Przeciąganie prawa

Polski Trybunał Konstytucyjny i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu stoją po dwóch stronach sporu o zakres oddziaływania prawa unijnego na krajowe. Dobrze ilustrują to wyroki, które zapadły w ubiegłym tygodniu.

Nie wiem, na ile w naszym rozpolitykowanym i rozgrzanym do czerwoności sporze polsko-polskim będzie to możliwe, ale spróbujmy na chwilę zapomnieć, że po jednej stronie sporu jest obóz rządzący, a po drugiej opozycja. Spróbujmy wyrzucić z głowy z jednej strony hasła o „zamachu na suwerenność”, z drugiej – straszenie „polexitem”. Spróbujmy choć przez chwilę popatrzeć na wyroki, jakie ogłosił zarówno TK, jak i TSUE, wyłącznie w kategoriach szerszego sporu, jaki toczy się w całej Unii wokół kompetencji jej organów.

Traktat z gumy?

Zacznijmy od wyroku z 14 lipca, w którym polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy traktatowe „w zakresie, w jakim TSUE nakłada ultra vires [poza zakresem kompetencji – przyp. J.Dz.] zobowiązania na RP jako państwo członkowskie UE, wydając środki tymczasowe odnoszące się do ustroju i właściwości polskich sądów oraz trybu postępowania przed polskimi sądami, jest niezgodny z Konstytucją RP”. W uzasadnieniu wyroku sędzia Bartłomiej Sochański wyraził przekonanie TK, że „TSUE nie jest jednostką nadrzędną ani sądem wyższej instancji ponad sądami krajowymi i nie jest uprawniony do podejmowania jakichkolwiek aktów władczych wobec sądów krajowych (…). Ani zawieszanie sądów, ani zawieszanie sędziego nie ma bezpośredniego i adekwatnego związku ze wskazówkami co do wykładni unijnego prawa i daleko wykracza nie tylko poza granice kompetencji przekazanych, ale i poza granice zasad proporcjonalności i subsydiarności”. Wyrok TK odnosi się do wyroku TSUE z kwietnia ubiegłego roku – unijny trybunał zobowiązał wówczas Polskę do zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej w sprawach dyscyplinarnych sędziów. Był to zatem wyrok nakazujący zastosowanie tzw. środków tymczasowych, które przewiduje art. 279 traktatu unijnego („W sprawach, które rozpatruje, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może zarządzić niezbędne środki tymczasowe”) w kontekście art. 4 traktatu, w którym mowa jest o powstrzymaniu się przez państwo członkowskie „od podejmowania wszelkich środków, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii”. Problem w tym – i na tym opiera się wyrok polskiego TK – że w przywoływanych artykułach nie ma mowy o zastosowaniu tychże środków ani do organizacji sądów powszechnych, ani do trybu powoływania sędziów (bo to należy do kompetencji państw członkowskich). Stąd zarzut TK, że TSUE stosuje zapisy traktatu ultra vires, czyli przekraczając swoje kompetencje. Po stronie unijnej mamy natomiast argument, że samo podejrzenie, iż tryb powołania sędziów i organizacji sądów mógł zagrażać niezawisłości sędziów i tym samym zagrażać realizacji prawa obywateli do uczciwych procesów – podpada pod traktatowe zobowiązania. W art. 19 traktatu czytamy: „Państwa członkowskie ustanawiają środki niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej w dziedzinach objętych prawem Unii”. Czy to wystarczy, by ingerować w ustrój sądów powszechnych w krajach członkowskich?

Prawo czy publicystyka?

Jeszcze dalej TSUE poszedł w wyroku z 15 lipca, w którym orzekł, że „system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce, który nie zapewnia niezależności Izby Dyscyplinarnej, nie jest zgodny z prawem Unii”. Krótko mówiąc: Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie może dalej działać. Uwagę zwraca następująca część uzasadnienia: „Z uwagi na całościowy kontekst refom, którym niedawno został poddany polski wymiar sprawiedliwości, a w który wpisuje się ustanowienie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, oraz z powodu całokształtu okoliczności towarzyszących utworzeniu tej nowej izby, izba ta nie daje w pełni rękojmi niezawisłości i bezstronności [podkreślenie moje – J.Dz.], a w szczególności nie jest chroniona przed bezpośrednimi lub pośrednimi wpływami polskiej władzy ustawodawczej i wykonawczej” – ogłosił Trybunał. Mamy tu w pigułce źródło wszystkich nieporozumień i powód obecnego i kolejnych starć między unijnym i krajowymi trybunałami (bo rzecz nie dotyczy tylko Polski). Oto bowiem w uzasadnieniu wyroku sędziowie TSUE pozwalają sobie na sformułowania, które mieszczą się w publicystycznej ocenie reformy sądownictwa – dokonują zatem oceny całego procesu reformy, a to już jest wyraźnie polityczna deklaracja. Po drugie, jeśli argumentem za likwidacją Izby Dyscyplinarnej miałoby być jej (faktyczne lub rzekome) upolitycznienie, to w trybie natychmiastowym należałoby zastosować ten wyrok do większości sądów w krajach unijnych, gdzie tryb powoływania sędziów, w tym np. sędziów Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech, jest o wiele bardziej upolityczniony.

Przegrane ministra

TSUE w uzasadnieniu swojego wyroku przywołuje nawet dane, które z pewnością sędziowie musieli wziąć pod uwagę w ocenie upolitycznienia Sądu Najwyższego. Otóż okazuje się, że strona polska przedłożyła Trybunałowi dokumentację liczącą około 2300 stron, zawierającą pełny przegląd orzeczeń Izby Dyscyplinarnej, „które utwierdzają to państwo członkowskie w przekonaniu, że wspomniany organ orzeka w sposób w pełni bezstronny i niezawisły”. I ważna uwaga: „Z porównawczego zestawienia orzeczeń wydanych w postępowaniach dyscyplinarnych wszczętych z odwołania Ministra Sprawiedliwości w latach 2017–2019 (…) wynika jej [Polski] zdaniem, że o ile w latach 2017 i 2018 Wydział Karny Sądu Najwyższego uwzględnił 6 z 14 odwołań Ministra Sprawiedliwości, o tyle w latach 2018 i 2019 Izba Dyscyplinarna uwzględniła 17 z 44 takich odwołań, co odzwierciedla równoważne proporcje”. TSUE zatem sam zauważa, że rzekome upolitycznienie SN nie przełożyło się na – procentowo – wzrost przychylności sędziów dla wniosków ministra, ale można powiedzieć, że stało się coś dokładnie przeciwnego.

Sedno sporu nie leży jednak w tym, czy polskie, niemieckie, francuskie lub rumuńskie ustroje sądów i tryb powoływania sędziów spełniają kryteria bezstronności „ustalone” (na podstawie jakiego punktu w traktacie?) przez TSUE, ale że nie jest to obszar kompetencji, w który TSUE i w ogóle UE miałyby prawo ingerować. Można zatem mieć wiele wątpliwości co do reformy sądownictwa w Polsce, ale to nie to samo co przyznanie prawa unijnemu trybunałowi do decydowania o kształcie, kierunku i trybie przeprowadzania tej reformy.

Jacek Dziedzina

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10°C Poniedziałek
rano
12°C Poniedziałek
dzień
12°C Poniedziałek
wieczór
10°C Wtorek
noc
wiecej »