Cuda z Michigan

Detroit powoli wraca do życia. Z naciskiem na „powoli”. To i tak bardziej optymistyczne niż ogłoszona przed laty sekcja zwłok dawnej perły Ameryki.

Stolica nędzy

W latach 50. XX w. Detroit tętniło życiem. Masowa produkcja samochodów najbardziej znanych w świecie marek, przynosząca gigantyczne zyski i miastu, i całej amerykańskiej gospodarce, dawała poczucie stabilizacji i bogactwa, które nie może mieć końca. Tutaj produkowano też samoloty, czołgi i amunicję, dzięki którym aliantom udało się pokonać hitlerowskie Niemcy w II wojnie światowej. Wraz z upadkiem przemysłu spadała wartość nieruchomości i miasto stopniowo traciło dochody. Kolejnym elementem domina były – spowodowane rosnącą przestępczością – masowe przeprowadzki najbogatszych mieszkańców na przedmieścia. Efektem tej emigracji z centrum był coraz mniejszy wpływ podatków do kasy miasta. Liczba ludności, która w latach 50. wynosiła prawie 2 mln, spadła do 700 tys. w pierwszej dekadzie XXI w. To drastycznie odbiło się na budżecie miasta – nie miał kto płacić podatków, to i wydatki publiczne spadły do minimum. A nawet jeszcze niżej, bo w pewnym momencie mieszkańcy miasta zostali pozbawieni również wywozu śmieci czy oświetlenia ulic. Po ogłoszeniu bankructwa liczbę osób żyjących w skrajnej nędzy oceniano na blisko 40 proc.! Kategoria „skrajnej nędzy” nie obejmuje jednak tych, którzy żyli już na granicy – stąd masowa emigracja, ale też fala samobójstw i rosnącej przestępczości. Widocznym gołym okiem objawem upadku przemysłu stały się opustoszałe fabryki i domy. Dziś Detroit jest jednym z najniebezpieczniejszych amerykańskich miast – przoduje zwłaszcza w statystykach dotyczących zabójstw. W parku w centrum metropolii w 2010 r. (a więc dwa lata po ogłoszeniu bankructwa) dokonano prawie 2 tys. napadów ze skutkiem śmiertelnym.

Pułapki dobrobytu

Gdy przyszedł czas na refleksję, co doprowadziło do tak spektakularnego krachu, pojawiały się różne odpowiedzi. Jedni obwiniali rządzącą miastem od pół wieku Partię Demokratyczną; zarzucano jej, że swoimi socjalistycznymi pomysłami na uzdrowienie gospodarki doprowadziła miasto do ruiny. Demokraci i grzejące się pod ich płaszczem rozpasane związki zawodowe firm motoryzacyjnych w ciągu kilkudziesięciu lat wyciągnęli od państwa miliardy dolarów, które zamiast uratować przemysł, de facto utopiły się w gąszczu biurokracji. Ale i szefowie koncernów samochodowych nie sprawiali wrażenia, że wiedzą, co się dzieje. LeDuff w swojej książce wspomina wizytę dyrektorów trzech największych potęg motoryzacyjnych w amerykańskim Kongresie. Senacka komisja przesłuchiwała ich w związku z planami dofinansowania upadających koncernów przez rząd federalny (rzecz niedopuszczalna dotąd w USA). Panowie nie dość, że przylecieli do stolicy każdy swoim prywatnym odrzutowcem (co już wizerunkowo było klapą), to jeszcze nie potrafili odpowiedzieć na pytania senatorów, jak zamierzają zrealizować program naprawczy i jak planują wykorzystać przyznane im miliardy dolarów pomocy. Inni jednak obwiniali nie tyle demokratów, nie tyle związki zawodowe i samych zarządzających koncernami, ile całą strukturę rozwoju miasta i zatrudnienia. Najbardziej przenikliwi analitycy już 50 lat wcześniej alarmowali, że postawienie tylko na jedną gałąź przemysłu, bez stworzenia silnej alternatywy, może źle się skończyć. Choć nawet oni nie przewidzieli, że może to się skończyć aż tak boleśnie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
17°C Poniedziałek
noc
14°C Poniedziałek
rano
20°C Poniedziałek
dzień
21°C Poniedziałek
wieczór
wiecej »