Kurs zlikwidowany

Bezrobocie, utrudnienia dla osób starszych i niezamożnych, brak dostępu do dobrej edukacji – takie problemy powoduje brak lokalnych połączeń autobusowych.

Proszę sobie wyobrazić, że jest pan uczniem liceum i dowiaduje się, że pana kurs do szkoły został wczoraj skasowany. I to nie z zapadłej wsi, tylko z miejscowości gminnej do miasta powiatowego, bo tam zwykle są szkoły. Tak się dzieje niemal co tydzień – alarmuje Bartosz Jakubowski z Klubu Jagiellońskiego. Z wielu polskich miejscowości nie da się wyjechać bez własnego samochodu. Jak wyliczają eksperci Klubu, 13,8 mln Polaków mieszka w gminach, do których nie dociera żaden autobus. Ostatnio decyzję o likwidacji ogłosił PKS Mława. Przewoźnik należy do grupy Mobilis (część izraelskiego Eggedu), podobnie jak PKS Płock, który we wrześniu zlikwidował większość połączeń, a w listopadzie nawet te z Warszawą i Kołobrzegiem. W grudniu do sądu trafił wniosek o upadłość PKS Gniezno, jednego z ostatnich tego typu przedsiębiorstw należących ciągle do Skarbu Państwa.

Daleko do szkoły

– Wysokość straty z działalności operacyjnej jest tajemnicą firmy – poinformowało nas biuro prasowe Mobilisu. W zeszłym roku przedsiębiorstwo zapewniało, że PKS Mława będzie działał. Obsługiwało wtedy także komunikację w mieście, która jest finansowana z budżetu Mławy i bezpłatna dla mieszkańców. Z początkiem roku przejęła ją jednak spółka komunalna. Oznaczało to niemal dwukrotny wzrost kosztów przejechanego kilometra. Samorząd uznał jednak, że warto zapłacić. – Pojawiały się sygnały, że Mobilis nie czuje się najlepiej – tłumaczy rzecznik mławskiego ratusza Marta Grzywacz. Mieszkańcy Mławy nadal mogą podróżować za darmo po mieście, ale trudniej będzie im pojechać do innej miejscowości w powiecie. Prywatni przewoźnicy nie wchodzą na rynek, bo kursy są nieopłacalne. Nie oznacza to jednak, że niepotrzebne. – Kiedyś tak mi się zdawało. Potem postanowiłem zwiedzić Polskę powiatową w ramach badań nad regresem transportu i zweryfikowałem swój pogląd – mówi Bartosz Jakubowski.

Brak dobrej komunikacji to problem dla wielu grup społecznych. Pracownicy, którzy nie mogą dojechać do miasta, muszą się przeprowadzać albo lądują na bezrobociu. – Podam przykład rodzinnej Małopolski – mówi Szymon Huptyś, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury. – Istnieją wyliczenia, według których za kilkadziesiąt procent tego bezrobocia, które występuje w regionie, odpowiada wykluczenie komunikacyjne. Powiaty o mniejszym zatrudnieniu to te, które leżą w południowo-wschodniej części województwa. Kłopot stanowi zatem wykluczenie komunikacyjne Sądecczyzny, Limanowszczyzny czy terenów Beskidu Wyspowego.

Brak autobusu jest problemem także dla osób starszych oraz tych, które nie mogą sobie pozwolić na samochód. Jak zauważa Bartosz Jakubowski, mocno poszkodowani są też uczniowie. Do szkoły podstawowej i gimnazjum wozi ich gimbus, bo zgodnie z przepisami musi o to zadbać gmina. Potem uczeń jest zdany sam na siebie. – Efekt jest taki, że wybiera szkołę, do której jest w stanie dotrzeć, zamiast kierować się swoimi zdolnościami i zainteresowaniami – tłumaczy ekspert Klubu Jagiellońskiego. – Ktoś chce zostać elektromechanikiem, ale ma w pobliżu tylko zawodówkę rolniczą. Kompletnie go to nie interesuje, ale jest zmuszony tam iść. Albo rodzice opłacają internat, czasem zaledwie 30 km od domu. Przez to całe pokolenia skazujemy na gorszą, niezgodną z predyspozycjami edukację.

