Człowiek ze strzykawką

Pielęgniarz Niels Högel przez 5 lat bezkarnie zabijał pacjentów. Mimo podejrzeń władze szpitali nie interweniowały.

Proces Högla ruszył w listopadzie. Cała sprawa zaczęła się jednak kilkanaście lat wcześniej. 22 czerwca 2005 r. pielęgniarka zauważyła, jak Högel bez polecenia lekarza wstrzykuje Dieterowi M. ajmalinę, substancję, która może wywołać arytmię serca i śmierć. Następnego dnia pacjent zmarł. Mimo to władze szpitala ani nie zawiadomiły policji, ani nie odsunęły Högla od pracy. Wieczorem pielęgniarz zabił jeszcze raz. Dopiero wtedy został aresztowany. W czasie śledztwa wyszło na jaw, że już kilka lat wcześniej współpracownicy pielęgniarza zauważyli, że na jego dyżurach umiera zastanawiająco wielu pacjentów.

Zwykły chłopak

Trwający proces nie jest pierwszą sytuacją, kiedy Högel staje przed sądem. 42-letni pielęgniarz był już skazany na 7,5 roku pozbawienia wolności za dokonywane w szpitalach zabójstwa. Gdy przypadek Högla opisały media, na policję zgłosiła się kobieta, której matka zmarła, będąc pod jego opieką. Zaczęło się kolejne śledztwo. W 2015 r. były pracownik szpitali niespodziewanie przyznał się do podania śmiertelnego zastrzyku 90 osobom, z których 30 nie udało się uratować. Jednak i to nie był koniec. Dziś seryjny morderca sądzony jest za zabicie ponad 100 osób. W rzeczywistości ofiar mogło być nawet trzykrotnie więcej.

Niels Högel urodził się w Wilhelmshaven. Reporter lokalnej gazety „Nordwest-Zeitung” opisał jego rodzinę jako zupełnie zwyczajną. Rodzice byli katolikami. Ojciec pracował jako pielęgniarz, matka była sprzątaczką. Na pewien czas rozeszli się, gdy Niels miał 11 lat. Chłopiec przeciętnie się uczył, lubił grać w piłkę, miał kolegów. Nie ukończył szkoły średniej, więc nie mógł zostać lekarzem. Marzył o pracy strażaka, ale bał się wysokości. Został pielęgniarzem jak ojciec. Podjął pracę w odległym o 60 km od Wilhelmshaven Oldenburgu.

Zdaniem śledczych po raz pierwszy zabił w lutym 2000 r. Do chwili odejścia z placówki w Oldenburgu w październiku 2002 r. z jego ręki zginęły jeszcze 34 osoby. Metoda była za każdym razem taka sama: pielęgniarz wstrzykiwał chorym podwyższone dawki leków na serce. Efektem była arytmia i migotanie przedsionków. Högel uczestniczył w reanimacjach. Jeśli się udawały, czuł ulgę. Jeśli poszkodowany umierał, sprawca był w szoku.

Zdążyć przed fajrantem

Inni pracownicy szpitali zdawali sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak. Latem 2001 r. zwołano nawet specjalne konsylium w związku z zaskakująco wysoką umieralnością podopiecznych, a Niels Högel wziął w nim udział. Jak później zeznał, czuł się atakowany, więc udał się na 3-tygodniowy urlop. Pod jego nieobecność tragiczne statystyki nagle się poprawiły. Gdy wrócił, na jego zmianach trzeba było podejmować reanimację pięciu osób. Łącznie 10-krotnie, bo niektórym wstrzykiwał lek kilka razy. Trzech pacjentów zmarło od razu, dwóch po pewnym czasie. Wszystko zostało odnotowane. Szpital prowadził statystyki, z których wynikało, że 58 proc. zgonów ma miejsce wtedy, kiedy w pracy jest Högel. Po latach pracownicy zeznali, że czuli się przy Höglu nieswojo, uznawali go za pechowego i mieli pewne podejrzenia. Tyle tylko, że niewiele to dawało. Dopiero w 2002 r. pielęgniarz usłyszał od przełożonych, że stracili do niego zaufanie. Mimo to dostał propozycję: jeśli sam odejdzie, otrzyma dobre referencje. Zgodził się. Z pochwałą w dokumentach bez kłopotu znalazł pracę w szpitalu w Delmenhorst. Zabijał dalej. W ciągu 2,5 roku umarło przeszło 70 pacjentów, którym wstrzykiwał leki na serce. W końcu w czerwcu 2005 r. został przyłapany na gorącym uczynku. Władze szpitala zebrały się na naradę. Wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości, że Dieter M. zmarł z powodu zastrzyku z gilurytmalu, leku zawierającego ajmalinę. Decyzja: na razie nie robimy nic, Niels Högel i tak zaraz idzie na urlop. Tego samego dnia wieczorem pielęgniarz zabił jeszcze jedną pacjentkę, Renate R., a potem wyjechał na wakacje. Dopiero wtedy do akcji wkroczyła policja, a Högel trafił do aresztu.

Kłopotliwe ekshumacje

Ciągnące się od kilkunastu lat procesy Nielsa Högla to jedna z najdłuższych batalii sądowych w Niemczech. Na 67 cmentarzach śledczy dokonali 134 ekshumacji osób mających od 34 do 96 lat. Jedno z ciał wydobyto z grobu w Polsce, a polscy śledczy wysłali Niemcom próbki do badania. Jego wynik był negatywny, ale sprawca przyznał się do zabicia Polaka. Czworo innych domniemanych ofiar Högla pochodziło z Turcji i zostało pochowanych w rodzinnym kraju. W tym przypadku przeprowadzenie ekshumacji nie było łatwe. Jeden z grobów znajduje się w pobliżu granicy z Syrią. Kłopotem była jednak nie tylko bliskość kraju pogrążonego w wojnie, ale i niechęć tureckiej prokuratury do współpracy ze stroną niemiecką. Dopiero po dwóch latach administracyjnej walki udało się doprowadzić do badania zwłok dwóch zmarłych pacjentów. Pełnej liczby ofiar Nielsa Högla prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Mogło ich być nawet 300, ale wiele ciał skremowano, więc nie da się już przeprowadzić testów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6
    22°C Poniedziałek
    noc
    19°C Poniedziałek
    rano
    26°C Poniedziałek
    dzień
    27°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »