"Przez pamięć, jak na ekranie, przesuwają się okropne sceny działdowskiego piekła, na które w 1941 roku patrzyłyśmy własnymi oczyma... Opowiadanie o nich to jak ogień malowany w porównaniu do ognia rzeczywistego" - wspominała w 1967 roku siostra Honorata Szwarc, kapucynka, była więźniarka obozu Soldau w Działdowie.
Hitlerowcy nie ukrywali przed zakonnicami swojego okrucieństwa wobec kapłanów. Pewnego dnia, gdy siostry ustawiły się w kolejce po kawę, ktoś otworzył drzwi do celi księży i siostry ujrzały ich stojących w rzędzie. "Na pierwsze gwizdnięcie Niemca – zanotowała kronikarka – księża klękali, na drugie padali twarzą na ziemię, a na trzecie musieli szybko powstać. Młody esesman chciał pochwalić się swoimi »zdolnościami«, bo gwizdał długo, a kapłani padali na kolana, na twarz i powstawali... Niemcy widzieli, że patrzymy na tę poniewierkę stanu kapłańskiego, którą tym razem specjalnie dla nas urządzili. Nigdy nie zapomnimy szyderczych uśmiechów esesmanów ani tej pełnej godności postawy znieważanych kapłanów. W twarzach ich widoczne było tak wielkie skupienie. To była ich ofiara, połączona z wielką ofiarą Boga-Człowieka".
Duchowni w lagrze, oprócz fizycznego i moralnego upokorzenia, głodu i ciągłego lęku, doświadczali wyczerpującej bezczynności. Regulamin obozowy nakazywał im siedzieć całymi dniami w celach z rękoma wyciągniętymi na kolanach, z tułowiem wyprostowanym i przywartym do ściany lub w pozycji stojącej, z rękami wzniesionymi i opartymi o ścianę przed sobą. Ręce omdlewały im z wysiłku lub bezruchu, ale "wacha" zaglądał często do celi, sprawdzając, czy regulamin jest przestrzegany. Jeśli coś mu się nie podobało, wpadał do środka i bił ich ostrym rzemieniem, gdzie popadło.
Mimo to księża starali się służyć siostrom w takim wymiarze, jaki był możliwy, na przykład udzielając rozgrzeszenia, co było wielką pomocą w walce o zachowanie dyscypliny ducha. Wystarczyło przy przelotnym spotkaniu z pasjonistą lub innym księdzem nieznacznie uderzyć się w piersi i wzbudzić żal. Ten gest zastępował słowną prośbę o rozgrzeszenie. Widząc go, każdy kapłan natychmiast udzielał absolucji [rozgrzeszenia], ukradkowo kreśląc znak krzyża. Było to tajne obozowe duszpasterstwo kapłanów męczenników. Siostry przy każdej okazji korzystały z tej łaski.
Kapucynki widywały biskupa Leona Wetmańskiego biegającego razem z innymi księżmi więźniami po placu. Raz zauważyły go przez uchylone drzwi do jego celi, gdy czekały w kolejce po zupę. Spojrzał wówczas wymownie na siostry, pobłogosławił je i schował się w głąb pomieszczenia. Na jego twarzy widać było krwawiącą szramę.
Jeden raz widziały też arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego. Siostra Kolumba odnotowała to spotkanie w swoich zapiskach: "Jeszcze za życia ks. arcybiskupa (musiał to być początek maja) wracałyśmy z ubikacji. Żandarm wtedy się pomylił i wyprowadził nas najpierw, a potem dopiero księży, tak że gdyśmy wracały parami, naprzeciw nas, po prawej naszej stronie, szli parami księża. Oni pewnie nam się przyglądali, byłyśmy przecież w habitach, więc wiedzieli, kim jesteśmy, ale ja się krępowałam to uczynić, tylko zerknęłam okiem na koniec szeregu i zobaczyłam ks. arcybiskupa, jak szedł w ostatniej parze, w środku, między dwoma księżmi, ubrany w długi czarny tużurek. Jeszcze miał siłę iść".
Strażnicy znęcali się nad sędziwym ordynariuszem płockim w szczególny sposób. Pewnego dnia wyprowadzili arcybiskupa Nowowiejskiego na dziedziniec obozu i na oczach współwięźniów pędzili go biegiem do latryny i z powrotem. Gdy wreszcie zmęczony hierarcha przewrócił się w błoto, zerwano z jego szyi krzyż i kazano go podeptać. On jednak pochylił się i z szacunkiem ucałował krzyż, za co został przez hitlerowców pobity i skopany. Zmarł z wycieńczenia, prawdopodobnie 28 maja 1941 roku. Jako przyczynę śmierci Niemcy podali uwiąd starczy. Dziś prawdziwych okoliczności możemy się tylko domyślać. Nie wiadomo nawet, gdzie zostały złożone jego doczesne szczątki, ale najprawdopodobniej w jakimś wspólnym dole ze zwłokami zmarłych w lesie pod Białutami.
"Po rannej kawie, 28 maja, siostra Izabela Mikucka – pisały kapucynki – przechodząc korytarzem, spotkała ks. Adama Zaleskiego, który w przejściu szepnął jej: »Ksiądz arcybiskup umarł«. Siostra Izabela zdążyła zapytać jeszcze: »Kiedy?«. Ksiądz odpowiedział: »Dzisiaj«. To samo słyszała stojąca obok siostra Anna Kryszczak". Od tej chwili siostry modliły się za duszę zmarłego swojego arcypasterza i ojca diecezji.
Biskup Leon Wetmański również zmarł w Działdowie. Jako datę jego śmierci podaje się oficjalnie 10 października 1941 roku. Dotąd nie udało się ustalić miejsca pochówku tego męczennika.
13 czerwca 1999 r. obaj biskupi płoccy wraz z 106 innymi męczennikami II wojny światowej zostali w Warszawie beatyfikowani przez Jana Pawła II.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Krajewski: podpisano rozporządzenie o zakazie importu żywności z niedozwolonymi pestycydami spoza UE
Tak zdaje się uważać wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Zarzucił Unii Europejskiej, że nie przestrzega umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Łącznie na tym etapie prac odkryto dwie mogiły zbiorowe i jeden grób indywidualny.
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią
Zdecydowała o tym KE pomimo zaskarżenia umowy przez PE do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Polacy po 65. roku życia spędzają mniej lat w dobrym zdrowiu niż przeciętny mieszkaniec UE.