Kamienie i sądzenie

Miłosierdzie nie znaczy, że musi być miło.

Jak pokazuje życie, nie trzeba znać Pisma Świętego, żeby je cytować. A nawet fajnie jest nie znać, bo się wtedy nie trzeba przejmować ani wiernym przytoczeniem, ani kontekstem. Jest kilka takich fragmentów, które ludzie powtarzają tym chętniej, im słabiej wiedzą, o co tam chodzi. Jeden z najpopularniejszych kawałków to: „Nie rzucajcie we mnie kamieniami” (albo jakoś podobnie). Znaczy to: „Odczepcie się, mam prawo do szczęścia, co was to obchodzi”. Kamienie zazwyczaj oznaczają tu prostą krytykę albo nawet delikatną uwagę.

Użytkownicy apelu o nierzucanie kamieniami nie zwracają uwagi na drobny szczegół: autorem słów „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” jest Jezus i mówi to o kobiecie, która rzeczywiście popełniła ciężki grzech. Ta kobieta wie, że zrobiła coś złego, i nie mówi: „Nie rzucajcie we mnie”. To Jezus mówi o niej, a nie ona o sobie. Jezus ją ocala, ale od razu wskazuje: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. A przecież powinien był powiedzieć: „Wracaj w pokoju do swojego partnera”. Więc co to za jakieś „nie grzesz”? Co za sądzenie?

O właśnie: „Nie sądźcie”. To kolejny tekst stosowany jako tarcza i maczuga. Wystarczy stwierdzić fakt, wykazać błąd – i to nawet niekoniecznie pod konkretnym adresem – żeby oberwać zarzutem, że się „sądzi”. Cudzołóstwo to grzech? – Ooo, nie sądźcie. Aborcja to zabójstwo? – Nie sądźcie. Małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety? – Nie sądźcie. Kobieta to nie mężczyzna, mężczyzna to nie kobieta? – Nie sądźcie. Powiesz coś w rodzaju: „In vitro to krzywda”, a już odzywa się chór amatorów tego procederu, gotowych cię podać do sądu za to, że ich „sądzisz”. Bo przecież „nie sądźcie”.

Po niedawnych swoich tekstach w obronie nierozerwalności małżeństwa otrzymałem sporo apeli o „niesądzenie”, wzbogaconych stwierdzeniami, że jestem „zapyziałym doktrynerem” i „zżeranym pychą nielitościwym inkwizytorem”. Rzecz jasna takie epitety nie są osądzaniem, gdzieżby znowu.

Słów Chrystusa powszechnie używa się nie dla własnego rachunku sumienia, lecz do rachowania sumienia komuś innemu. Służą do wybielania siebie i obsmarowywania sprawców wyrzutu sumienia. Ciekawe, że belkę w oku (bo i tego obrazu chętnie się używa) zawsze obowiązkowo ma adwersarz.

Dziś, jak się zdaje, jest już tylko jeden grzech: sprawić komuś dyskomfort. Ma być miło – i to jest miłosierdzie. Bóg jest miłością? Aha, czyli przytulaczek taki, ti, ti, ti.

Przed laty krewnej bliskiej mi osoby (powiedzmy Joli) powiesił się jej kolejny konkubent. Nieco później ta kobieta zadzwoniła przerażona, bo u niej „coś zaczęło straszyć”. Na to Jolę wzięło na litość i zaczęła mówić o tym, że Bóg przebacza, że jest miłosierny – takie rzeczy. Gdy powiedziała o tym kierownikowi duchowemu, wybitnemu kapłanowi, usłyszała ostre słowa: „Zmarnowałaś szansę, żeby do tej kobiety coś dotarło! Zagłaskałaś ją!”.

Gdy Ewa zaniepokoiła się, że po zerwaniu owocu mogą z Adamem umrzeć, usłyszała od węża: „Na pewno nie umrzecie”. Cóż – uspokajające to było na pewno. Ale czy miłosierne?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • Jerzyk
    28.04.2014 11:32

    Żeby to jakoś zakończyć, napiszę co dziś rano, modląc się w tej intencji na Eucharystii dostałem.

