Między Smoleńskiem a Donbasem

Złowroga polityka prezydenta Władimira Putina wobec państwa ukraińskiego i zabójstwo lidera rosyjskiej opozycji Borysa Niemcowa na nowo ożywiły pytania o okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.


Już drugi raz czcimy pamięć ofiar tragedii smoleńskiej w cieniu agresji Rosji wobec Ukrainy. Przy tej okazji padają dramatyczne pytania, czy i jak Rosja korzysta z podzielenia Polaków w kwestii stosunku do katastrofy. Te pytania są spóźnione. Putin korzysta z podziału smoleńskiego w Polsce od lat, tyle że dopiero teraz widać, jak bardzo władca Kremla jest zdolny do bezpośredniej agresji. A w Polsce refleksja, jak wyjść z osłabiającego nas wszystkich podziału, wciąż buksuje w miejscu. 


Ukłony i szpilki


Mirosław Czech, publicysta „Gazety Wyborczej”, rozpoczął debatę nad smutną rocznicą w dość charakterystyczny sposób. Swój tekst nazwał „Marzenie w rocznicę Smoleńska”. Puenta artykułu jest efektowna: „W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej marzy mi się pokaz mądrości polskich polityków. Jarosław Kaczyński bierze udział w odsłonięciu kamienia węgielnego pod pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej. W Pałacu Prezydenckim odbywa się wspólne spotkanie rodzin ofiar, zaś liderzy partii politycznych występują z apelem do Rosji, by wrak jak najszybciej oddała Polsce. Prędko nie odda, lecz politycy pokażą, że Polska to dumne i rozumne państwo”.
Brzmi nieźle, problem jednak w tym, co poprzedza ten apel o zgodę. Wpierw Czech niezwykle łatwo rozgrzesza politykę Donalda Tuska z lat 2007–2014, niechętnie przyznając: „Rzeczywiście, polityka PO–PSL »ocieplania« relacji z Rosją nie przyniosła efektu. A ideowe uzasadnienie, jakie próbował jej nadać Sikorski, było nieszczęsne: wbrew temu, co twierdził, polityka polska nie stała przed wyborem pomiędzy wizją jagiellońską Lecha Kaczyńskiego a piastowską, sprowadzającą się do podłączenia do niemiecko-rosyjskiego tandemu”. 
Ale nawet nie to jest clou tekstu. „Gazeta Wyborcza” wybija jako czołówkę nie marzenie o wspólnej deklaracji ponad podziałami, ale zupełnie inne zdanie: 
„Pora, by prof. Andrzej Nowak i PiS zauważyli wreszcie, że idealnie się wpisują w szczególną kategorię strategicznych sojuszników Kremla – tych, którzy mu sprzyjają z naiwności lub braku rozumu”. 
Tekst Mirosława Czecha to dobry przykład formalnego wezwania do pojednania i jednoczesnego kręcenia nowego propagandowego bicza na opozycję. Do niedawna obowiązywał wśród publicystów wspierających PO jeden dogmat: Warszawa chce zgody, Moskwa chce zgody, tylko destabilizatorzy z PiS chcą wysadzić w powietrze pokojowe współistnienie Rosji i Polski. Teraz, gdy nie da się już odwracać wzroku od agresywnej polityki Putina – sprawnie zmieniono retorykę. To PiS jest potencjalną „piątą kolumną” Rosji, bo wciąż zadaje pytania o okoliczności katastrofy i nie chce podporządkować się nowemu frontowi jedności narodu pod przewodnictwem PO.
Nic dziwnego, że taka retoryka może tylko rozdrażnić PiS. Partię, której prezydent Lech Kaczyński wskazywał, że agresja Putina wobec Gruzji to sygnał ostrzegawczy dla wolnego świata. Platforma, zamiast poważnie potraktować to ostrzeżenie, wolała kpić z rajdu prezydenta Kaczyńskiego do Tbilisi. Teraz ci sami politycy, którzy uważali tamtą wyprawę za wyraz antyrosyjskich obsesji „strasznych bliźniaków”, mianują się autorytetami moralnymi frontu oporu wobec Rosji. I tak jak autorytety moralne często miewają w zwyczaju – zapominają o czasach, gdy Donald Tusk głosił, że Putin to „nasz człowiek w Moskwie”.


Gra do jednej bramki


Czy Rosja nie używa Smoleńska do skłócania Polaków? Tak jest, i jest to czynnik, który polscy politycy z PO i PiS muszą brać pod uwagę. Ale w wypadku Platformy trzeba było to zagrożenie dostrzegać, gdy jeszcze „zielone ludziki” nie zajmowały Krymu. Trzeba było wystrzegać się przesady we wrogości na linii prezydent Lech Kaczyński–premier Donald Tusk w latach 2007–2010.
Ile było zabawy w otoczeniu premiera Tuska, gdy odmawiano prezydentowi samolotu na szczyt do Brukseli? Ile sobie obiecywano politycznych korzyści, gdy 
wchodzono w niebezpieczne dla polskiej racji stanu gry z rosyjską dyplomacją, aby wypchnąć prezydenta Kaczyńskiego poza nawias głównych katyńskich uroczystości?
Problem w tym, że na czele Platformy stoją nadal ludzie, którzy zatracili wtedy miarę w skali demonstracji niechęci wobec Lecha Kaczyńskiego. Choćby prezydent Bronisław Komorowski, który w 2008 roku wykpiwał strzelaninę w Gruzji, o którą otarł się Lech Kaczyński, dowcipkując: „Jaka wizyta, taki zamach”. A przecież pełnił on wówczas funkcję marszałka Sejmu, postaci numer dwa w państwie. Kogoś, kto powinien przerzucać mosty porozumienia, a nie dolewać oliwy do ognisk politycznego sporu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    6°C Piątek
    noc
    4°C Piątek
    rano
    5°C Piątek
    dzień
    6°C Piątek
    wieczór
    wiecej »