Mity Okrągłego Stołu

O kulisach rozmów opozycji z komunistami mówi dr Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Andrzej Grajewski: Dlaczego Okrągły Stół nadal wzbudza spore emocje? Ma się wrażenie, że im dalej od daty rozpoczęcia obrad, tym są one większe.

Paweł Kowal: Ponieważ służy jako mit. Związane są z nim pewne misteria i przekonania, które mają charakter niemal sakralny, a nie naukowy. W historii każdego narodu są takie mity. Tak działają naród, wspólnota i społeczeństwo. Ważne wydarzenia też stają się mitami – wtedy wyrastają jak na drożdżach. Jedna część sceny politycznej przekształciła historię z lutego 1989 r. w pozytywny mit założycielski III Rzeczypospolitej, w pozytywną opowieść tylko częściowo – jak to z mitami bywa – bazującą na wiedzy historycznej dotyczącej tego, jak wszystko się odbywało i kto był przy stwarzaniu wolnej Polski. Istota Okrągłego Stołu polegała na tym, że wszyscy siedzieli przy jednym meblu. Było poręczne przy organizowaniu wyobraźni społecznej, gdyż nikogo nie wykluczało. Znalazło się miejsce dla dobrych z Solidarności i złych z PZPR, których stół miał uszlachetnić. Mitologizacji sprzyjała nawet nazwa nawiązująca do opowieści o królu Arturze. Druga strona ten mit zakwestionowała i zastąpiła własną opowieścią o prawdziwym początku i dobru, czyli powstaniu rządu Jana Olszewskiego.

Nie cała opozycja zasiadła do tych rozmów.

To prawda, były znaczące środowiska opozycyjne, które to kontestowały. Paradoksalnie jednak część z nich przyłączyła się później do tego pozytywnego mitu. Uznano, że skoro istnieje opowieść o początkach państwa, która jest szeroko akceptowana nie tylko w Polsce, ale także przez strategicznych sojuszników naszego kraju, to warto się do niej przyłączyć, choćby ze względu na konieczność edukacji obywatelskiej młodych pokoleń. Bo opowieść o Okrągłym Stole jest przy okazji przypowieścią pedagogiczną serwowaną innym krajom wychodzącym z systemu totalitarnego, prezentowaną m.in. przez polityków amerykańskich. Nie zapominajmy, że przez długi czas była to także opowieść Kościoła. Jan Paweł II wiosną 1989 r. właściwie co środę podczas audiencji wracał do wydarzeń w Polsce i je afirmował. Czterdzieści lat po strasznej wojnie i dziesięć lat po „Wujku” polskie elity bały się ponownego rozlewu krwi. Dlatego część przeciwników Okrągłego Stołu uznała później, że jest to historia dobrze nadająca się do opowieści o początku niepodległego państwa – III RP. Inna część uczestników zrewidowała natomiast swoje stanowisko, negatywnie oceniając to wydarzenie. Uznali, że zostali oszukani, a porozumienie polityczne nie dało oczekiwanego przez nich efektu, także w wymiarze indywidualnym. To jest kolejny paradoks, że część początkowych zwolenników rozmów Okrągłego Stołu i uczestników obrad przekształciła się w jego przeciwników. Jakby chcieli zapomnieć, że oni także, choć może nie w pierwszym rzędzie, przy nim siedzieli.

Dziesięć lat temu prezydent Lech Kaczyński zorganizował w Pałacu Prezydenckim debatę historyków na temat Okrągłego Stołu. Obaj w niej uczestniczyliśmy i pamiętam, że prezydent, podsumowując ją, przy różnych zastrzeżeniach generalnie pozytywnie ocenił osiągnięte wtedy rezultaty.

Jedna rzecz to rola mitów w polityce, a inną sprawą są obiektywne ustalenia historyczne. Historycy o tych obradach wiedzą już bardzo dużo, większość – nie tylko krajowych – źródeł jest znana. Dlatego historyk powinien zachować chłodny dystans i nie ulegać nadmiernym emocjom. Wychodzi bowiem na to, że Okrągły Stół nie był wcale decydującym momentem w sensie politycznym. Przez symbolikę samego mebla oraz towarzyszącą mu pewną teatralność wydarzeń nadawał się właśnie do mitologizacji, muzealizacji, do wykreowania opowieści o tym, jak należy sobie radzić w konfliktowych sytuacjach. Nie tylko w warunkach polskich czy środkowoeuropejskich, ale nieomal w wymiarze globalnym. W rzeczywistości jednak Okrągły Stół nie był kluczowym wydarzeniem. Znacznie ważniejsze były negocjacje polityczne toczące się w Magdalence, a decydujące znaczenie miały wybory 4 czerwca 1989 r. oraz powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Aby ten proces mógł się dokonać, kluczowe zaś były ustalenia strategiczne między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Sowieckim, które w gruncie rzeczy były przesądzone pod koniec 1988 r. Arcyważna była polityczna rola Jana Pawła II.