    Zwracanie uwagi komuś, to bardzo stara historia. Zaczęła się już w raju i ma swoje korzenie w złym czynie, którego dopuścili się pierwsi ludzie.
    Pierwszy zrobił to Adam, zwracając uwagę Bogu i oskarżając tym samym Boga, że to Bóg jest przyczyną zła, które się stało.

    - "«Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem»" Rdz.3;12.

    Adam mówi wyraźnie,
    - To ty Boże postawiłeś przy mnie tę niewiastę.
    - To ta którą Ty Boże mi dałeś jest powodem tego co zrobiłem.
    Można by jeszcze dodać kila uwag - oskarżeń, w/g uznania.

    Nie jesteście chyba, moi drodzy adwersarze, aż tak naiwni by sądzić że Bóg nie wiedział gdzie jest Adam i co Adam zrobił.

    - Bóg jednak nie oskarża Adama za jego czyn.

    Bóg jak przystało na dobrego Ojca z miłością, z troską woła Adama.
    Bóg nie chcąc Adama pogrążać woła,

    - "«Gdzie jesteś?»" Rdz.3;9.

    Choć Bóg wiedział dokładnie jak i co się stało, z troską mówi do Ewy,

    - "«Dlaczego to uczyniłaś?»" Rdz.3;13.

    Jedyne złe Słowo Bóg kieruje do sprawcy wszelkiego zła,

    - "«Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych;
    na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia.
    Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,
    pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:
    ono zmiażdży ci głowę,
    a ty zmiażdżysz mu piętę»"
    Rdz.3;14-15.

    - Bóg daje jednocześnie rozwiązanie tego co się stało.

    Bóg jednocześnie zapowiada, że z niewiasty narodzi się ten, który pokona i zniszczy złego.

    Jak więc widzicie moi drodzy adwersarze, już od początków dziejów ludzkich Bóg z miłością troszczy się o swoje stworzenie, niezależnie od tego co zrobiło.

    - Miłość Boga jest o wiele większa od największego nawet grzechu.

    - Nigdy grzech nie może kierować postępowaniem Boga, nie może kierować Bogiem.

    - A wy sugerujecie, że należy się kierować złym czynem bliźniego i powiedzieć mu jak należy co zrobił.

    - Czyżby Bóg nie wiedział co ma robić?

    Zamiast pokazywać złe czyny, zamiast łajać jak należy, zamiast oskarżać,

    - Co robi Bóg?

    Na grzech świata, na wszelkie zło, Bóg odpowiada nieskończoną miłością.

    - "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne." J 3:16 bt

    - "aby każdy, kto w Niego wierzy,"

    A nie np. ten który wysłuchał o tym co robi złego, lub jakieś inne uwagi.

    Jezus wyraźnie pokazuje, że nie musi tego robić, ale chce, bo kocha,

    - "Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca".

    J.10;17-18.

    Nie chcę tu powiedzieć, że nie trzeba pokazywać źródła naszych niepowodzeń, źródła złych czynów, jak niektórzy nie wiem dlaczego mi to zarzucają.
    - Należy.
    Należy jednak robić co potrzeba w odpowiedniej kolejności.

    Pokazując komuś już na początku zło które czyni, niejako atakujemy go. Odruchem każdego człowieka w takiej sytuacji jest obrona.
    Różnie może się to objawiać. Od lekceważenia, przez kąśliwą uwagę, aż do mocnej agresji.
    Jak by jednak nie było, człowiek taki jest już dla nas(często także dla Boga) stracony.

    - Czy o takie coś chodzi ludziom, którzy uważają się za wierzących?
    - Czy chodzi o to aby ludzie omijali kościół, abyśmy ich zrażali?

    - Każdy zły czyn człowieka, to rana na jego duchu.
    Jak zrobię coś złego, nawet jak nikt nic nie widzi, to przecież ciało mam nadal w porządku, a jednak boli.
    - Co boli?
    Jak zrobię coś dobrego, nawet jak nikt nie widzi, mam radość.
    - Co się raduje?
    Wyraźnie widać, że człowiek, który robi źle, jest niesamowicie poraniony.

    - Czy takiemu człowiekowi należy dodać bólu, rozdrapując jego rany, pokazując mu to co narobił?
    - Czy może należy najpierw go opatrzyć?

    - Co o tym sądzicie?
    - Jak to robił Bóg?
    - Jak pokazał to Jezus?

