Zabobon szkolny

Gdyby religia w szkole szkodziła Kościołowi, jego wrogowie zostaliby katechetami.

Już widać, co będzie tematem jednej z głównych „kampanii społecznych”, aplikowanych ludowi w tym roku szkolnym. Jeszcze małolaty nie ruszyły do szkół, a już ruszyły w mediach „dyskusje” o lekcjach religii w szkole. A to się u Lisa na portalu anonimowa matka oburza, że w zerówce jej pociecha ma dwie lekcje religii i tylko jedną angielskiego, a to gazeta „sam wiesz, która” rozdziera łamy nad „naruszeniem wolności sumienia i wyznania”, jaką ma być kreska na świadectwie w rubryce „religia/etyka”. Do tego dochodzą standardowe pojękiwania nad „niekompetencją katechetów” i westchnienia za cudownymi czasami, gdy dzieci uczyły się religii w parafiach.

O tak, kiedyś wszystko było lepsze. W kolanach nie strzykało, w krzyżu nie łupało, dziewczyny fajne były, to i parafialne salki ulotna pamięć ozłociła. Amatorom katechetycznych podróży sentymentalnych trzeba jednak przypomnieć, że – jak powiedział „Pan Tarej” – wszystko płynie i nie da się dwa razy wejść do tej samej salki.

Do szkoły chodzą w większości katolicy, a ich rodzice życzą sobie dla nich religii? No to o co chodzi? Szkoła ma zapewnić nauczanie religii w swoich murach i koniec.

Niedawno spotkałem się z argumentem, że taka sytuacja, to szkodliwy dla Kościoła „sojusz tronu z ołtarzem”. Jaki sojusz? A to my z łaski tronu mamy w szkole religię? Jak długo będzie w nas pokutował sowiecki sługus, widzący we władzy łaskawcę, któremu trzeba dziękować nawet za dostęp do powietrza? To ci, co siedzą na tronie, są tam z łaski narodu i mają robić to, co my, naród, sobie życzymy.

To przez takie wasalne myślenie wydaje się wielu, że w szkole rację bytu mają tylko rzeczy „neutralne”, czyli negujące realność świata duchowego. Zwolennicy takich idei zapominają, że myśmy to już przerabiali: dzięki komunistom polska szkoła była „neutralna” przez pół wieku po zakończeniu II wojny światowej. I jakoś nikt nie płakał, gdy się ten „światły” okres w edukacji skończył.

Dziś odżywa zabobon wojującego ateizmu, wedle którego w szkole trzeba pozbyć się części samego siebie, nawet gdy to część najważniejsza. Stąd powtarzające się awantury o krzyże w klasach, dąsy na obecność osób w strojach duchownych i wystawianie prowokatorów, „urażonych” znamionami wiary w przestrzeni publicznej. Do tego dochodzą rzesze pożytecznych katolików, którzy po lekturze „postępowych” tekstów głoszą hasła w rodzaju: „Religia w szkole powinna być religioznawstwem”.

Ten ostatni postulat przebija się coraz częściej. Jeśli coś takiego powtarza katolik, to niech swoim dzieciom zamiast obiadu serwuje pogadankę o kulinariach całego świata. To jest właśnie „religioznawstwo zamiast katechezy”.

Narastająca „debata” o obecności religii w szkole jest po to, żeby religii w szkole nie było. Zobaczcie, komu ona tam najbardziej wadzi: lewakom, ideologicznym obsesjonatom, deprawatorom spod znaku feminizmu i homopropagandystom.

Dopóki w szkole jest religia, dopóty ci ludzie nie mogą swobodnie tam wejść ze swoją śmiertelną dla duszy ofertą. Już choćby dlatego musi tam zostać. A nie tylko dlatego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
17°C Niedziela
wieczór
13°C Poniedziałek
noc
11°C Poniedziałek
rano
16°C Poniedziałek
dzień
wiecej »