Kazanie za daleko

Coraz więcej jest takich, co wypływają społecznie, gdy pogrążają się duchowo.

Ludziom „postępu” przybył kolejny bohater. Zgodnie z nową, choć trudno powiedzieć czy świecką, tradycją, „znany duchowny” (po prawdzie, to dopiero teraz znany), po ćwierćwieczu życia w tym stanie, publicznie pożegnał się z zakonem i kapłaństwem. Trudniej poszło mu rozstanie z głoszeniem kazań. W kaznodziejskim stylu opisał swój czyn w liście zamieszczonym w internecie. „Mam takie głębokie poczucie, że się w końcu odważyłem, by żyć i kochać. Że nareszcie dojrzałem do miłości” – stwierdził tam między innymi.

Zaraz poszło to w pochwalnym klimacie na stronie „Wyborczej” i w tabloidach, i tym sposobem salonowy panteon „byłych duchownych” wzbogacił się o kolejnego świątka.

Oto swój, bo światowy, człowiek. Zmądrzał. Dojrzał do „zwykłej miłości”, co znaczy, że służyć miłości niezwykłej, bo wiecznej, to niedojrzałość. Zrozumiał, co to miłość – ludzka, ta, którą się teraz uprawia, szczególnie gdy hormony skoczą. Takiego księdza to my chętnie posłuchamy. Napisał przecież: „Wierzę w Boga, który stoi po stronie życia i miłości. Zwyczajnego życia i zwyczajnej miłości”.

Nooo! To my rozumiemy! O takim Bogu nam mów, a nie tam o jakichś metafizycznych dyrdymałach. A teraz – witaj wśród dojrzałych! Znamy w miłości fajne myki, chętnie cię nauczymy.

Odejścia z kapłaństwa i zakonu zdarzały się zawsze, podobnie jak zdrady małżeńskie i porzucenia rodzin. Ludzie ulegają pokusom, ponoszą klęski – żadna nowość. Grzech nas niszczy, a im większy pewniak, tym łatwiej wpada w jego sidła. To też nie nowość. Ale nowością jest robienie ze zdrady jakiegoś wzniosłego aktu, czegoś, co należy uzasadnić wyższymi racjami i przedstawić jako etap rozwoju. Jest to sposób na poprawienie sobie notowań u ludzi, ale ceną jest to, co Jezus nazwał zgorszeniem.

Gdyby odchodzący duchowny powiedział: „zawiodłem, żałuję”, towarzyszyłyby mu współczucie, modlitwa, i refleksja o własnej kruchości. On jednak mówi, że teraz wreszcie wszedł na właściwą drogę, co oznacza, że wszystko, co było dotąd, było w najlepszym razie niepełne.

Gdy zakonnik z gracją depcze słowo, jakie dał Bogu wobec wielu świadków, jak oczekiwać od męża, żeby dotrzymał słowa danego żonie? Jak w ogóle oczekiwać prostej słowności, skoro można z podniesionym czołem łamać obietnice największe?

Człowiek jest słaby i upada – jasne. Ale trwać w upadku i publicznie chwalić się tym, to już nie słabość – to wybór. Nie działoby się to, gdyby nie było klimatu uznania dla niewierności. Gdy pasterz jest niewierny, to niewiernym owcom zaraz raźniej. Więc biorą go w obronę. „Miał trwać w zakłamaniu?” – beczą. Nie, drogie owieczki. Gdy ktoś zdradza żonę, to ma do niej wrócić i błagać ją o przebaczenie, a nie na stałe „uczciwie” zameldować się u kochanki. Żoną zakonnika jest Kościół. Nie ma takiej sytuacji, w której człowiek musi grzeszyć. „Musi” tylko wtedy, gdy chce. Ale to nie jest miłość – ani „zwykła”, ani jakakolwiek. I to nie jest dojrzałość, gdy jednym kazaniem przekreśla się wszystkie inne, które się wygłosiło w imię wiecznej Miłości.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
13°C Niedziela
wieczór
12°C Poniedziałek
noc
11°C Poniedziałek
rano
11°C Poniedziałek
dzień
wiecej »