Znam dokumenty KGB z jesieni 1987 r., kiedy to analitycy sowieckiego wywiadu, badając przebieg III pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, doszli do wniosku, że nieuchronną konsekwencją tej wizyty jest jakaś forma porozumienia się władzy z opozycją w Polsce.

Tuż po papieskiej pielgrzymce sądzono, że ewolucja będzie wyglądała nieco inaczej. Obowiązywało coś, co roboczo nazywam „planem 87”. Był on przygotowany przez gen. Władysława Pożogę (szefa wywiadu cywilnego PRL), Stanisława Cioska (odpowiadał w KC PZPR za kontakty z ruchem związkowym) oraz Jerzego Urbana (rzecznika rządu i bliskiego doradcę gen. Jaruzelskiego). Pomysł zakładał, że komuniści uzyskają nową legitymizację w referendum pod koniec 1987 r. i przeprowadzą transformację, bazując na swoich założeniach. Plan się jednak nie powiódł, gdyż referendum poniosło klęskę, a Jan Paweł II wstrzymał rozmowy polityczne Kościoła z władzami. Scenariusz realizowany w 1988 r. i 1989 r. był już mocno zmodyfikowany wobec pierwotnych założeń, o których pan wspominał, powołując się na dokumenty KGB. To, co działo się w Polsce na przełomie 1988 i 1989 roku, bardziej odpowiadało scenariuszom wypracowanym przez administrację amerykańską, przy dużo większym, niż sądzimy, udziale Jana Pawła II. Z całą pewnością Okrągły Stół nie przebiegał według scenariusza napisanego na Łubiance, w kwaterze głównej KGB.

Przeciwnicy ustaleń Okrągłego Stołu podkreślają ich negatywne konsekwencje dla rozwoju życia społecznego i politycznego. Nastąpiło uwłaszczenie nomenklatury, nie przeprowadzono lustracji i dekomunizacji, co miało poważne konsekwencje dla wielu dziedzin życia w kraju.

To wszystko prawda, ale myśląc realistycznie o polityce, musimy mieć świadomość, że tak głęboka transformacja, która dokonywała się w Polsce w 1989 r., była możliwa jedynie dzięki udziałowi w tym procesie elit z obu stron, starych i nowych. Ci, którzy bronią Okrągłego Stołu – utożsamiani z „Gazetą Wyborczą” czy Adamem Michnikiem – to osoby deklarujące w 1989 r., że nowy rząd musi polegać na tym, iż Solidarność będzie miała przewagę, ale jednocześnie będą w nim reprezentowani racjonalni przedstawiciele sił poprzedniego reżimu. Wtedy wskazywano na tzw. reformatorską część PZPR. Tylko czy ówcześni, a także współcześni przeciwnicy Okrągłego Stołu, jak np. Jarosław Kaczyński, uważali, że możliwe jest radykalnie inne rozwiązanie? Otóż nie. Kaczyński także był przekonany, że musi nastąpić jakieś porozumienie ze starymi elitami. Jednak zamiast reformatorów z PZPR wybierał nomenklaturę z ZSL i Stronnictwa Demokratycznego. W moim przekonaniu nikt, kto poważnie rozumiał politykę w tamtej epoce, nie uważał, że można stworzyć nowe państwo bez jakiegoś przejściowego udziału części ludzi z elit komunistycznych. Różniono się jedynie co do tego, jak i z kim zawrzeć porozumienie. Samej istoty porozumienia nie kwestionowała wówczas żadna poważna siła polityczna w Polsce.

Najbardziej radykalni przeciwnicy Okrągłego Stołu na pytanie, co więc należało robić, odpowiadają, że nic. System i tak by się rozsypał, gdyż był zmurszały.

