Z dużym politowaniem patrzę ta takie osoby"wierzące-niepraktykujące".Tak naprawdę zachowując pewne zwyczaje,chowając swoich zmarłych przez kościół itp ,wyznają oni pewne formy magii i niezrozumiałych rytuałów.Żyją tez w całkowitym zakłamaniu.Już bliżsi prawdy względem siebie są całkowici ateiści.
Twój komentarz świadczy o tym że sam żyjesz w zakłamaniu. Już widzę jak z Góry z Dużym Politowaniem patrzysz na tych wierzących-niepraktykujących. Prawdziwy z ciebie taki dumny faryzeusz.
Największa brednia pod słońcem, to określenie "wierzący niepraktykujący"! Religia jest to światopogląd określający cel życia człowieka, oparty na wierze, co jest przyczyną i źródłem powstania świata materialnego, gdyż wiedza na ten temat jest dla ludzi niedostępna, a jedynie przy wzięciu pod uwagę tej przyczyny i źródła, można określić cel życia. Tak więc każdy człowiek, który ma cel w swoim życiu, jest wyznawcą jakiejś religii, a więc jest człowiekiem wierzącym. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek postępował inaczej, niż nakazuje mu wyznawana religia, bo wtedy zaprzeczałby sam sobie. Niewierzący, to człowiek nie mający celu w życiu. Taki jest przeważnie pijakiem, samobójcą, narkomanem. Nie ma ludzi wierzących i niepraktykujących! Pan Jezus powiedział że po owocach się poznaje, więc wiarę każdego człowieka widać po jego czynach! NIE DA SIĘ EWANGELIZOWAĆ SŁOWAMI ZAKŁAMANYMI!!!! KIEDY TO W KOŃCU ZOSTANIE ZROZUMIANE?! WSZYSCY, KTÓRZY POWOŁUJĄ SIĘ NA PANA BOGA, A UŻYWAJĄ TAKICH SŁÓW, MARNIE SKOŃCZĄ! Następne takie słowo, to słowo "ateista" i wiele innych.
Nie robiłbym z tego tragedi, większość osób tzw. niepraktykujących to osoby tylko trochę leniwe. Niekiedy ich wiara jest większa niż siedzących w pierwszych ławkach.
"Niekiedy ich wiara jest większa niż siedzących w pierwszych ławkach.". :)) Bardzo,bardzo niekiedy :)) Pan Bóg na Sądzie nie będzie porównywał nas ze sobą tylko każdego osądzi osobno. Więc niech ci z pierwszych ławek martwią się o siebie,a ci spoza kościoła o siebie. Już nie mówiąc o tym ze to szczyt pokrętności żeby ci spoza kościoła osądzali tych z I ławek:)
Pan Bóg na Sądzie będzie osądzał z tego jak żyłeś a nie z tego czy regularnie chodziłeś do kościoła. Do kościoła na msze chodzi wielu ludzi ale liczy się to jak żyją kiedy wyjdą z kościoła. Chodzenie do kościoła na msze jest pomocna ale nie jest celem samym w sobie. Bardzo ciekawe obrazki i scenki można zaobserwować czasami po mszach gdy wierny po przyjęciu Komunii i zakończeniu mszy wsiada w samochód, którym do kościoła przyjechał i za chwilę woła na innego uczestnika ruchu : k...a jak jedziesz debilu ? ! Czy to jest wierny wierzący i praktykujący ? Do kościoła chodzi, komunię przyjmuje... więc chyba "praktykujący" ?
Oczywiście możesz mieć na te sprawy własne poglądy i swoje wyobrażenie na temat Sądu Ostatecznego. Jednak nauczanie KK i samo Pismo Święte są tu jednoznaczne. Wzywają do nawrócenia, czyli przemiany życia. w tym podjęcia praktyk religijnych.
Już sama modlitwa jest praktyką religijną. Wielu ludzi nie chodzi do kościoła ale się modli, znam takich. Do kościoła nie chodzą z różnych względów ale się modlą i żyją uczciwie. Należałoby się zastanowić czy przypadkiem dużo winy w tym że nie chodzą oni do kościoła nie jest w samym Kościele. W końcu przestając chodzić do kościoła wielu ludzi dalej w Boga wierzy i żyje uczciwie. Na Boga się nie obrazili tylko nie chcą mieć nic wspólnego z instytucją kościelną. Dlaczego ?
Pomyliłem się i zamiast "-" wcisnąłem "+". A powinien być minus, i to spory.
