IV RP: katolicka albo żadna?

Gazeta Wyborcza/Jarosław Makowski/a.

publikacja 03.01.2006 06:55

Jak wobec nieskrywanej miłości ludzi władzy do katolicyzmu zachowają się polscy biskupi? - zastanawia się w Gazecie Wyborczej Jarosław Makowski.

Jednak Milcarek idzie dalej i ubolewa, że budowa państwa poprawnego światopoglądowo będzie trudna, gdyż "program IV RP będzie bardzo mocno zwalczany przez wielkie media wszelkimi dostępnymi sposobami. Czy da się komunikować z narodem i rządzić państwem bez własnej gazety, radia czy telewizji?". I marszałek Jurek: "Bardzo ważne jest zachowanie (w sensie zarówno prawno-ekonomicznym, jak i zadań kulturowych) mediów publicznych, a także komunikacja poprzez media katolickie. Był to zresztą zasadniczy element sukcesu prezydenta Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości". Media i kadry Realizacja projektu IV RP może przypominać drogę krzyżową. Ale tym bardziej należy podjąć trud jej konstruowania. A nie przeprowadzi się "moralnej rewolty", myślą liderzy PiS, i nie zbuduje "nowego państwa" bez kontroli nad mediami. Na razie przywódcy partii władzy najlepiej czują się na łamach prawicowych pism religijnych i w mediach o. Rydzyka, gdzie - jak wyznał minister koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann - czuje się jak "wolny człowiek". A przecież tak dobrze jak w toruńskiej rozgłośni politycy partii rządzącej powinni się czuć również w mediach publicznych. Dlatego PiS w ekspresowym tempie przeprowadził nowelizację ustawy medialnej. Szło o wysadzenie w powietrze obecnego składu KRRiT i zmniejszenie liczby jej członków: wedle nowego projektu radę tworzyłoby nie dziewięciu członków, ale pięciu, choć pierwotny PiS-owski projekt zakładał trzech. Nowych ludzi powołuje prezydent z PiS, Senat, gdzie więk-szość ma PiS, i Sejm, gdzie karty rozdaje prezes PiS Jarosław Kaczyński. W imię czego te zmiany? Oczywiście w imię programu "oszczędne państwo" i "odnowy moralnej" sztuki dziennikarskiej Kluczowy dla budowy IV RP jest też dobór kadr. Dlatego o wysokich stanowiskach rządowych winni zapomnieć ludzie, którzy nie mają ultrakatolickiego światopoglądu - to dziś, jak się zdaje, jedno z kluczowych kryteriów obsadzania stanowisk. A nawet jak ktoś nie podziela przekonań katolickich, to swój światopogląd - jeśli chce być w rządzie - powinien zawiesić na kołku. Że ta logika obowiązuje, przekonała się na własnej skórze Jolanta Kluzik-Rostkowska - skądinąd zaufana współpracownica Lecha Kaczyńskiego, katoliczka i matka trojga dzieci. Już miała objąć stanowisko pełnomocnika rządu do spraw kobiet i rodziny, ale w rozmowie z tygodnikiem "Ozon" opowiedziała się za refundowaniem przez państwo sztucznego zapłodnienia in vitro, metody stosowanej w przypadku niepłodności, a nieakceptowanej przez Kościół. Rozbieżność jej poglądów z katolickim światopoglądem wyłapał "Nasz Dziennik" i podniósł alarm. Janusz Kawecki, zaufany współpracownik ojca Rydzyka, retorycznie pytał w Radiu Maryja: "Jak można przedstawiać się, że jest się katolikiem, i później prezentować postawę niekatolicką?".

oceń artykuł Pobieranie..