Iran, Kuba, Grenlandia...
Prezydent USA Donald Trump powiedział, że poważnie rozważa przeprowadzenie ataku na Iran w reakcji na tłumienie antyreżimowych protestów. Dodał jednak, że władze Iranu chcą rozmawiać i że może się z nimi spotkać.
Trump odniósł się do sytuacji w Iranie i swoich gróźb użycia siły podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu Air Force One. Pytany, czy poważnie rozważa opcję ataku na Iran, potwierdził, że "przygląda się temu" dodając że zamierza spotkać się z synem byłego szacha Iranu Rezą Pahlawim, który namawia USA do ataków na reżim. Trump wcześniej dwukrotnie groził irańskiemu reżimowi mocną odpowiedzią, jeśli będzie strzelać do uczestników antyreżimowych protestów. Prezydent dodał, że otrzymuje raporty na temat sytuacji niemal co godzinę.
- Niektórzy protestujący zginęli stratowani w panice, było ich tak wielu (...) a niektórzy zostali zastrzeleni. Dostaję raporty co godzinę i podejmiemy decyzję - oznajmił. Zaznaczył też, że ma "bardzo mocne opcje na stole". Prezydent ujawnił też, że "przywódcy Iranu" zadzwonili do niego w sobotę i "chcą negocjować". Dodał, że może się z nimi spotkać, ale ocenił również, że być może będzie zmuszony do działania przed rozmowami.
Odnosząc się do możliwości irańskiego odwetu na siły USA w regionie lub inne amerykańskie obiekty, Trump zagroził, że USA "odpowiedzą z siłą, jakiej jeszcze nie widzieli".
Według "Wall Street Journal", Trump spotka się we wtorek z czołowymi członkami gabinetu i wojska, by omówić sposób odpowiedzi na irańskie protesty. Opcje działań w Iranie mają obejmować m.in. wzmocnienie antyrządowych głosów w internecie, cyberataki przeciwko irańskim obiektom wojskowym i cywilnym, nałożenie większych sankcji na reżim oraz ataki wojskowe.
Poza tematem Iranu, Trump oznajmił też, że prowadzi rozmowy z władzami Kuby, którym zagroził w niedzielę rano. Nie zdradził jednak szczegółów tych rozmów, mówiąc jedynie, że zadba o ludzi, którzy musieli uciekać z Kuby do USA.
Trump chwalił również współpracę z nowymi władzami reżimu w Wenezueli, zapowiadając, że "w pewnym momencie" spotka się z następczynią Nicolasa Maduro Delcy Rodriguez. Zapewniał też, że firmy naftowe nie mają się czego obawiać, jeśli chodzi o ryzyko inwestycji w Wenezueli.
- Będą gwarancje, będą bezpieczni, że nie będzie problemu (...) Oni mieli problemy w przeszłości, bo nie mieli Trumpa jako prezydenta. Mieli głupich ludzi - ocenił. Dodał przy tym, że nie podobały mu się zachowawcze wypowiedzi szefa koncernu ExxonMobil Darrena Woodsa podczas piątkowego spotkania z liderami branży naftowej. Woods mówił wówczas, że w obecnym stanie Wenezuela jest krajem "nie do zainwestowania" i że potrzebne są duże zmiany, by jego firma mogła tam powrócić. Trump ocenił, że Exxon "za bardzo kombinuje" i dodał, że może wykluczyć firmę z Wenezueli.
- Wiecie, jest tak wiele firm (zainteresowanych), że prawdopodobnie będziemy skłonni wykluczyć Exxon - zaznaczył.
Tuż po wylądowaniu Trump zamieścił też wpis na swoim portalu społecznościowym Truth Social ukazujący fikcyjny wpis w Wikipedii, gdzie jest wymieniony jako "p.o. prezydenta Wenezueli".
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński
***
- NATO potrzebuje nas dużo bardziej, niż my NATO - powiedział w niedzielę prezydent USA Donald Trump, odnosząc się do obaw o przyszłość sojuszu w przypadku zajęcia Grenlandii przez USA. Trump podkreślił, że nie jest zainteresowany żadnymi innymi rozwiązaniami poza przejęciem wyspy na własność.
Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One, Trump ponownie zapowiedział, że "będzie miał Grenlandię w ten, czy inny sposób", zachęcając Grenlandczyków do przyjęcia oferty przyłączenia do Stanów Zjednoczonych.
Pytany o to, co będzie, jeśli w wyniku aneksji wyspy NATO przestanie istnieć, Trump odparł, że "on jest tym, który uratował NATO" zmuszając państwa członkowskie do zwiększenia wydatków na zbrojenia. Prezydent bagatelizował znaczenie Sojuszu dla USA.
- Wiecie, na czym polega ich (Grenlandii) obrona, to dwa psy (w zaprzęgu). Tymczasem wszędzie są rosyjskie niszczyciele i okręty podwodne, a także chińskie niszczyciele i okręty podwodne. Nie pozwolimy na to. A jeśli to dotknie NATO, to dotknie NATO. Ale wiecie, oni potrzebują nas o wiele bardziej niż my ich - zaznaczył Trump.
- Lubię NATO. Zastanawiam się tylko, czy gdybyśmy potrzebowali NATO, byliby przy nas? Nie jestem pewien, czy by byli - dodał.
Podobnie jak w piątek, prezydent USA spekulował, że jeśli USA nie obejmą kontroli nad wyspą, przejmą ją Rosja albo Chiny. Odrzucał przy tym inne rozwiązania, jak zwiększenie obecności żołnierzy USA, czy proponowaną przez Niemcy misję innych państw NATO na Grenlandię.
- Mamy tam dużo żołnierzy, ale potrzebujemy więcej. Potrzebujemy własności. Naprawdę potrzebujemy tytułu do ziemi, jak mówią w świecie nieruchomości - dodał.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński
Kościół obchodzi 12. Światowy Dzień Modlitwy i Refleksji przeciwko Handlowi Ludźmi.