Globalna adoracja

Benedykt XVI zaplanował w kalendarzu Roku Wiary godzinę adoracji. Na całym świecie o tej samej porze! Papież Franciszek potwierdza i zaprasza: 2 czerwca o godz. 17.00 rzymskiego czasu zjednoczmy się na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Globalna adoracja w zglobalizowanym świecie.

Czy już zapomnieliśmy o Roku Wiary, czy jeszcze o nim pamiętamy? Godzinna adoracja Jezusa w Eucharystii będzie momentem prawdy. Papież Franciszek zacznie w Rzymie modlitwę o godz. 17.00. W różnych miejscach globu ta „godzina A” wypadnie oczywiście w różnych porach dnia. Na Wyspach Cooka w Polinezji będzie to 5 rano, w Nowym Jorku 10 przed południem, w Hanoi 11 w nocy, a w Christchurch w Nowej Zelandii 3 nad ranem, ale już 3 czerwca. W większości krajów w niedzielę 2 czerwca obchodzi się uroczystość Bożego Ciała. „Długie przebywanie razem w ciszy przed Panem obecnym w swoim sakramencie jest jednym z najbardziej autentycznych doświadczeń naszego bycia Kościołem” – mówił w jednym z kazań Benedykt XVI. Cały Lud Boży zgromadzi się w swoich diecezjach i parafiach jak ewangeliczna Maria u stóp Jezusa. Zapowiada się wyjątkowe doświadczenie bycia Kościołem, skoro tylu nas, braci i sióstr w wierze, zjednoczy się w tym samym momencie na chwaleniu Boga. Z ziemi do nieba popłynie potężna modlitwa, a z nieba na ziemię deszcz łask.

Zagoniona Marta w nas

W naszym zagonionym świecie adoracja, czyli trwanie w ciszy, w skupieniu przed obliczem Boga, może wydawać się czasem straconym, bezproduktywnym. Klęczeć czy siedzieć bezczynnie, gdy tyle dobrego można by zrobić w tym czasie? O tym właśnie opowiada ewangeliczna opowieść o Marii i Marcie. Lubię wracać do tej sceny (Łk 10,38-42). Jest w niej zachęta do adoracji pochodząca od samego Pana. Marcie też wydawało się, że skoro tyle jeszcze jest do zrobienia, to nie można sobie pozwolić na luksus siedzenia i wpatrywania się w Jezusa. Więc w dobrej wierze „uwijała się dokoła rozmaitych posług”. Wszystko dla Jezusa. No tak, tylko czy On akurat tego od niej oczekiwał? Niekoniecznie. Zagoniona Marta jest nam bliska. Wszystkim kobietom przemęczonym obowiązkami, pracoholicznym mężczyznom, siedzącym w firmie od rana do późnego wieczora. – Takie czasy, proszę księdza! Hm, owszem. Nie wyskoczymy z naszego życia, z naszych czasów, z sieci zależności, które oplatają nas jak pajęczyna. To jasne. Ale jeśli poddamy się bezrefleksyjnie tej presji, zagubimy rzeczy najważniejsze. Stracimy sens, smak życia i miłości, wiarę, a w końcu samych siebie. Popatrzmy raz jeszcze na Martę. Czym kończy się jej gonitwa? Wypada z kuchni i całą skumulowaną w sobie złość wyładowuje na Jezusie: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. Ileż tu emocji, oskarżeń, żalu do innych.

Bóg mnie zostawił, jest Mu obojętny mój los. On ewidentnie nie widzi, że już nie wyrabiam, że mam tego za dużo na głowie, że nikt mi nie chce pomóc. Nawet najbliżsi, na których liczyłam. Panie, pogoń ich do roboty, patrz, ile jeszcze jest do zrobienia! Przemęczenie, pretensje do ludzi i do Boga, samotność, frustracja, gorycz, zagubienie, skołatane nerwy, brak radości życia, nieumiejętność świętowania, odpoczynku. To wszystko może także gromadzić się gdzieś w nas.

Adoracja jak pocałunek

Co mówi jej Jezus? „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele”. Mówi to także do tej Marty żyjącej we mnie. Bóg zna moje troski. Wie, że mam tysiące powodów do zmartwień, niepokoju czy frustracji. Rozumie, że ciągle brakuje mi czasu, a tyle spraw jeszcze niezałatwionych. On zna mnie lepiej niż ja sam siebie. On rozumie mój problem głębiej niż ja sam i najlepszy psycholog. „Potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Marto, nie da się tak żyć, potrzebujesz chwili wytchnienia, oddechu, wyciszenia. Potrzebujesz takich chwil, w których nic nie musisz robić, ale zwyczajnie być. Popatrz na Marię, na światło w jej oczach, na pokój jej serca. Usiądź na chwilę i po prostu bądź. Wsłuchaj się w głos Boga, poszukaj Jego oblicza, zobacz Jego miłość, która obejmuje całe twoje trudne życie. To jasne, że musisz wrócić do obowiązków, ale dla złapania duchowej równowagi potrzebujesz głębokiego oddechu. Oddechu Bogiem, który Cię kocha, ogarnia, przenika, leczy, przebacza. Potrzebujesz adoracji jak tlenu dla duszy. Potrzebujesz jednego. Samego Boga! Polskie słowo „adoracja” pochodzi z łacińskiego „adoratio”. Po grecku to słowo brzmi „proskynesis”. W czasie Światowych Dni Młodzieży w Kolonii papież odwołał się do tego źródłosłowu, po to, by pokazać istotę adoracji. „Proskynesis” oznacza gest poddania się, czyli uznania Boga za naszą jedyną prawdziwą miarę, którą chcemy się kierować w życiu. A więc jest to znak pokory, uniżenia się przed Nim. Papież zauważył, że nasza wolność buntuje się przeciwko takiej zależności. Ale z pomocą przychodzi łacińskie „ad-oratio”, sugerujące kontakt usta–usta, pocałunek, uścisk, czyli miłość. A więc ta zależność nie jest jakąś niewolą, ale jednością z Bogiem, który jest miłością. Taka jedność niczego nam nie odbiera, ale wyzwala z niewolniczej presji naszego egoizmu.

Odnaleźć siebie, ale nie w sobie!

Cała tajemnica na tym polega, że kiedy przenosimy naszą uwagę na Boga, kiedy próbujemy ku Niemu autentycznie się zwrócić, nastawić na Jego obecność i zapomnieć o sobie, wtedy odnajdujemy siebie samych. Boże światło oświeci nasze życie w taki sposób, że widzimy siebie w prawdzie, bez maski, bez obronnych mechanizmów. Pamiętamy wędrówkę uczniów do Emaus. Na tej samej drodze, na której spotykamy Jezusa, spotykamy także nas samych, doświadczamy wyzwolenia. Adoracja prowadzi ostatecznie do Boga Ojca, ale czynimy to zawsze przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. To nie jest jakaś ozdobno-pobożna formułka. Patrząc na Chrystusa, widzimy Tego, w którym Bóg i człowiek spotykają się w doskonałej jedności, choć bez pomieszania. Ta Bosko-ludzka jedność jest tu kluczem. Najgłębszy sekret udanego ludzkiego życia leży w znalezieniu takiej samej komunii z Bogiem, jaka była w Jezusie. Marcin Luter sformułował zdanie, które warto zapamiętać (bez obaw, całkowicie ortodoksyjne!): „Szukaj siebie tylko w Chrystusie, a nie w sobie, w ten sposób znajdziesz siebie w Nim na wieki”. Wszystkie modne dziś metody odnajdywania siebie mają wpisany w swój program narcyzm. Wschodnie medytacje, relaksacje, wizualizacje czy inne treningi każą koncentrować się na sobie, ewentualnie szukać jakiejś nieokreślonej kosmicznej energii. Kierunek chrześcijańskiej modlitwy jest inny. To ukierunkowanie na Tego, który umarł, zmartwychwstał i żyje. Jest Alfą i Omegą. Prawdziwy punkt podparcia, najgłębsze centrum mojego życia nie leży we mnie samym, ale w Bogu. On po to stał się człowiekiem, by mi to pokazać. Więc im bliżej jestem Boga, tym bliżej jestem siebie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
0°C Poniedziałek
rano
3°C Poniedziałek
dzień
3°C Poniedziałek
wieczór
1°C Wtorek
noc
wiecej »