Głośniej, nie ciszej

Karol de Foucauld. na pierwszy rzut oka taka wygodna postać: nikogo nie nawracał. Tylko czy aby na pewno?

Karol de Foucauld. Dużo by mówić. Postać nietuzinkowa, z ciekawym życiorysem. Niestety, jak to zwykle bywa, mówiąc o jego pokorze, o życiu ukrytym, o byciu wśród niewierzących – łatwo wpaść w pułapkę jakiegoś niedopowiedzenia. Bo to jest na pierwszy rzut oka taka wygodna postać: nikogo nie nawracał. Tylko czy aby na pewno?

Dzisiaj wielu chętnie by w chrześcijanach widziało właśnie takich ludzi, którzy zbytnio nie rzucają się w oczy, nie trąbią na lewo i prawo o Bogu i moralności, chętnie pomogą wszystkim i wszędzie, ale nie pchają się po ordery. Słowem: są zupełnie niekłopotliwi. I choć Karol de Foucauld może się wydawać idealnym spełnieniem takich oczekiwań, to tak naprawdę – nie jest.

„Mieć tylko jedno pragnienie: by zanieść Jezusa wszystkim” – tak pisał sam o sobie. „Gorące pragnienie zbawiania dusz oznacza czynienie w tym celu wszystkiego, podporządkowanie mu wszystkiego; dobro dusz przede wszystkim”. Jak widział w tym dziele swoją rolę? Notował: „Jałmużna, gościnność, wykupywanie i wyzwalanie niewolników, a bardziej jeszcze Najświętsza Ofiara zjednoczą serca i otworzą drogę jawnemu nauczaniu (Ewangelii). Godzina jawnego głoszenia słowa Bożego wybije tym prędzej, im ta cicha przednia straż będzie gorliwsza i liczniejsza”.

Tak więc jego życie w ukryciu, pokora, milcząca obecność wśród niewierzących nie były podyktowane jakąś niechęcią do zabierania głosu, do nawracania, głoszenia chwały Bożej. Kiedy bliżej przyglądamy się tej postaci, widać wyraźnie, że jego sposób bycia wynikał raczej z istniejących warunków niż jakiegoś programowego odrzucenia misyjności Kościoła, raczej z posłuszeństwa niż indywidualizmu.

On żyjący wśród niewierzących Tuaregów i my wśród niewierzących Polaków (bo bardzo często wielu właśnie takich mamy w swoim otoczeniu) – nie sądzę, aby akurat tutaj przede wszystkim należało szukać analogii. Nie w tym tkwi podobieństwo naszej sytuacji. Nasza sytuacja jest podobna dlatego, bo tak jak Karol de Foucauld wierzymy w Boga. I dlatego mamy światu coś ważnego do powiedzenia. Jak najgłośniej (śmiało, kładąc na szali własne życie). Jak najdobitniej (z przekonaniem, wyraźnie, bez uwag drobnym drukiem).

„Trzeba być po prostu dobrym, a to, w co wierzymy, nie jest tak istotne” – z taką karkołomną, a przecież głoszoną dziś powszechnie tezą ten, który chciał widzieć w sobie „brata powszechnego” zupełnie by się nie zgodził. Ba, podejrzewam, że zupełnie by jej nie zrozumiał. Dla niego relacja z Jezusem, służba Bogu były czymś i fundamentalnym, i bezcennym. Z jakim przejęciem, bólem pisał o Maroku, jeszcze zanim tam pojechał: „Noc Bożego Narodzenia będzie bez Mszy świętej i ani jedne usta lub serce nie wymówią imienia Jezusa”. A innym razem: „Uświęcenie ludów tego regionu leży w moich rękach: będą zbawione, jeżeli ja stanę się święty”. Ponieważ muzułmanów uważał za braci, chciał im dać to, co najcenniejsze: Boga.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
17°C Piątek
noc
15°C Piątek
rano
20°C Piątek
dzień
15°C Piątek
wieczór
wiecej »