Janowi chciałbym zadedykować fragment Listu św. Jakuba: "(Jk 2.19) Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą." Złe duchy oczywiście bardzo wierzą w istnienie Boga, ale nie o to chodzi w życiu chrześcijanina. Nie wystarczy wierzyć, że Bóg istnieje - trzeba wierzyć Bogu i Kościołowi, który jest mistycznym ciałem Chrystusa. Trzeba więc uczestniczyć w życiu sakramentalnym kościoła - jest to jednym z obowiązków chrześcijanina. To jest jeden z warunków budowania jedności Kościoła. I jest to jeden z warunków uczestniczenia w mistycznym ciele Chrystusa. (Mt 10,32) "Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie."
Ten kτóry twierdzi że "wierzy w Boga w naturze ale do kościoła nie chodzi" powinien sobie odpowiedzieć po pierwsze na pytanie w jakiego Boga wierzy. Bo chyba nie w tego, wiary w Którego naucza Kościół Katolicki, ale w jakiś swój własny obraz Boga, może podobny to kτórejś z odszczepieńczych religii, które mnożą się jak króliki (jak tylko jakiś protestant uzna że mu nie po drodze z jego kościołem zakłada własny i tym sposobem powstało już około 40.000 tzw. denominacji protestanckich).
Niech sobie będzie i następnych 40 tys. denominacji protestanckich czy innych. Dla mnie to nie problem. Ważne żeby ludzie wogóle w tego Boga wierzyli i żyli uczciwie. Ludzie próbują poznawać Boga różnymi metodami i szukają i szukają... czasami znajdują w KK, czasami znajdują w innej religii. Takie jest życie. Ludzie uczciwi Boga znajdą na pewno prędzej czy później, nawet w momencie śmierci będzie im dane Boga znaleźć. A Ci co w Boga nie wierzą ? Cóż czeka ich niespodzianka. Jeśli żyli uczciwie będzie to dla nich pewnie miła niespodzianka. Jeśli byli zaś zatwardziałymi grzesznikami to się mogą niemile zdziwić.
Niestety mylisz się i to bardzo. Prawda jest taka, że wiele z tych osób nie ma już autentycznej i prawdziwej wiary. Oczywiście nie mamy w oczach miernika, ale fakte pokazują to dobitnie. Ponadto bardziej powinieneś zauwazyć, że osoby świadomie i z lenistwa lekceważą sakramenty, żyją w grzechu ciężkim i to jest dramat. Ponadto lenistwo to jeden z grzechów głównych i nie spłycajmy tego do "trochę lenistwa". Najłatwiej to tak lekko usprawiedliwić. A to jest relatywizm moralny. Nie zapominaj, że pierwsi chrześcijanie oddawali życie za udział w Eucharystii, którą dzisiaj wielu letnich katolików lekceważy, a za to wybierają zakupy, telewizję, ryby, grzyby, itd. Jeśli lekceważę sakramenty tzn. że nie kocham Boga i nie pragnę spotkania z Nim. Ot, taka miłość platoniczna. Oczywiście sakramenty musza mieć potem odzwirciedlenie w życiu codziennym.
To zadna rewelacja. Wiekszosc katolikow to ludzie praktykujacy,ale niewierzacy.Chodza do kosciola,bo tak zostali "zaprogramowani" i niedzielna wizyta w kosciele pozwala im sie utwierdzac w przekonaniu,ze sa lepsi niz ci,ktorzy nie chodza...Bog bedzie kiedys naszym Sedzia.
Coraz częściej w wielkich aglomeracjach miejskich można spotkać parafie, w których liczba dominicantes, czyli uczęszczających na niedzielną Mszę Świętą, jak w Warszawie czy Zagłębiu, nie przekracza… 10 proc.!
Nie znaczy to jednak, że katolików ubywa. Paradoksalnie ich liczba na świecie systematycznie wzrasta. Powiększa się natomiast grono tych, którzy określają siebie jako „wierzący, ale… niepraktykujący”. To prawdziwa „pandemia” wiary wybrakowanej, religijny zakalec.
Kim są niepraktykujący
Na pewno nie są to ludzie niewierzący. Formalnie należą do Kościoła katolickiego, a nawet uważają się za katolików, ale ich wiara nijak ma się do życia - ma jedynie deklaratywny charakter, nie ma przełożenia na praktykę życia, ograniczając się niemal wyłącznie do uznania istnienia Boga. Wielu próbuje usprawiedliwiać ów stan misternie dobraną, ale w istocie rzeczy wyjątkowo prymitywną, argumentacją typu: „Nieważne, w co się wierzy, byleby być dobrym dla ludzi”; „Nikogo nie zabiłem, nie mam grzechów, z czego mam się spowiadać?”; „Ja tak mocno wierzę, Boga mam głęboko w sercu, a że do kościoła nie chodzę – co to ma do rzeczy? I tak jestem sto razy lepszy(a) od tych, co zawsze chodzą” itd.http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/wiara_i_kosciol/quotwierze_alequot.html
Autor artykułu bardziej szczegółowo omawia problematykę katolików niepraktykujących w książce pt. „Czy będą zbawieni katolicy niepraktykujący?”
