Kłopot z zadośćuczynieniem

Przestać czynić zło to często jeszcze za mało.

Zaskoczyła mnie ostatnio pewna argumentacja, mająca służyć uzasadnieniu dopuszczania do Komunii rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Chodziło mniej więcej o to, że ktoś, kto w takim związku żyje nie popełnia dziś grzechu. Grzech – zdaniem argumentującego – został popełniony dawniej. Ergo – nie ma powodu, by płaczącego nad swoim dawnym życiem nie rozgrzeszyć i pozwolić przystępować do Komunii. Tak, ta argumentacja mocno mnie zaskoczyła. Bo nie przypuszczałem, że do tego stopnia zapominają dziś niektórzy o potrzebie naprawiania wyrządzonego zła. I o tym, że korzystanie z owoców dawnego grzechu, choć nie dziś się ten grzech popełnia,  jest co najmniej moralnie podejrzane.

Koniecznie trzeba wyjaśnić w tym miejscu, że trudno nazwać korzystaniem z owoców grzechu wychowywanie poczętego wskutek grzechu dziecka.  To człowiek, nie jakaś „korzyść”, choć niewątpliwie może przynosić wiele radości, a  na starość być wsparciem.  Chodzi o korzyść „nieosobową”.  A sprawa naprawienia wyrządzonego zła i co najmniej zaprzestania korzystania z owoców grzechu jest jednak ważna nie tylko w kontekście szóstego przykazania. I mam wrażenie że w tych innych kontekstach bywa mocno lekceważona. Co skutkuje niezauważeniem tej potrzeby także wtedy, gdy chodzi o przykazania szóste.

Wiadomo na przykład, że ukradzione trzeba oddać. Kto nie ma zamiaru tego zrobić albo, po uzgodnieniu ze spowiednikiem, jakoś inaczej naprawić tej krzywdy, nie powinien dostać rozgrzeszenia. Na ile zasada ta jest znana i przestrzegana trudno mi powiedzieć. I czyn i zadośćuczynienie skrywa tu najczęściej tajemnica. Już jednak w innej kwestii – konieczności odwołania oszczerstwa i naprawienia wynikłych z niego szkód – widzę dość wielkie lekceważenie tego obowiązku. Nie no, nikogo nie spowiadam. Ale widzę, co ludzie o innych wypisują i słyszę, co mówią. Na sprostowania zdecydowanej większości takich ewidentnie fałszywych oskarżeń jakoś nigdy jeszcze nie natrafiłem. Zazwyczaj sprawa pokrywa się kurzem zapomnienia, a winny czuje się usprawiedliwiony tym, że choć przecież nie może swoich tez udowodnić, to przecież nikt nie udowodnił też, że było inaczej. I tak powoli za pewnik w części społeczeństwa zaczynają uchodzić tezy z gruntu fałszywe. Winni sprawy żyją sobie spokojnie, za nieprawdziwie oskarżonymi ciągnie się smród....

W sprawie kradzieży i oszczerstwa ewidentnie widać, że samo zaprzestanie złego, grzesznego postępowania, to jeszcze za mało, by mówić o prawdziwym nawróceniu. Podobnie jest jednak w wielu innych sytuacjach. Mąż przestał bić żonę? Ano chwalebne. Tylko nie wiadomo czy to dlatego, że naprawdę wyrzekł się tego sposobu postępowania, czy dlatego, że póki co żona umiejętnie schodzi mu z drogi. Taka żona cały czas żyje w strachu, że za chwilę znów się zacznie, prawda? I to ma być powrót do normalności? Albo mobbing  w pracy. To, że mobber po osiągnięciu swojego celu zaprzestał dalszych działań nie znaczy, że gdy jego ofiara zacznie wychodzić z kąta znów ich nie użyje.

Zło nie kończy się z chwilą, gdy winny przestał. Trwa tak długo, jak długo trwa chory, wytworzony przez zło układ, pozwalający winnemu czerpać zysk z popełnionego zła. Czy to będzie kradzież, czy oszczerstwo, czy cudzołóstwo czy też inne grzeszne działania. Bez tego dojdziemy do absurdu oskarżania o zło ofiary, która szuka sprawiedliwości, a wychwalania oprawcy, który wprawdzie z czynienia zła (na chwilę) zrezygnował, ale ciągle trzyma je w zanadrzu, gotowe w każdej chwili do użycia, gdy sprawy pójdą nie tak, jak sobie obmyślił. 

Niestety,  o tym wszystkim chyba zbyt często się zapomina. A w winnych rodzi się przeświadczenie, że nieetyczne środki do osiągania swoich celów to nie problem, bo wystarczy po ich użyciu powiedzieć, że się żałuje i już wszystko w porządku. Ale tak nie jest. I trzeba o tym pamiętać.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gość
    20.05.2018 14:54
    A co ma wspólnego dyscyplina doktrynalna z duszpasterskimi rozwiązaniami. Dlaczego szuka Pan związku przyczynowo-skutkowego? Przecież to całkiem inaczej funkcjonuje.
  • tomak
    21.05.2018 21:52
    Teologiczna wiedza na temat grzechu tak bardzo została zapomniana w Kościele, że mówi się jedynie o grzechach jako pojedynczych aktach, tzn. że istnieją one w momencie ich popełniania. A to nieprawda! Zapomina się o trwaniu w grzechu. Rozwodnicy w ponownym związku po prostu trwają w grzechu i nie podejmują żadnej takiej decyzji, by przestać w nim trwać. To jest tragedia dzisiejszej teologii moralnej dotyczącej nauczania o grzechu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    17°C Piątek
    wieczór
    15°C Sobota
    noc
    11°C Sobota
    rano
    15°C Sobota
    dzień
    wiecej »