    Ja uwierzyłem Jezusowi i uczniom Jezusa których do mnie posłał. Byli to wspaniali kapłani z Polski i różnych stron świata.

    Każdy z nas swoje poglądy gdzieś dostał.
    - Tak samo było w czasach Jezusa.
    W czasach Jezusa, ci do których Jezus kierował ostre słowa, byli ludźmi uważanymi powszechnie za "sprawiedliwych". Byli niejako wyrocznią. To oni ustalali zasady, rozstrzygali spory, sady, ich zdanie było obowiązującym Prawem.
    - Do takich ludzi Jezus kierował ostre słowa.
    - Do zwykłego grzesznika, nawet najgorszego, Jezus nigdy nie powiedział złego słowa.

    Swoim uczniom Jezus nakazał głosić dobro, aby dobra było coraz więcej.
    Św.Paweł z ewangelizował prawie cały basen morza Śródziemnego. Gdyby zaczął od,
    - Ludzie, wszystko co robicie, w co wierzycie jest złe...
    Nie wiem kto by go słuchał.
    Św.Paweł głosił, pokazywał miłość tego, który za zło, za grzechy świata oddał swoje życie.
    - Pokazywał Boga, którego miłość jest większa od największego grzechu.
    Do takiego Boga ludzie chcieli należeć, modlić się.
    Kiedy byli gotowi pokazywał im złe czyny i co robić, aby z nich wyjść.
    - Pokazywanie samego grzechu, bez pokazania drogi wyjścia, nie daje nic dobrego.
    Często nawet pogrąża człowieka jeszcze bardziej.
    Jezus przyszedł pomóc grzesznikowi i nam to zadanie także zlecił.
    W spowiedzi Bóg wyciąga rękę do grzesznika.
    Są tacy, którzy po "spowiedzi" odeszli z kościoła.
    Św.Augustyn powiedział,
    - "Kochaj i rób co chcesz"
    Kto naprawdę kocha, nie zrobi źle.
    - Bóg jest miłością, pisze Św.Jan.

    - Naśladujmy Jezusa.

  • Mira
    28.04.2014 15:13
    Przeczytałam i widzę, że @Okrój i @Jerzyk są siebie warci.
  • Joz
    29.04.2014 07:57
    Ohoho, w nocy ktoś popracował nad ciasteczkami i oto po tygodniu zdecydowanych minusów dla Jerzyka, zrobił się dla niego wynik dodatni. To musiało kosztować trochę czasu, co?
  • Bronak Kamarołski
    29.04.2014 14:06
    @Jerzyk
    Chełpiąc się przynależnością do wspólnoty ewangelizacyjnej, podnosisz swój autorytet ale tylko i wyłącznie we własnych oczach. W Kościele Katolickim nazywa się to pychą.
    Po drugie. Jesteś tak zaślepiony (żeby nie użyć określenia - zindoktrynowany), że nie dociera do Ciebie przesłanie felietonu red. Kucharczaka. Próby wyjaśnienia Ci błędów w logice Twojego myślenia (a raczej bezmyślności) kończą się tym, że zaczynasz wycierać buzię cytatami z Pisma Świętego i innych świętych. Świadczy to o Twojej niedojrzałości emocjonalnej (ale to sprawa konsultacji psychologicznej, którą Ci zalecam), nie wspominając o braku szacunku zarówno do Biblii jak i świętych.
    Nie ma Tobie miłości, bo zajmuje ją nadgorliwość neofity, którą starał się swego czasu Tobie wyjaśnić, Twój kapłan we wspólnocie (zapewne zaraz mi zarzucisz, że nigdzie tak nie napisałeś...). Jestem pewien, że opacznie zrozumiałeś jego połajankę a raczej nic z niej dobrego nie wyciągnąłeś dla siebie. Bo to, przed czym ostrzegała Cię ta osoba (kimkolwiek jest) jej chodziło o to, żebyś głosząc Jezusa, nikogo nie ranił. Ty natomiast wchodząc tu, walisz obelgami na prawo i lewo cynicznie chowając się za autorytetem Jezusa. A fuj Jerzyku...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    1 2 3 4 5 6 7
    8°C Wtorek
    noc
    6°C Wtorek
    rano
    7°C Wtorek
    dzień
    8°C Wtorek
    wieczór
    wiecej »