Konfiturę niewiernych, chleb pielgrzyma i wiśnie po krzyżacku - takie specjały będzie można kupić w sklepie z produktami benedyktyńskimi, który powstaje na rogu ulic Piotrkowskiej i Wigury w Łodzi.
Na razie w lokalu trwa remont i ustawianie charakterystycznych, gotycko zakończonych drewnianych regałów. Otwarcie zaplanowane jest na początek marca. Łódzki sklep będzie 16. w Polsce, a po Piotrkowie - drugi w województwie. Na półkach pojawią się stylizowane, obwiązane szarym płótnem słoiczki i pudełka, a w nich m.in. zasychający w praktyczny sucharek chleb pielgrzyma, ręcznie robiony sos Hildegardy z czarnych porzeczek czy grzyby marynowane w zalewie nowicjackiej. Dla ducha - płyty z benedyktyńskimi śpiewami i książki. - Klasztory zawsze otoczone były odrobiną tajemnicy, a zainteresowanie nimi jest bardzo duże - mówi ojciec Zygmunt Galoch, benedyktyn z Tyńca. - Sprzedawanie produktów to sposób, by przybliżyć tradycję zakonu, podzielić się tym, co mamy dobrego, a przy okazji zarobić uczciwie na życie - tłumaczy. Właścicielami receptur są benedyktyni z klasztoru w Tyńcu. Najstarsze pochodzą z czasów starożytnych, większość z XVII I XVIII wieku. - W kuchni klasztornej, jak w każdym gospodarstwie domowym, zawsze przywiązywano wagę do przechowywania i konserwowania żywności - tłumaczy o. Galoch. - Nie można też zapominać o długiej tradycji przyklasztornych ogrodów i gospodarstw. Przedsięwzięcie działa jako jednostka gospodarcza, na zasadach określonych w konkordacie. Część produktów, jak zioła czy alkohole, pochodzi z benedyktyńskich klasztorów z różnych krajów, ale produkcję większości mnisi zlecają wybranym firmom. Sklepy działają na zasadzie franczyzy. Mnisie wyroby są droższe niż w supermarketach. 150 ml nalewki kosztuje 17 zł, słoiczek konfitury - 10 zł, a miód pitny to wydatek od 39 do 49 złotych. Jak więc firma poradzi sobie w niebogatej Łodzi? - Patrząc, jak rozwija się sklep w Piotrkowie, jesteśmy optymistami - mówi Grzegorz Chromiński, z posiadającej łódzką licencję firmy Cudim. - Nie chcemy, by ludzie zostawiali u nas po 300 złotych. Wystarczy, że sto osób kupi po jednej przyprawie. Rynek sklepów z droższą żywnością w ostatnich latach bardzo się w Łodzi rozwinął. - Kiedy otwieraliśmy sklep trzy lata temu, byliśmy jedyni w tej branży - mówi Grzegorz Zakrzewski ze Sklepu Herbowego przy ul. Legionów, w którym sprzedawane są wyroby regionalne, m.in z Litwy. W Łodzi są już sklepy specjalizujące się w żywności włoskiej, egzotycznej, ekologicznej i wegetariańskiej. - Łódzki rynek powoli się nasyca, ale konkurencji się nie boimy, bo sprzedajemy różne produkty - dodaje Zakrzewski.
Krajewski: podpisano rozporządzenie o zakazie importu żywności z niedozwolonymi pestycydami spoza UE
Tak zdaje się uważać wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Zarzucił Unii Europejskiej, że nie przestrzega umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Łącznie na tym etapie prac odkryto dwie mogiły zbiorowe i jeden grób indywidualny.
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią