Dobro ze skrzynki

Każdy uczestnik akcji Domni – Bezdomni ma klucz do skrzynki, w której znajduje rzeczy niezbędne do przetrwania. Na tym nie kończy się jednak pomoc udzielana potrzebującym w tym miejscu.

Plac Barlickiego w Łodzi. Przy wejściu do jednego z pawilonów handlowych stoi niepozorna skrzynka. Dziesięć przegródek zamkniętych na kłódki, dziesięć historii opowiedzianych na przyklejonych do drzwiczek kartkach. Większość z nich zaczyna się podobnie: „Mam na imię Beata, jestem mamą 9-letniej Danusi. Razem z córką mieszkamy od 7 lat w schronisku”; „Mam na imię Magdalena, jestem mamą 3,5-letniego Igorka. Już pewien czas mieszkamy na swoim”; „Mam na imię Robert, jestem samotny, od kilku lat bezrobotny”. Obok lista potrzebnych rzeczy: konserwy, herbata, ubrania jesienno-zimowe, proszek do prania, maść na stawy, bilety MPK. Nie brakuje także próśb o pracę i mieszkanie. Lista potrzeb jest na bieżąco aktualizowana w internecie. Zasady są proste: jeśli chcesz pomóc, wrzuć coś do skrzynki lub zadzwoń do wolontariusza opiekującego się konkretną osobą.

Autorką projektu Domni – Bezdomni jest Eugenia Wasylczenko, studentka warszawskiej ASP. Z jej pomysłu postanowili skorzystać m.in. łódzcy społecznicy. – Skrzynka ma nie tylko odpowiadać na materialne potrzeby bezdomnych, ale także zachęcić ich do nawiązania z nami relacji. To są ludzie tacy sami jak my, wymagają zainteresowania i miłości. Kiedy słucham ich historii, odkrywam, jaką jestem szczęściarą, mam przecież wspaniałą rodzinę. Ich życie potoczyło się inaczej. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby zaczęli wszystko od nowa. Do tego ich zachęcamy – mówi GN Aleksandra Wróbel, koordynatorka akcji.

9 lat bezdomności

Na kartce przyklejonej do skrzynki pani Agnieszka napisała, że jej trwające 18 lat małżeństwo było koszmarem: mąż pił i bił, awantura goniła awanturę. Nie chciała dłużej tak żyć – postanowiła zabrać czteroletnią Elę i uciec jak najdalej. Przez półtora miesiąca tułała się po znajomych, później znalazła wolne miejsce w schronisku dla bezdomnych kobiet i dzieci. W małym pokoju zamieszkała razem z córką i z dwiema innymi matkami, opiekującymi się swoim potomstwem. Na kilku metrach kwadratowych nie było mowy nawet o odrobinie prywatności. Kiedy Ela podrosła i poszła do szkoły, pojawił się dodatkowy problem. – Klasa dowiedziała się, że moja córka nie ma ojca, a nas nie stać na wiele rzeczy i musimy mieszkać w schronisku. Była wyśmiewana, co mocno odbiło się na jej psychice – mówi ze smutkiem pani Agnieszka.

Nie poddawała się, wszystko robiła dla Eli, chciała ją wyrwać ze schroniska, zapewnić warunki niezbędne do rozwoju. Pomimo dolegliwości związanych z kręgosłupem rozpoczęła pracę w domu pomocy społecznej. Wszystko szło w dobrym kierunku, ale po raz kolejny wyskoczył jej dysk. Pani Agnieszka straciła pracę, ale nie zaprzestała walki o mieszkanie. W urzędzie miasta usłyszała jednak, że ma już dach nad głową, a w kolejce do własnego lokum stoi daleko za osobami naprawdę go potrzebującymi. Mieszkanie socjalne dostała dopiero po dziewięciu latach spędzonych w schronisku. Podczas pobytu w placówce pomagali jej wolontariusze akcji Domni – Bezdomni. – Prosiłam głównie o przybory szkolne i ubrania dla Eli. Nadal raz na jakiś czas korzystam z pomocy darczyńców, moje ogłoszenia są umieszczane w internecie. Skrzynkę postanowiłam jednak zwolnić dla kolejnych osób. Chociaż cały czas zmagam się z wieloma trudnościami, dzisiaj mam już swój dom – wyjaśnia. Pani Agnieszka chciałaby, aby córka nie popełniła błędów matki, zdobyła wykształcenie, znalazła dobrego męża. W trosce o jej los nie zgadza się na zdjęcie, a na potrzeby naszej rozmowy zmienia imię córki. Znajomi z nowej klasy nie muszą znać jej trudnej przeszłości.

Oczko w głowie

Ewelina pochodzi z biednej wielodzietnej rodziny. Wśród wielu dramatycznych sytuacji, które przeżyła w dzieciństwie, szczególnie wspomina stratę w wieku 12 lat ukochanej babci. – Kłóciłam się z Bogiem, przestałam chodzić do kościoła. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mi ją zabrał – opowiada. Uczyła się w zawodówce, planowała zostać ogrodnikiem. Bunt jednak narastał: rodzice nie mieli czasu na wychowywanie dzieci, zrzucali na najstarszą córkę większość domowych obowiązków. Kiedy ukończyła 18 lat, postanowiła wyprowadzić się z domu. Jakoś szło: pomieszkiwała u znajomych, pracowała dorywczo, imprezowała. Kiedy zaszła w ciążę, wszystko się zmieniło. Co prawda po porodzie dostała miejsce w domu samotnej matki, ale mogła tam przebywać tylko przez kilka miesięcy. Co robić dalej bez mieszkania, środków do życia, z postępowaniem o ograniczenie praw rodzicielskich na głowie? Z synkiem wylądowała w schronisku.

Nie przestawała marzyć o mieszkaniu socjalnym, znalazła się na liście oczekujących. Na szczęście sąd nie odebrał jej syna. Odetchnęła z ulgą. – To jest moje oczko w głowie, najlepsze, co mogło mi się w życiu przytrafić. Postanowiłam walczyć o wszystko właśnie dla niego – opowiada. Pewnego dnia w ośrodku pojawili się wolontariusze akcji Domni – Bezdomni. Wszyscy podchodzili do nich z dużą nieufnością. Ewelina jako jedyna zgłosiła chęć udziału w projekcie. – Ci ludzie są dla mnie jak rodzina. Wiem, że mogę do nich zadzwonić nawet w środku nocy, a oni zawsze postarają się pomóc. Nie chodzi tylko o rzeczy i jedzenie. Dzięki nim czuję, że nie jestem w tym wszystkim sama – wyjaśnia.

Ponad rok temu Ewelina dostała mieszkanie, które wyremontowała dzięki pomocy darczyńców. Obecnie chodzi na kursy komputerowe, chce zdać maturę i rozpocząć pracę. A w przyszłości może otworzy własny lokal gastronomiczny? Marzy o tym od dawna, uwielbia gotować. Nie wie tylko, czy wystarczy jej sił. Syn poważnie choruje, do mieszkania wchodzi wilgoć, chętnie zamieniłaby je na inne. Pomimo przeciwności Ewelina myśli jednak o zabraniu swojej kartki ze skrzynki. Podobnie jak pani Agnieszka, chciałaby zwolnić miejsce dla bardziej potrzebujących – tych, którzy mieszkają w węzłach ciepłowniczych lub walczą o przetrwanie w rozbitych na odludziu namiotach.

Potrzeba serca

Grupa darczyńców jest coraz większa. Chęć pomocy najczęściej zgłaszają dobrze sytuowane kobiety, które wrzucają do skrzynki lub oddają w ręce wolontariuszy ubranka dla dzieci. Osób, które pragną bezinteresownie zaangażować się w kierowanie projektem Domni – Bezdomni, jest jednak zbyt mało. Nad organizacją przedsięwzięcia obecnie czuwa zaledwie kilka osób. Ewelina Ubik, która ma pod swoją opieką dwóch potrzebujących (w tym swoją imienniczkę), kończy pedagogikę na Uniwersytecie Łódzkim.

Rozmawiamy o naszym pokoleniu, które w dużej części wydaje się niechętne do niesienia bezinteresownej pomocy. A może niepotrzebnie generalizuję? – Rzeczywiście, młodzi ludzie są bardzo zapatrzeni w siebie. Kiedy opowiadam niektórym o skrzynce, patrzą na mnie, jakbym urwała się z choinki. Słyszę od nich, że bezdomni sami powinni zapracować na poprawę swojego losu. A oni, zamiast zaangażować się w jakąś akcję charytatywną, wolą pojechać do centrum handlowego i pochodzić po sklepach – mówi Ewelina. Jeszcze niedawno bezdomnych wspierali także wykładowcy uczelni, ale ze względu na pracę zawodową trudno było im podejmować regularną aktywność.

Ekipa projektu Domni – Bez­domni poszukuje nie tylko wolontariuszy, ale także potrzebujących pomocy osób. Aleksandra Wróbel zachęca do udziału w przedsięwzięciu m.in. uczestników niedzielnych śniadań organizowanych w parafii Najświętszego Zbawiciela. W ten sposób do akcji został włączony pan Robert, który zmaga się nie tylko z bezdomnością, ale także z uzależnieniem od alkoholu. Mężczyzna przeżywa trudny czas, nie radzi sobie z nałogiem, jest jednak w stałym kontakcie z ekipą, która stara się przekonać go do odmiany swojego życia. Skąd wolontariusze biorą energię do działania? Ewelina Ubik odpowiada, że nic innego nie przynosi człowiekowi tak wielkiej radości jak zobaczenie uśmiechu na twarzy drugiego. – Pomaganie innym wynika z potrzeby serca, ono leży w ludzkiej naturze – podsumowuje.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    27°C Niedziela
    dzień
    23°C Niedziela
    wieczór
    23°C Poniedziałek
    noc
    30°C Poniedziałek
    rano
    wiecej »