Cała Polskę obiegła wiadomość o psie z zaszytymi oczodołami i wyrwanym odbytem. Znaleziono go rzekomo w przydrożnym rowie w Pszczynie. Okazało się, że sprawa nie miała się jednak tak, jak to było z początku przedstawiane.
Pracownice Fundacji „Zwierzęcia Arkadia” przyznają, że skłamały. Oto ich wczorajsze oświadczenie, w którym tłumaczą, dlaczego tak postąpiły:
„Szczerze mówiąc, nie wiem, od czego mamy zacząć. Przypłacamy to wszystko zdrowiem, a chciałyśmy jedynie pomóc psu.
Zaczynając od początku – pies został przez nas zabrany z Punktu Zatrzymań.
Otrzymaliśmy informację, będąc w pracy, że takowy pies znajduje się w Punkcie i że ma coś z oczami. Padło pytanie, czy zabierzemy go do weterynarza? Odpowiedziałyśmy, że zaraz przyjedziemy i go weźmiemy.
Dlaczego napisałyśmy, że pies był znaleziony w rowie? Ponieważ bałyśmy się, że już nigdy nie będziemy mogły tam wejść (i zapewne tak będzie) i pomagać psom, które się tam znajdują, że już nigdy nie zobaczymy Agriego, Tajgi, Maxa, Jumbo i całej reszty. DLATEGO POMINĘŁYŚMY TEN FAKT. Bo każdy pies który trafia do Punktu ma 2 tygodnie kwarantanny i w tym czasie nie możemy zabrać psa stamtąd, a tego psa TRZEBA BYŁO ZABRAĆ, BO NIE NADAWAŁ SIĘ, ABY PRZEBYWAĆ W TAKICH WARUNKACH, W WARUNKACH SCHRONISKOWYCH!
Tak, przyznajemy się, że psa po prostu zabrałyśmy. Zabrałyśmy go, nie pytając nikogo o zgodę.
Mając psa na rękach, byłyśmy przerażone widokiem.
Zabrałyśmy go do lecznicy w Pszczynie.
NIE WIEDZIAŁYŚMY, ŻE KTOŚ GO WCZEŚNIEJ OPATRZYŁ (oczywiście pomijam fakt jak, zresztą widać), BO NIE OTRZYMAŁYŚMY TAKIEJ INFORMACJI.
Psa sobie nie narysowałyśmy, nie został wymyślony.
Pies jest – w stanie, w jakim pokazują zdjęcia.
Pies w takim stanie powinien dalej przebywać w lecznicy, a nie być odwieziony i wsadzony do kojca. Decyzję podejmował tutaj weterynarz który go szył.
Nie pracownicy, ani dyrekcja.
Ale oczywiście o tym wszystkim dowiedziałyśmy się dopiero dzisiaj.
Jeżeli chcecie, możecie nas teraz opluwać, kopać i wyzywać. My chciałyśmy pomóc psu, bo karygodne byłoby zostawienie go w takim stanie w takim miejscu.
Kłamstwem z naszej strony było tylko to, że został znaleziony w rowie. Cała reszta jest oczywiście faktem.
Może zrobiłyśmy źle, ale proszę nam wierzyć, że działamy tam już kilka lat, znalazłyśmy nowe, wspaniałe domy ogromnej ilości psów z tamtego miejsca. Ciągle walczymy o to, aby uniknąć wywozu psów do Mysłowic, bo Punkt jest tylko miejscem tymczasowego pobytu tam psów, jeżeli wszystkie miejsca się zapełnią, to psy trafiają do schroniska w Mysłowicach.
Kto nas zna, obserwuje nasze działania od kilku lat (najpierw jako osoby prywatne, od lipca 2012 jako Fundacja), ten wie, jakie walki prowadzimy o to, aby psy nie zostały wywiezione.
Siedzimy i ryczymy, pisząc to oświadczenie, bo nasza droga do pomocy psom w Punkcie prawdopodobnie jest już zamknięta, a Punkt jest obecnie przepełniony, więc zapewne psy pojadą do Mysłowic.
One zapewne nadal będą czekać na spacer z nami, na ciepłe jedzonko, przysmaki...
Mam nadzieję, że osoby, które to przeczytają na spokojnie, zrozumieją, dlaczego tak postąpiłyśmy.
Oczywiście, od lecznic, w których był Tobi, wystąpimy o stosowne dokumenty, w jakim stanie pies został przywieziony, co zostało zrobione i dlaczego (piszę tu o lecznicy i klinice, do których my psa zawiozłyśmy), co zostanie przez nas zeskanowane i upublicznione.
Nasze działania nie miały na celu chęci zarobku, zrobienia reklamy Fundacji, itd. Od początku to powtarzałyśmy.
Jeżeli ktoś czuje się oszukany i chce zwrotu wpłaconych pieniędzy – proszę o priv, zwrot zrobię.
Ale informuję raz jeszcze, że nasze działania miały na celu pomoc psu, bo chyba nikt normalny, przy zdrowych zmysłach nie zostawiłby psa w takim stanie w warunkach schroniskowych.
Nadal w dalszym ciągu nie wiemy, co mogło być przyczyną takiego stanu psa. Dowiedziałyśmy się, że weterynarz, który go szył, stwierdził, że pies był po wypadku. Czy to prawda? Nie wiemy.
Pytanie: Dlaczego weterynarz odesłał psa do Punktu w takim stanie? Dlaczego pies musiał mieć usuwaną gałkę oczną, a drugą rozszytą i zszytą ponownie? Dlaczego musiała być zrobiona plastyka ogona i odbytu oraz usunięte dwa kręgi? Dlaczego z ogonka lała się ropa, śmierdziało przeokrutnie i musiał mieć założone dreny?
A teraz niech się dzieje co chce, nasze psychiki są na skraju załamania.
Jeżeli chodzi o Tobiego, będzie nadal leczony, po opuszczeniu kliniki mamy dla niego dom tymczasowy w Sosnowcu, a potem oczywiście będziemy mu szukać nowego domu.
Aleksandra Gruszczyńska
Klaudia Szypuła”
Usługa "Podpisz dokument" przeprowadza użytkownika przez cały proces krok po kroku.
25 lutego od 2011 roku obchodzony jest jako Dzień Sowieckiej Okupacji Gruzji.
Większość członków nielegalnych stowarzyszeń stanowią jednak osoby urodzone po wojnie.