Radosny znak sprzeciwu

Zauważa się tendencje do spychania wierzących na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Czy w tej sytuacji chrześcijanin ma z czego się cieszyć?

Człowiek powinien być dzisiaj dumny i szczęśliwy. Wszyscy upominają się o jego prawa. Koniecznie należy je zagwarantować, aby nigdy nie były naruszane. „Szczególne uznanie przez władze państwowe jakiejś wspólnoty nie może nigdy prowadzić do dyskryminacji.” – to zdanie, tylko w odniesieniu do wspólnot religijnych, wypowiedział na spotkaniu OBWE przedstawiciel Stolicy Apostolskiej. Bez wątpienia zaakceptują je najbardziej radykalni zwolennicy walki z dyskryminacją. Wystąpienie na konferencji OBWE dotyczyło swobody religijnej. Bardzo łatwo je sprowadzić do ochrony praw chrześcijan w krajach muzułmańskich czy Chinach, które ostatnio zabroniły wwozu „materiałów religijnych”. Ale może warto spojrzeć na te słowa też nieco inaczej. „Stolica Apostolska domaga się respektowania swobody religijnej każdego człowieka, aby nikt nie był zmuszany przez władze i presję społeczną do działania wbrew własnemu sumieniu.” A zatem swoboda religijna to przede wszystkim prawo, by mówić i działać w zgodzie z własnym sumieniem. To prawo każdego z nas. To również prawo do nazywania dobra dobrem i zła złem. Do starania się o takie przepisy prawne, które chronią prawa człowieka jako osoby. Każdego człowieka. „Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji (…) szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. (…) Zauważa się tendencje do spychania [wierzących] na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój.” Już słyszę oburzenie. Ale to nie moje słowa, to słowa Jana Pawła II z homilii w Skoczowie w 1995 r. Nic dziwnego, że papież w wywiadzie w książce „Przekroczyć próg nadziei” wspominał, że w czasie pielgrzymki w 1991 r. czuł się czasem jak persona non grata. Czy dziś chrześcijanin może się tak czuć? Z pewnością. Ale – jak mówi abp Nycz – jeżeli nawet ludzie wierzący czują się w tym świecie niepożądani, to nie wolno im przyjąć tej roli. Jesteśmy powołani by być w tym świecie i jeśli jest taka potrzeba, by być znakiem sprzeciwu. Czy w tej sytuacji chrześcijanin ma z czego się cieszyć? O biskupie Jeżu mówi się, że mimo iż często znajdował się w obliczu poważnych wyzwań, jego ostatnia odpowiedź zawsze brzmiała „radość w Bogu”. On sam mówił, że radość jest cnotą i trzeba o nią dbać oraz że nie lubi ponuraków - i w Kościele i w życiu. Warto go posłuchać. I być znakiem sprzeciwu też przez swoją radość. Radość, której w obecnym świecie nie ma.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
30°C Poniedziałek
dzień
31°C Poniedziałek
wieczór
28°C Wtorek
noc
21°C Wtorek
rano
wiecej »