"Trzej byli ministranci, którzy twierdzą, że byli molestowani przez księży, założyli w Łodzi Zgromadzenie Pustelników Najświętszego Serca Jezusa" - twierdzi dziennik "Polska. - To mi trąci sektą - komentuje prof. Lew- Starowicz. Ktoś powinien pomóc tym mężczyznom - dodaje psychiatra Sławomir Wolniak.
Mówią o molestowaniu, jednak sprawy do prokuratury zgłaszać nie chcą, gdyż nie ufają organom ścigania. Twierdzą też, że "w swoich sercach przebaczyli prześladowcom". Zamierzają pomagać ludziom z podobnymi problemami. - Mamy pod opieką chłopców w wieku 15-18 lat. Reszta to mężczyźni około trzydziestki. Kontaktujemy ich z psychologami i psychiatrami. Wspólnie modlimy się, by nie utracili wiary. - tłumaczą. Zgromadzenie jest nielegalne, bo na prośbę o usankcjonowanie działalności zgromadzenia metropolita łódzki abp Władysław Ziółek odpowiedział negatywnie. - Jak władze kościelne nas nie uznają, zarejestrujemy świeckie stowarzyszenie - stwierdza jeden z mężczyzn. I zapowiada, że podobne zgromadzenia lada dzień zaczną działać w Krakowie, Warszawie i Częstochowie. Mieszkają w wynajętej willi, pracują lub studiują, pomagają w hospicjum. Urządzili w willi "kaplicę". W skrzynce, którą nazywają tabernakulum, umieścili prosforę, bułkę, którą rozdaje się w Cerkwi prawosławnej po nabożeństwach. Pełni dla nich rolę Najświętszego Sakramentu. Klęczą przed "swoją zbawczą hostią" godzinami. - pisze "Polska". W "Polsce" komentuje działalność grupy także psychiatra - Sławomir Wolniak. Zauważa on, że ofiary przemocy często same stają się agresorami. Obawia się też, aby mężczyźni nie mieli większych problemów psychiatrycznych. - Cierpienie w cichości i ofiarowanie dobra innym przypomina postawę Chrystusa. Jeśli skończy się na naśladowaniu Chrystusa, to nie ma powodu do obaw. Gorzej, gdyby prefekt zgromadzenia uznał, że jest Synem Boga - mówi. I dodaje, że ktoś powinien pomóc tym mężczyznom. Podobnego zdania jest dominikanin, o. Tomasz Alexiewicz. - Naśladowanie zachowań księży przez osoby świeckie może się dziwnie skończyć - mówi w wywiadzie dla dziennika "Polska" - Nie chcę tych ludzi oceniać, być jak pies ogrodnika, który zabrania innym działać. Ale ich działania mogą sprawić, że staną w opozycji do Kościoła. A wtedy ruch pomocy może się przerodzić w coś innego. Niekoniecznie sektę - precyzuje w odpowiedzi na pytanie dziennikarza. - Myślę, że ci panowie potrzebują pomocy. - dodaje - Jest taka zasada w psychologii, że im głębsza była trauma we wczesnym okresie życia, tym bardziej ten, kto jej doznał, sam potrzebuje terapii, zanim zacznie pomagać innym. Chodzi o to, żeby nie było to tylko odreagowywanie swoich emocji. Osobną sprawą jest to, z jakimi psychologami zgromadzenie kontaktuje chłopców potrzebujących pomocy - zauważa.
Po ogłoszeniu dekretów wszystkim tym osobom przysługuje tytuł Czcigodnych Sług Bożych.
Papież przestrzegł, że zaniedbanie pracy nad jednością byłoby „skandalem”.
Czy historyczne witraże, które przetrwały pożar, powinny ustąpić miejsca współczesnej sztuce?
Wiernych zobowiązano w zamian zazwyczaj do modlitwy za ojczyznę, o pokój na świecie, czy jałmużny.
Szef Komitetu Wojskowego NATO o wyzwaniach stojących przed tą organizacją.