba przyjąć Ducha Świętego. Jezus jest moim przyjacielem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
16°C Środa
wieczór
10°C Czwartek
noc
6°C Czwartek
rano
12°C Czwartek
dzień
wiecej »