Zamknięte? Jakiś czas potem przyjrzałam się dokładniej cmentarnemu ogrodzeniu.
Rozpędziłam się trochę. Napisałam poprzednio, że same słoneczne dni to susza murowana. Przecież może padać czy nawet solidnie lać w nocy, a od rana słoneczko… W wielkanocny pandemiczny czas, jakoś wcale padać nie chciało. Nawet w nocy. A tu zakaz wejścia do lasów, parków i cmentarze zamknięte. Zaskoczyli mnie nasi decydenci kompletnie. Na podstawie wspomnień z mrocznych czasów stanu wojennego podejrzewałam, że mogą zakazać przemieszczania się bez stosownej przepustki do sąsiednich miast komunikacją publiczną, w której trudno o zachowanie przepisanego dystansu. Na zakazany wiosenny las, park i zamknięty na cztery spusty cmentarz w wielkanocne dni moja wyobraźnia była ciut za mała…
Mniejsza o lasy i parki. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, więc w tamtym czasie dzięki pandemicznemu zakazowi udało mi się powtórnie odkryć urok panewnickiej Kalwarii. Teren zadrzewiony, ale ani to park, ani las, więc pospacerować było można, medytując przy okazji. Gorzej z cmentarzem. Posadziłam kwiatki, a tu sucho. Ani chybi po odwołaniu zakazu zastanę na grobie wysuszone zwłoki roślin czy jak by to nazwać w zielonej nowomowie.
Może uśmiechnąć się do grabarza? Nie, wejdę jakoś, podleję te kwiatki.. „Podsadzisz mnie i wdrapię się przez ogrodzenie albo tę bramę na tyłach cmentarza” – mówię do męża. „A z drugiej strony kto cię podsadzi?” – pyta mój małżonek rzeczowo, w dodatku nie paląc się do osobistego sforsowania przeszkody. No jak nie, to nie! Byłam kiedyś wychowawczynią kolonijnej grupy chłopców. Boisko przy szkole było często zajęte przez innych chętnych, dlatego z chłopakami szło się na pobliski stadion. Zwykle zamknięty, ale można było przez płot. Dałam radę wtedy, dam i teraz. „Byłaś znacznie młodsza”- zauważa mąż sceptycznie i dodaje pocieszająco: „Jakby co, to kupię nowe sadzonki.” Przekonał mnie. Nie pamiętam czy w końcu spadł deszcz, czy zakaz odwołano w porę. Kwiatki nie zasuszyły się na śmierć.
Jakiś czas potem przyjrzałam się dokładniej cmentarnemu ogrodzeniu. I ze zdziwieniem stwierdziłam, że w nowej - nieco wcześniej przyłączonej - części cmentarza po prostu brakuje kilku fragmentów płotu. Odkryłam także (cóż za odkrycie!), że mieszkańcy położonych w pobliżu domów czasem skracają sobie drogę, przechodząc tędy, a i wałęsająca się młódź korzysta z tego skrótu.
Morał z opowiastki? Taki, że czasem niepotrzebnie martwimy się sytuacją, która wydaje się bez wyjścia albo z której wyjście wydaje się ponad nasze siły. Czasem wystarczy przetrzeć oczy, spojrzeć, by nagle stwierdzić, że przed nami otwiera się nowa albo niedostrzeżona przedtem droga, a zamknięte drzwi są jednak nieco uchylone.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Ratownicy nadal przeszukują gruzy w poszukiwaniu "piętnaściorga zaginionych".
Specjalne obozy szkoleniowe dla nastolatków to tylko jeden z elementów planu.
Blisko 28 proc. osób w wieku od 7 do 17 lat przyznało się do oglądania patostreamingów.