Budować świat zjednoczony

W tym roku mija 40 lat, od kiedy członkowie Ruchu Focolari przybyli do Polski. O znaczeniu Ruchu i jego założycielki Chiary Lubich dla Kościoła katolickiego opowiedział w rozmowie z KAI Roberto Saltini.

Czym jest Fokolare i kim są fokolarini?

- Fokolare to wspólnota życia konsekrowanego. Nazwa ta oznacza „ognisko domowe”. Fokolarini (mężczyźni) i fokolariny (kobiety) są ludźmi świeckimi, ale całkowicie poświęconymi Bogu. Żyją we wspólnotach – osobno męskich, osobno żeńskich. Składają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Te wspólnoty życia konsekrowanego są sercem całego Ruchu Focolari.

Fokolarini mogą zostać też kapłanami?

- Tak. Jeśli jest to potrzebne dla Ruchu, po wielu latach życia w środowisku świeckim i pracy w zawodzie, fokolarini mogą zostać kapłanami. Jeśli chodzi o mnie, święcenia przyjąłem dopiero po 30 latach życia zawodowego jako lekarz anestezjolog. Była to dla mnie wielka niespodzianka, kiedy Chiara mnie o to poprosiła, ale bardzo się cieszę, że mogę teraz służyć Ruchowi i Kościołowi również jako kapłan.

Był ksiądz jednym z pierwszych fokolarinów, świeckich konsekrowanych żyjących duchowością Ruchu, którzy przyjechali jako lekarze za Żelazną Kurtynę. Jakie było to doświadczenie życia w NRD?


- Jako lekarze zostaliśmy w NRD przyjęci, ale jako Ruch Focolari byliśmy nielegalni. Wiedzieliśmy, że każdego dnia możemy zostać aresztowani. Zadawaliśmy sobie pytanie, jak mamy postępować? Czy to, że będziemy się kryć, postawa lęku, nie spowoduje, że przestaniemy wypełniać naszą misję, głoszenie Ewangelii? Wtedy pomyśleliśmy, że nie powinniśmy się tym martwić, lecz tylko starać się miłować Chrystusa w każdym bliźnim, nie zadając sobie pytania, czy to jest katolik, funkcjonariusz Stasi, komunista czy ewangelik.

Zresztą, mawiałem wtedy, że do komunistycznego więzienia mnie nie wtrącili, ale moim więzieniem jest szpital. Wraz z dr. Giuseppe Santanche’, innym fokolarinem z Włoch, założyliśmy w Lipsku nowoczesny oddział anestezjologiczny, który działa tam do dziś. Będąc tylko we dwóch musieliśmy zapełnić całodobowy dyżur na oddziale. Oznaczało to oprócz codziennej pracy 15 dyżurów nocnych w miesiącu.

Jako Ruch rozwijaliśmy swoją działalność coraz bardziej i nigdy nie mieliśmy żadnego przesłuchania. Myśleliśmy, że służby bezpieczeństwa chyba nic nie wiedzą. Doszło do tego, że w 1977 r. w katedrze w Magdeburgu prowadziliśmy nasze rekolekcje Mariapoli dla tysiąca osób. Przez 4 dni uczestnicy spotkania mieszkali w różnych punktach miasta, stołowali się w różnych restauracjach, przychodzili na program – nie da się nie zauważyć tysiąca ludzi! I nic, żadnego wezwania.

Później dwaj agenci przyjechali do jednego z naszych kapłanów, który był proboszczem w Berlinie. Było to normalne. Zawsze, co jakiś czas odwiedzali księży, żeby zdobywać informacje. W tej parafii na poddaszu mieściło się żeńskie fokolare, a w sali na dole robiliśmy nasze ogólnokrajowe spotkania. Czasem przyjeżdżały na nie nawet osoby z Polski i Czechosłowacji. Fokolariny prosiły nas, żeby nie parkować samochodów przed domem parafialnym, bo te wszystkie różne rejestracje po prostu zwracają na siebie uwagę. Dlatego parkowaliśmy dwie, trzy ulice dalej i przychodziliśmy na piechotę. Tymczasem ci agenci powiedzieli: „Niech ci ludzie parkują samochody tutaj. Gdy robią inaczej, to utrudniają nam życie, bo musimy to wszystko sprawdzać. Niech parkują tu, a wszystkim będzie łatwiej!”.

Zrozumieliśmy, że wiedzą wszystko. Nie pojmowaliśmy jednak, dlaczego w takim razie nic nam nie robią. Odpowiedź poznaliśmy dopiero po upadku komunizmu, kiedy mogliśmy obejrzeć akta Stasi na nasz temat. Znaleźliśmy np. dokumenty z 1965 r. Odbywaliśmy wtedy pierwsze podróże do Pragi. W aktach znaleźliśmy korespondencję czechosłowackich służb bezpieczeństwa, które ostrzegały Stasi, że jesteśmy fokolarinami i że przyjechaliśmy wspierać Kościół katolicki. W rok później Stasi odpowiedziało tym służbom: „Sprawdziliśmy ich”. I rzeczywiście sprawdzili. Donosił na nas człowiek z jednej parafii, gdzie proboszczem był ksiądz fokolarino. Ten człowiek brał udział w naszych spotkaniach i nawet nocował w naszym fokolare. Opisał, ile mamy sztućców, ile bielizny pościelowej, itd. – żeby udowodnić, że nasze mieszkanie nie służy tylko do celów prywatnych, ale stanowi małe centrum Ruchu. A jednak Stasi odpisało do Czechosłowaków: „Sprawdziliśmy ich. Są fokolarinami i działają na rzecz Kościoła katolickiego. Ale wykonują bardzo cenną pracę w szpitalu, a tam gdzie się znajdują, rozszerzają atmosferę życzliwości i miłosierdzia. Dlatego nie widzimy powodów, żeby ich wydalić z kraju”. Nasz styl życia był dla nich do przyjęcia. Zrozumieliśmy, że największą ostrożnością nie jest krycie się, ale miłowanie. Bo ludzie, którzy czują się kochani, nie boją się.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
25°C Czwartek
noc
19°C Czwartek
rano
26°C Czwartek
dzień
26°C Czwartek
wieczór
wiecej »