Łączka zbrodni

Upał i deszcz. I kilkanaście godzin pracy na dobę kilkudziesięciu osób. By ponumerowani bohaterowie odzyskali imię, nazwisko i godność.

Najpierw zerwano asfaltową alejkę, po której przez kilkadziesiąt lat dreptali ludzie i jeździły cmentarne melexy. Pod asfaltem była niewielka warstwa ziemi, a pod nią – spora warstwa gruzu, przywiezionego z odbudowywanej po wojnie Warszawy pod koniec lat 50. Miał dokładnie ukryć to, czego przez lata ukryć się nie dało: bohaterów. Gdy więc niewielka koparka usunęła śmieci, rozpoczęto rozgrzebywanie ubitej, zbrylonej brązowopomarańczowej ziemi. Najpierw szpadlem. Pół metra do prawdy. A potem, na kolejne pół metra kopania, pozostały już tylko ręce uzbrojone w niewielkie łopatki, pędzle i szpachelki. Żeby niczego nie przeoczyć, nie zniszczyć. Wydobyć bohaterów z gliniastej ziemi i śmietnika historii.

Kwatera „Ł”

Koniec maja 2013 r., warszawskie wojskowe Powązki. Na tyłach cmentarza, od prawie dwóch tygodni, trwają prace ekshumacyjne. Grupa naukowców z IPN przyjeżdża na cmentarz wczesnym rankiem, by skończyć pracę dopiero po godzinie 17. I w upały, i w deszcz. Dwa stanowiska pracy: pierwsze to miejsce ekshumacji szczątków ofiar stalinowskiego reżimu, polskich bohaterów mordowanych w więzieniu mokotowskim, po roku 1944. Obszar szczelnie otoczony specjalną taśmą, na którym niemal codziennie odkrywane są nowe groby. Do jam grobowych schodzą archeolodzy i pieczołowicie wyłuskują szczątki z ubitej, gliniastej ziemi. Drugie miejsce prac, nieopodal wykopalisk, to przenośne labo- ratorium.

Polowe panują w nim warunki: kilka namiotów, które starczają za profesjonalne miejsce pracy wybitnym naukowcom. Pracują w zgodnym rytmie i niemal bez słów: medycy sądowi, genetycy, antropolodzy, historycy. Nad całością prac czuwa prof. Krzysztof Szwagrzyk. – Powązkowską Łączkę, tzw. Kwaterę „Ł”, trudno nawet nazywać miejscem pochówku… – mówi. – Pochówek to grzebanie ciał zmarłych z szacunkiem. A ofiary komunistów były mordowane bez wyroków niezależnych sądów, wywożone tutaj bez trumien, bez dokumentów, bez rzeczy osobistych. Ciała wrzucano, byle szybciej i byle jak, wprost do płytkich grobów. Wczoraj odkryta jama grobowa i sześć ciał splątanych ze sobą w dramatycznym, śmiertelnym uścisku. Na jednym metrze kwadratowym obok czaszki jednego bohatera kości śródstopia bohatera drugiego. Może byli przyjaciółmi z celi, może umierali razem. Może i wcześniej razem walczyli. Potem trwali razem, w rudawej ziemi, co najmniej od 1949 r. Bo na ten okres naukowcy ocenili wykopalisko. Marta, wolontariuszka, absolwentka historii i nauk społecznych, pracuje w dole. Ubrana w biały uniform, w maseczce na ustach i nosie, pędzelkiem omiata czaszkę kolejnego bohatera. Dziś przy jednym ze szczątków znalazła niewielką karteczkę, całkiem dobrze zachowaną. Nie wiadomo jeszcze, czy uda się odczytać pozostawione na niej słowa. Marta znalazła też kawałeczek grzebienia – kalendarza. – W komunistycznym więzieniu „wrogowie ludu”, traktowani jak najgorsi zdrajcy, nie mogli mieć żadnych rzeczy osobistych – tłumaczy prof. Szwagrzyk. – Niektórym udawało się coś przemycić. A grzebienie traktowano jak kalendarze: więźniowie zaznaczali na nich, dzień po dniu, sześć kresek pionowo i jedną poziomo, co dawało tydzień. W ten sposób orientowali się, jak długo są przetrzymywani. Szefowa archeologów Justyna Sawicka, po drabinie schodzi do jamy grobowej. Będzie podejmować kolejne szczątki, całkowicie już odsłonięte. Podnosi ostrożnie przestrzeloną na wylot czaszkę i wkłada do specjalnego pojemnika. Następnie układa kolejne części szkieletu. Widać teraz wyraźnie, że ofiarę wrzucono do dołu niedbale. Leżała na boku, z przygiętymi nogami. Gdy archeolog kończy pracę, odsłaniają się… kolejne szczątki. Wiadomo już, że do metrowej jamy wrzucono trzy ciała. Pojemnik ze szczątkami, zostaje przeniesiony do laboratorium. Tam rozpoczną się dalsze prace.

Laboratorium tożsamości

Trzy białe stoły. Na pierwszym leży bohater numer 133. Uzębienie idealne, ale czaszka, skruszona wieloma kulami, będzie wymagała kilku godzin pracy. Doktor nauk medycznych Łukasz Szleszkowski poskłada ją z co najmniej kilkunastu maleńkich części. Następnie sklei specjalnym klejem. Do tej pory, podczas tegorocznych oraz ubiegłorocznych prac ekshumacyjnych, robił to ponad sto razy. Wiadomo już z pewnością: większość ofiar została zamordowana metodą katyńską, w tył głowy. Tyle tylko, że nie strzelali Rosjanie, a Polacy. Więc swoi dla swoich jakby bardziej szczodrzy byli. Rzadko kiedy ofiary otrzymywały jedną kulkę. Dużo częściej darowano im dwie, trzy lub nawet… kilkanaście. Przy (jeszcze bezimiennym) bohaterze numer 133 wyjątkowe znalezisko. Więzień przed straszliwą egzekucją włożył do ust to, co miał najcenniejszego i co zapewne z trudem ukrywał przed oprawcami: Cudowny Medalik. Agata Thanhausser, antropolog, usiadła na rozkładanym krzesełku. Na dłonie założyła gumowe rękawice, a w dłoniach trzyma pędzel – taki jak do malowania, doskonały do czyszczenia kości. W niewielkim pojemniku tuż obok szczątki bohatera numer 142. Pani Agata pieczołowicie, miejsce przy miejscu, czyści z błotnistej ziemi kość udową. Potem żebra i w końcu paliczek po paliczku. – Patrz! Jaka miednica! – zwraca się do dr. Szleszkowskiego z wyraźną radością. Medyk sądowy ogląda fragment kości i kiwa głową: tak, widać wyraźnie. Bohater 142 to mężczyzna, lat ponad 50. – Oczywiście, że po pierwszych oględzinach, już podczas czyszczenia kości, możemy sporo powiedzieć o ofierze. Określamy przybliżony wiek biologiczny (czasem się może różnić od wieku metrykalnego), wzrost, niektóre obrażenia, przyczynę śmierci. I oczywiście płeć – tłumaczy antropolog.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
5°C Poniedziałek
noc
3°C Poniedziałek
rano
5°C Poniedziałek
dzień
6°C Poniedziałek
wieczór
wiecej »