Wierzący - niepraktykujący jak pisze Miro są godni politowania. Ja uważam że Miro zapomniał o sobie.Wszak Pan powiedział że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga a czyż Ojciec nie odpuści swemu dziecku? Nim potępisz tego niepraktykującego spojrzyj jeden z drugim na siebie. Jaką wiarę reprezentujesz? Czy jesteś obiektywny w swych domysłach?
Ewangelizacja - TAK!!! Trzeba ją robić bo nigdy jej za dużo.
Przekornie zaproponuję by ją zacząć od praktykujących - niewierzących. Jestem przekonany, że ich nie brakuje. Sprawa wydaje się łatwa - sami przychodzą do Kościoła, wystarczy się nimi zająć. Tylko jakoś nie mogę sobie przypomnieć bym słyszał w swojej parafii kazanie ewangelizacyjne, może naprawdę nie ma takiej potrzeby ???
Eucharystia Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (Jn 6:53-56). Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie (Jn 15:6). Jam jest chleb życia (Jn 6:35). Krwią Jego zostaliście uzdrowieni (1 Ptr 2:24). w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53:5). to jest moja Krew Przymierza... wylana na odpuszczenie grzechów (Mt 26:28).
Crus masz rację ewangelizacja praktykujacych to podstawowa sprawa i dodałbym jeszcze że uspokojenie w łonie kościoła w Polsce bardzo by sie przydało.Moim zdanie należy kategorycznie uciąć "Rydzykowanie"w naszym kościele bo za duzo w nim niechęci,wrogości i niezgodności z nauka Chrystusa.To trudna praca do wykonania ale liczę na madrość biskupów.
Na temat "Rydzykowania" się nie wypowiem. Powiem tylko, że wiele lat temu gdy się nawróciłem (zostałem zewangelizowany) po powrocie na łono Kościoła po prostu załamałem się patrząc na osoby "wierzące" w tym księży. Wielu moich znajomych odeszło do protestantów tłumacząc to sobie brakiem wiary u większości katolików. Na szczęście dużo się zmieniło. Mniej ludzi chodzi uczęszcza na msze. Zdarzają się modlitwy o uzdrowienie w naszych parafiach - choć komentarze wiernych do tych modlitw potrafią czasami załamać (np. teksty w stylu: "Kaszpirowski przyjechał do Kościoła" itp., a to niestety brak ewangelizacji).
Dlatego bardzo się cieszę, że zaczyna coś się ruszać w Kościele, ale martwię się, że z takim przygotowaniem kleru jak obecnie to "wyjdzie jak zawsze".
moge szczerze powiedziec ze jestem niewierzacy i niepraktykujacy, te wszystkie religie to jedna wielka sciema i nonsens niemniej jesli ktos chce sie w to jeszcze bawic to jego sprawa co do tego ze jest coraz mniej {latwo} wiernych no coz, coraz wiecej ludzi zdaje sobie sprawe ze wszelkie religie to bajki polska i polacy podazaja droga krajow zchodniej europy ,gdzie religia jest w zaniku
Ile potrzeba, aby doprowadzić do tego, aby gleba stała się jałowa,aby nic na niej nie rosło pożytecznego, tylko chwasty? Za dużo obecnie jest życia po swojemu, a za mało po Bożemu. W Kościele duchowni, rodzina mają ewangelizować, dawać świadectwo i wychowywać w wierze razem. Czy tak jest do końca? Na katechezie omawialiśmy postać św. Filipa Neri. Jeden z chłopaków zapytał: Dlaczego nasz proboszcz nie jest taki jak ten święty?
Twój komentarz świadczy o tym że sam żyjesz w zakłamaniu.
Już widzę jak z Góry z Dużym Politowaniem patrzysz na tych wierzących-niepraktykujących.
Prawdziwy z ciebie taki dumny faryzeusz.
Religia jest to światopogląd określający cel życia człowieka, oparty na wierze, co jest przyczyną i źródłem powstania świata materialnego, gdyż wiedza na ten temat jest dla ludzi niedostępna, a jedynie przy wzięciu pod uwagę tej przyczyny i źródła, można określić cel życia.