PKS przegrywa z golfem

W 1990 r. w Polsce działało 179 przedsiębiorstw Państwowej Komunikacji Samochodowej. Jeszcze na przełomie tysiącleci było ich ponad 170 i choć poziom usług pozostawiał wiele do życzenia, pasażer mógł być pewny, że nawet w święto dojedzie przynajmniej do miejscowości będącej siedzibą gminy. Jednak rentowność kursów spadała. W niektórych rejonach przyczynił się do tego upadek przemysłu. Autobusy traciły klientów, którzy wcześniej codziennie dojeżdżali do pracy. Wielu pasażerów odebrały pekaesom gimbusy. Gwoździem do trumny okazało się otwarcie polskiego rynku na samochody z zagranicy. Po wejściu do Unii Europejskiej drogi zapełniły się stosunkowo tanimi autami z Holandii i Niemiec, a z autobusów zniknęli kolejni pasażerowie. Jak podają analitycy Klubu Jagiellońskiego, pozamiejski transport autobusowy stracił w latach 1993–2016 prawie trzy czwarte klientów, a liczba kursów spadła o połowę.

Ratunkiem dla słabnących przedsiębiorstw miało być przekazywanie ich władzom samorządowym, jak w Brodnicy, Jarosławiu czy Iławie, albo prywatyzacja. Część PKS kupił Mobilis, inne – będąca własnością niemieckich kolei Arriva, jeszcze inne – francuska Veolia. Nie sprawiło to jednak, że kursy pustawymi autobusami zaczęły przynosić dochody. Sytuacja pasażerów pozbawionych innego środka transportu wręcz pogorszyła się, bo o ile państwowy właściciel starał się utrzymywać część nierentownych przewozów, o tyle prywatni przewoźnicy potrafią likwidować połączenia bez zapowiedzi.

Kilometr za 80 groszy

Pod koniec lutego podczas konwencji wyborczej w Warszawie prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział odbudowę lokalnych połączeń. Chodzi o nowelizację Ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz powołanie Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Zgodnie z proponowanymi przepisami samorządy mają zawierać kontrakty z przewoźnikami. Same wyłożą 30 proc. potrzebnej kwoty, a ze środków Ministerstwa Infrastruktury będą dostawać dopłatę – początkowo do 1 zł, a od 2022 r. do 80 gr za każdy przejechany kilometr. – Nie można zorganizować dobrych przewozów, jeśli nie ma wsparcia z góry – tłumaczy Szymon Huptyś. – To samorządy wiedzą, gdzie brakuje autobusów, i dlatego one będą odpowiedzialne za wyznaczanie tras. Naszym zadaniem jest finansować deficytową linię, którą zaproponuje samorząd.

Ministerialny fundusz ma dysponować 800 mln zł rocznie. Zdaniem Bartosza Jakubowskiego taka kwota może wystarczyć, jeśli będzie rozsądnie wydana. Przedstawiciele organizacji samorządowych, z którymi rozmawialiśmy, uważają jednak, że proponowane dopłaty są zbyt niskie. Kontrowersje wzbudzają też szczegóły nowych przepisów. Według Wojciecha Gromadzkiego z firmy doradczej PTC dają one zbyt duże kompetencje wojewodom, choć organizacją przewozów lepiej zajęłyby się gminy lub powiaty. Pojawiają się też obawy, że nowe przepisy zaszkodzą powiatom takim jak Kluczbork czy Strzelce, które bez pomocy poradziły sobie z transportem. Ministerstwo zapewnia, że te samorządy nie tylko nie stracą, ale dodatkowo będą mogły dostać dofinansowanie.

Niewątpliwą wadą nowych przepisów jest to, że są opracowywane w ekspresowym tempie w roku wyborczym. Jednak przez wiele lat lokalny transport był nierozwiązanym problemem. Oby nowe przepisy ułatwiły życie 14 mln Polaków, dla których wygodna podróż pozostaje luksusem. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    12°C Piątek
    noc
    12°C Piątek
    rano
    18°C Piątek
    dzień
    19°C Piątek
    wieczór
    wiecej »