Jałmużna nie jest obowiązkiem?

Do widoku żebrzących kobiet z dziećmi - czy w ogóle żebraków - przyzwyczailiśmy się już chyba do tego stopnia, że rzadko kiedy zastanawiamy się, kim oni tak naprawdę są i co ich zmusiło do wyjścia na ulicę. Czasem rzucimy kobiecie dwa złote, a czasem zwyczajnie miniemy. I właśnie to w moim przekonaniu jest najlepsze rozwiązanie - napisał w Dzienniku etyk Jacek Hołówka.

Potwierdza to m.in. artykuł we wczorajszym Dzienniku o jednej z szajek ze Wschodu zajmujących się szantażowaniem matek, zabieraniem im dzieci i zmuszaniem do żebrania. Odmawiając tym kobietom jałmużny, można wyeliminować ten problem. Ale nie tylko gangów, a żebractwa w ogóle. W późnych latach 50. obowiązywał w Anglii zwyczaj, że królowa w Wielki Czwartek rozdaje jałmużnę. W1958 roku prasa pisała, że Elżbieta II dała 31 ubogim starcom po 31 pensów. Co rok datek miał wzrastać o jeden pens - i podobnie miała wzrastać liczba obdarowanych, by wyraźnie symbolizować wiek monarchini. Ten zwyczaj prawdopodobnie upadł, bo nawet dziś pomoc nie sięgnęłaby funta na osobę. A jeśli przetrwał, to i tak nikt o nim nie wspomina - i słusznie - bo dawanie jałmużny nie powinno podlegać regułom i zasadom. Trudno sobie wyobrazić, jak takie reguły miałyby wyglądać. W spójnych gminach religijnych obowiązywała niegdyś zasada: „Dawaj tyle, by zabolało”. Dobrze jednak, że porzucono tę regułę, bo pomoc ubogim nie ma być udręczeniem dla darczyńcy, tylko ratunkiem dla potrzebującego. Nie można też uznać, że właściwym wyznacznikiem pożądanego poziomu działań filantropijnych mogłoby być zadowolenie obdarowanego. Wolno podejrzewać, że żebracy potrafią być równie nienasyceni, co pozostali obywatele utrzymujący się z innych środków. W istocie rzadko się zdarza, by jakiś żebrak opuścił swoje stanowisko tylko dlatego, że dostał niespodzianie większą sumę. Przy tym zajęciu obowiązuje coś na kształt myślenia biurowego. Trzeba się odpowiednio ubrać, przyjść na czas, zdobyć wyłączność na stanowisko i wytrwać na posterunku do wyznaczonej pory. Harlan W. Gilmore opisuje klan pięciu pokoleń, które w pewnym mieście USA utrzymują się z żebractwa. Dla tej rodziny jest to zajęcie w pełni sprofesjonalizowane. Zaczęło się od tego, że pradziadek, gdy był młody, przepił majątek i tracił każdą pracę. Nie zgodził się mieszkać ze swym bratem i nie chciał korzystać z pomocy społecznej. Pił i miał wiele dzieci. Umiał się nimi opiekować tak dobrze, że żona nie była w domu potrzebna. Wysyłał ją, by chodziła po okolicy i błagała o litość. Z małym dzieckiem na rękach wyglądała przekonująco, a z wyraźną ciążą łatwiej wzruszała kobiety otwierające drzwi. Gilmore opisuję tę rodzinę tak, jakby to była jakaś zamknięta społeczność zawodowców, którzy przekazują sobie umiejętności z pokolenia na pokolenie. Ich zajęcie nie wywołuje w nich wstydu ani zażenowania. Od drugiego pokolenia wszyscy w tej rodzinie utrzymywali się z jałmużny, nikt więc nie miał poczucia utraty statusu, nikt nie był przyzwyczajony do pracy i nie dbał o naukę. Ich poziom IQ nie odbiega od przeciętnej, ale ich wiedza o świecie jest uboga, choć nie brak im zdolności perswazji. Dla nich to, co robią, jest uczciwe. Takie podejście do życia musi budzić mieszane reakcje. Źle jest zostawić człowieka na pastwę losu, ale źle jest też wyuczyć go, by był pasożytem. Kiedy zatem warto dawać jałmużnę? Z jednej strony nie chcemy być ludźmi nieczułymi na czyjąś biedę i deprawację. Z drugiej -nie chcemy wzmagać rodzinnej patologii. Czyli: dawać pieniądze czy przechodzić obok? W tej sprawie tak różni filozofowie jak Hume, Smith i Kant mieli zadziwiająco zbieżne poglądy. Gdy poruszy nas litość, nie musimy się hamować; ale gdy litość zmieni się w nawyk, powinniśmy się opamiętać.

«« | « | 1 | 2 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
26°C Poniedziałek
noc
21°C Poniedziałek
rano
31°C Poniedziałek
dzień
32°C Poniedziałek
wieczór
wiecej »