Tak więc każdy człowiek, który ma cel w swoim życiu, jest wyznawcą jakiejś religii, a więc jest człowiekiem wierzącym.
Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek postępował inaczej, niż nakazuje mu wyznawana religia, bo wtedy zaprzeczałby sam sobie.
Niewierzący, to człowiek nie mający celu w życiu. Taki jest przeważnie pijakiem, samobójcą, narkomanem.
Nie ma ludzi wierzących i niepraktykujących!
Pan Jezus powiedział że po owocach się poznaje, więc wiarę każdego człowieka widać po jego czynach!
NIE DA SIĘ EWANGELIZOWAĆ SŁOWAMI ZAKŁAMANYMI!!!!
KIEDY TO W KOŃCU ZOSTANIE ZROZUMIANE?!
WSZYSCY, KTÓRZY POWOŁUJĄ SIĘ NA PANA BOGA, A UŻYWAJĄ TAKICH SŁÓW, MARNIE SKOŃCZĄ!
Następne takie słowo, to słowo "ateista" i wiele innych.
Bardzo dobrze i mądrze napisałeś. Popieram.
Pan Bóg na Sądzie będzie osądzał z tego jak żyłeś a nie z tego czy regularnie chodziłeś do kościoła. Do kościoła na msze chodzi wielu ludzi ale liczy się to jak żyją kiedy wyjdą z kościoła. Chodzenie do kościoła na msze jest pomocna ale nie jest celem samym w sobie. Bardzo ciekawe obrazki i scenki można zaobserwować czasami po mszach gdy wierny po przyjęciu Komunii i zakończeniu mszy wsiada w samochód, którym do kościoła przyjechał i za chwilę woła na innego uczestnika ruchu : k...a jak jedziesz debilu ? !
Czy to jest wierny wierzący i praktykujący ?
Do kościoła chodzi, komunię przyjmuje... więc chyba "praktykujący" ?
Już sama modlitwa jest praktyką religijną.
Wielu ludzi nie chodzi do kościoła ale się modli, znam takich. Do kościoła nie chodzą z różnych względów ale się modlą i żyją uczciwie.
Należałoby się zastanowić czy przypadkiem dużo winy w tym że nie chodzą oni do kościoła nie jest w samym Kościele.
W końcu przestając chodzić do kościoła wielu ludzi dalej w Boga wierzy i żyje uczciwie. Na Boga się nie obrazili tylko nie chcą mieć nic wspólnego z instytucją kościelną. Dlaczego ?
Janowi chciałbym zadedykować fragment Listu św. Jakuba: "(Jk 2.19) Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą." Złe duchy oczywiście bardzo wierzą w istnienie Boga, ale nie o to chodzi w życiu chrześcijanina. Nie wystarczy wierzyć, że Bóg istnieje - trzeba wierzyć Bogu i Kościołowi, który jest mistycznym ciałem Chrystusa. Trzeba więc uczestniczyć w życiu sakramentalnym kościoła - jest to jednym z obowiązków chrześcijanina. To jest jeden z warunków budowania jedności Kościoła. I jest to jeden z warunków uczestniczenia w mistycznym ciele Chrystusa. (Mt 10,32) "Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie."
Ten kτóry twierdzi że "wierzy w Boga w naturze ale do kościoła nie chodzi" powinien sobie odpowiedzieć po pierwsze na pytanie w jakiego Boga wierzy. Bo chyba nie w tego, wiary w Którego naucza Kościół Katolicki, ale w jakiś swój własny obraz Boga, może podobny to kτórejś z odszczepieńczych religii, które mnożą się jak króliki (jak tylko jakiś protestant uzna że mu nie po drodze z jego kościołem zakłada własny i tym sposobem powstało już około 40.000 tzw. denominacji protestanckich).
Dla mnie to nie problem. Ważne żeby ludzie wogóle w tego Boga wierzyli i żyli uczciwie. Ludzie próbują poznawać Boga różnymi metodami i szukają i szukają... czasami znajdują w KK, czasami znajdują w innej religii.
Takie jest życie. Ludzie uczciwi Boga znajdą na pewno prędzej czy później, nawet w momencie śmierci będzie im dane Boga znaleźć. A Ci co w Boga nie wierzą ? Cóż czeka ich niespodzianka. Jeśli żyli uczciwie będzie to dla nich pewnie miła niespodzianka. Jeśli byli zaś zatwardziałymi grzesznikami to się mogą niemile zdziwić.
Proste wytłumaczenie!
autor: Ks.dr Sebastian Kępa
Coraz częściej w wielkich aglomeracjach miejskich można spotkać parafie, w których liczba dominicantes, czyli uczęszczających na niedzielną Mszę Świętą, jak w Warszawie czy Zagłębiu, nie przekracza… 10 proc.!
