Hitler też niech żyje

W niebie są nie ci, co mało grzeszyli, ale ci, którzy za wszystkie grzechy żałowali.

Tydzień temu poszła wieść o śmierci Wojciecha Jaruzelskiego. Ależ radość wybuchła w środowiskach „patriotycznych”! Wielu internautów życzyło mu piekła. Potem okazało się, że generał jednak żyje (i żyje jeszcze, gdy to piszę), ale jest w ciężkim stanie. Napisałem wtedy na stronie gosc.pl, że sporo ludzi powołujących się na wartości chrześcijańskie zupełnie nie łapie, o co chodzi z tym chrześcijaństwem. Bo chodzi o to, żeby Wojciech Jaruzelski był zbawiony. Jest to zgodne z pragnieniem Boga, żeby wszyscy ludzie byli zbawieni. Jeśli dusze giną, to m.in. dlatego, że, jak powiedziała Maryja w Fatimie, nie ma nikogo, kto by się za nie modlił i ofiarował.

No przepraszam was, „konserwatyści”: jaki to sukces widzicie w tym, że ktoś wyląduje w piekle? Macie satysfakcję z tego samego, z czego chce mieć satysfakcję diabeł? To taka radość, że człowiek odkupiony drogocenną Krwią Chrystusa przepada na zawsze?

Po moim tekście „Wojciech Jaruzelski niech żyje” pytano mnie retorycznie, czy chciałbym, aby Hitler też żył wiecznie. Ależ oczywiście! Chciałbym go spotkać w niebie razem z jego ofiarami. I Stalina też, i wszystkich możliwych łajdaków świata. Tego chce przede wszystkim Jezus. On już wszystkim wysłużył przebaczenie i teraz tylko osobiste nawrócenie jest potrzebne, żeby je przyjąć. Jest nadzieja, że wielu, pod wpływem ostatniej łaski (może przez kogoś wymodlonej), odwołuje się do miłosierdzia Bożego na samym progu wieczności. A trzeba jeszcze i to uwzględnić, że nasza „sprawiedliwość”, tych wszystkich dumnych z tego, że nie są Jaruzelskimi czy Urbanami, jest nic nie warta. Bo, jak mówi Izajasz: „Wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata” (Iz 64,5).

Żadne winy ludzi nie są tak wielkie, żeby nie mogło ich zgładzić Boże miłosierdzie, ale też żadne dobre czyny nie są dość dobre, żebyśmy sobie na Boże miłosierdzie zasłużyli.

Zawsze mnie to niepokoiło: jaka w tym moja zasługa, że mam życiorys Franciszka Kucharczaka, a nie, na przykład, Pol Pota? To, że się urodziłem i wychowałem w rodzinie chrześcijańskiej, i że trafiłem do środowiska, które pomogło mi oddać życie Jezusowi, to żadna moja zasługa, raczej zobowiązanie i zadanie niż powód do nagradzania.

Bóg dopuścił, że w naszą historię wszedł Wojciech Jaruzelski, zdrajca swojego narodu, sługa Imperium Zła. Ale też jeden z nas, nasz brat grzesznik. Należało się sprzeciwiać temu, co robił, tak jak teraz należy się sprzeciwiać planom genderystów i innych nihilistów. Ale jednocześnie trzeba im wszystkim dobrze życzyć – żeby trafili do nieba. A gdy tam trafią, gorąco podziękują tym, którzy w imię Jezusa pokrzyżowali ich inspirowane przez Złego plany. I będą już zupełnie innymi ludźmi, bo będą wreszcie sobą, a nie marionetkami diabła w narzuconych im przezeń maskach i rolach.

Wojciech Jaruzelski jest u kresu swojego życia i ogląda fiasko wszystkiego, na co postawił. I teraz jest moment, żeby mu pomóc. Ale nie złorzeczeniem, lecz przebaczeniem. I szczerą modlitwą. A może się kiedyś okazać, że pomogliśmy także sobie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
22°C Sobota
rano
26°C Sobota
dzień
26°C Sobota
wieczór
21°C Niedziela
noc
wiecej »