Komunizm nigdzie sam z siebie nie upadł. Sytuacja zmieniała się dzięki temu, że prezydent Ronald Reagan przez całą dekadę lat 80. wywierał rosnącą presję – ekonomiczną, polityczną i społeczną – na Moskwę. Komunizm skończył się w sposób pokojowy także dlatego, że na tamte wydarzenia ogromnie wpłynął Jan Paweł II, który walczył z marksizmem na wielu polach, brał udział w rozbijaniu ZSRS poprzez wspieranie Litwinów i Ukraińców, a także Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii. Komunizm upadł dlatego, że ktoś tego chciał i aktywnie pomagał w tym procesie. Oczywiście można zapytać, czy upadek ten nie dokonałby się z powodu naturalnej inercji. Ale czy znane są z historii Zachodu czy choćby Rosji jakiekolwiek przykłady na to, że w wyniku rewolucji nastąpiło całkowite przerwanie ciągłości między starym a nowym? Takich przykładów nie ma. Badania nad rewolucją francuską czy bolszewicką wykazują, że nawet kiedy mamy do czynienia z ostrym cięciem, występują elementy kontynuacji systemowej oraz ciągłości elit. Do budowy nowego państwa konieczne są stare kadry, zwłaszcza w takich dziedzinach jak administracja, wojsko, służby specjalne. To są struktury, których w zasadzie nie można stworzyć od zera.

Jaki jest więc w Pana ocenie bilans Okrągłego Stołu?

Mam wątpliwości co do sformułowania „bilans Okrągłego Stołu”, ponieważ pojedyncze wydarzenie nie miało tak wielkiego znaczenia. Lepiej byłoby mówić o bilansie całego 1989 r., czyli z uwzględnieniem rozmów w Magdalence, wyborów z czerwca 1989 r. oraz powstania rządu Mazowieckiego. Podobnie sądził Lech Kaczyński, dla którego najważniejszym momentem 1989 r. były czerwcowe wybory, gdyż wtedy to ludzie podjęli decyzję. To podsumowanie możemy porównać do tego, co udało się osiągnąć w innych krajach bloku wschodniego i Związku Sowieckim. W wyniku rozpadu Układu Warszawskiego, Jugosławii oraz ZSRS powstało 30 państw – jeśli dołączymy Mongolię i Albanię. Nie znam żadnego państwa z tego kręgu, które na transformacji wyszło lepiej niż Polska. Polsce się udało, bilans jest pozytywny.

Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla Polsatu powiedział, że warto by zbudować pomnik Tadeusza Mazowieckiego w Warszawie jako symboliczne upamiętnienie tamtych wydarzeń. Nie dziwi Pana ta propozycja?

Nie, gdyż powiedział to polityk, który liczy na głosy centrowego elektoratu w najbliższych wyborach prezydenckich. Od tamtych wydarzeń minęło już 30 lat i pora się zastanowić, jak zapisać je również w sferze symbolicznej, szerzej niż tylko w odniesieniu do Okrągłego Stołu. Trzeba więc być gotowym na dyskusję o tym, jak wygląda grono ojców założycieli III Rzeczypospolitej. Podobnie jak zrobiliśmy w stosunku do wskazanych w analogicznej roli polityków II Rzeczypospolitej, należy przyjąć założenie, że nie ma wśród nich postaci idealnych. Każdy z nich miał wady i popełniał błędy, ale w końcowej ocenie przeważają ich zasługi. Ja postawiłbym pomnik Zbigniewa Brzezińskiego, który odegrał rolę podobną do tej, jaką w 1918 r. spełnił Ignacy Jan Paderewski. Sądzę także, że powinien w Polsce powstać porządny, państwowy pomnik Jana Pawła II. Nie tylko papieża i świętego, bo sakralnych figur mamy wiele, ale największego polskiego męża stanu nie tylko tamtej doby. Chodzi mi o świecki monument przedstawiający papieża jako wielkiego Polaka – polityka. Na pomniki z czasem wejdzie całe grono twórców III RP, a wśród nich z pewnością znajdzie się pierwszy premier – Tadeusz Mazowiecki. Taka jest naturalna kolej życia narodu. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    20°C Niedziela
    dzień
    21°C Niedziela
    wieczór
    17°C Poniedziałek
    noc
    14°C Poniedziałek
    rano
    wiecej »