Nie znaczy to jednak, że katolików ubywa. Paradoksalnie ich liczba na świecie systematycznie wzrasta. Powiększa się natomiast grono tych, którzy określają siebie jako „wierzący, ale… niepraktykujący”. To prawdziwa „pandemia” wiary wybrakowanej, religijny zakalec.
Kim są niepraktykujący
Na pewno nie są to ludzie niewierzący. Formalnie należą do Kościoła katolickiego, a nawet uważają się za katolików, ale ich wiara nijak ma się do życia - ma jedynie deklaratywny charakter, nie ma przełożenia na praktykę życia, ograniczając się niemal wyłącznie do uznania istnienia Boga. Wielu próbuje usprawiedliwiać ów stan misternie dobraną, ale w istocie rzeczy wyjątkowo prymitywną, argumentacją typu: „Nieważne, w co się wierzy, byleby być dobrym dla ludzi”; „Nikogo nie zabiłem, nie mam grzechów, z czego mam się spowiadać?”; „Ja tak mocno wierzę, Boga mam głęboko w sercu, a że do kościoła nie chodzę – co to ma do rzeczy? I tak jestem sto razy lepszy(a) od tych, co zawsze chodzą” itd.http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/wiara_i_kosciol/quotwierze_alequot.html
Autor artykułu bardziej szczegółowo omawia problematykę katolików niepraktykujących w książce pt. „Czy będą zbawieni katolicy niepraktykujący?”
Wierzący - niepraktykujący jak pisze Miro są godni politowania. Ja uważam że Miro zapomniał o sobie.Wszak Pan powiedział że wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga a czyż Ojciec nie odpuści swemu dziecku? Nim potępisz tego niepraktykującego spojrzyj jeden z drugim na siebie. Jaką wiarę reprezentujesz? Czy jesteś obiektywny w swych domysłach?
Wierzący niepraktykujący to niewierzący ,lub mało wierzący .
Skoro uważa się za wierzącego ,a nie uczęszcza na Najświętszą Ofiarę ,to tak ,jakbym kochał swoją matkę ,ale nie podniósł ,gdy upadnie .
Trzeba ją robić bo nigdy jej za dużo.
Przekornie zaproponuję by ją zacząć od praktykujących - niewierzących. Jestem przekonany, że ich nie brakuje.
Sprawa wydaje się łatwa - sami przychodzą do Kościoła, wystarczy się nimi zająć.
Tylko jakoś nie mogę sobie przypomnieć bym słyszał w swojej parafii kazanie ewangelizacyjne, może naprawdę nie ma takiej potrzeby ???
Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (Jn 6:53-56). Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie (Jn 15:6). Jam jest chleb życia (Jn 6:35). Krwią Jego zostaliście uzdrowieni (1 Ptr 2:24). w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53:5). to jest moja Krew Przymierza... wylana na odpuszczenie grzechów (Mt 26:28).
Powiem tylko, że wiele lat temu gdy się nawróciłem (zostałem zewangelizowany) po powrocie na łono Kościoła po prostu załamałem się patrząc na osoby "wierzące" w tym księży.
Wielu moich znajomych odeszło do protestantów tłumacząc to sobie brakiem wiary u większości katolików.
Na szczęście dużo się zmieniło. Mniej ludzi chodzi uczęszcza na msze. Zdarzają się modlitwy o uzdrowienie w naszych parafiach - choć komentarze wiernych do tych modlitw potrafią czasami załamać (np. teksty w stylu: "Kaszpirowski przyjechał do Kościoła" itp., a to niestety brak ewangelizacji).
Dlatego bardzo się cieszę, że zaczyna coś się ruszać w Kościele, ale martwię się, że z takim przygotowaniem kleru jak obecnie to "wyjdzie jak zawsze".
niemniej jesli ktos chce sie w to jeszcze bawic to jego sprawa
co do tego ze jest coraz mniej {latwo} wiernych
no coz, coraz wiecej ludzi zdaje sobie sprawe ze wszelkie religie to bajki
polska i polacy podazaja droga krajow zchodniej europy ,gdzie religia jest w zaniku
Za dużo obecnie jest życia po swojemu, a za mało po Bożemu.
W Kościele duchowni, rodzina mają ewangelizować, dawać świadectwo i wychowywać w wierze razem. Czy tak jest do końca?
Na katechezie omawialiśmy postać św. Filipa Neri. Jeden z chłopaków zapytał: Dlaczego nasz proboszcz nie jest taki jak ten święty?