Co dalej z Uberem?

Nowelizacja ustawy o transporcie drogowym ma uporządkować sytuację na rynku przewozu osób. Przepisy będą obowiązywać od 1 stycznia 2020 r.

Zgodnie z przyjętym przez Sejm projektem takie firmy jak Uber czy Bolt będą mogły przekazywać zlecenia wyłącznie przedsiębiorcom posiadającym licencję na przewóz osób. Jej uzyskanie będzie jednak łatwiejsze niż do tej pory: cena zostanie obniżona, a egzamin z topografii terenu zniesiony. Ponadto aplikacja mobilna stanie się legalną alternatywą dla taksometru i kasy fiskalnej. Przyjęte rozwiązania budzą skrajnie różne odczucia wśród przedstawicieli branży transportowej.

Szara strefa?

Polska jest jednym z krajów europejskich, które jeszcze do niedawna nie określiły ram prawnych funkcjonowania aplikacji przewozowych. Regulacje w tym zakresie wprowadzono już m.in. w Hiszpanii, Danii, Austrii i Czechach. Przyjęta pod koniec kwietnia nowelizacja jest efektem pracy zespołu roboczego przy Ministerstwie Infrastruktury. Urzędnicy przygotowywali projekt pod naciskiem taksówkarzy, którzy prowadzili akcje protestacyjne, domagając się egzekwowania prawa przez zabierające im klientów firmy. – Uber i podobne przedsiębiorstwa działają w szarej strefie: nie płacą podatków w Polsce, a zyski są transferowane na zagraniczne konta. W tym procederze bierze udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Wiele z nich nie zna naszego języka, a po mieście porusza się tylko z pomocą GPS-u. Poziom ich wyszkolenia jest tragiczny, zniesienie egzaminu z topografii miasta to fatalny pomysł – mówi Tadeusz Stasiów, prezes Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP.

Z komunikatu opublikowanego przez polski oddział Ubera w lutym br. wynika, że zarzuty o niepłaceniu podatków w naszym kraju nie są zgodne z prawdą. Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej wskazuje, że w 2017 r. firma zarobiła na terenie Polski 8,8 mln zł netto i odprowadziła od tej kwoty podatek w wysokości 1,67 mln zł. – Uber ma zarejestrowaną na polskim rynku spółkę i rozlicza się zgodnie z polskim i europejskim prawem – podkreślała Ilona Grzywińska-Lartigue. Szefowa biura komunikacji spółki przyznała jednak, że firma dostrzega potrzebę odzyskania zaufania klientów. Jak doszło do jego utraty?

Tylna kanapa

Po protestach taksówkarzy rząd zobowiązał się do przeprowadzenia kontroli przewoźników. W kwietniu br. Inspekcja Transportu Drogowego we współpracy z policją i Krajową Administracją Skarbową sprawdziła w sumie ok. 500 samochodów w całym kraju. Wykryto łącznie ponad 140 naruszeń: pojazdy były w złym stanie technicznym, a część kierowców świadczyła swoje usługi bez licencji. Jeszcze kilka miesięcy przed kontrolą media obiegła informacja o dwóch poważnych incydentach: w Warszawie jedna z klientek firmy była molestowana przez kierowcę, inną próbowano zgwałcić. Sprawcami obydwu zdarzeń byli obcokrajowcy. Osoby korzystające z Ubera podkreślają, że jeszcze dwa lata temu większość pracowników firmy stanowili Polacy. W ich towarzystwie czuli się bezpieczniej. – Wcześniej siadałam obok kierowcy, teraz zawsze na tylnej kanapie. Z Ukraińcami jeszcze można jakoś się porozumieć, gorzej jest z Turkami, Irańczykami czy Pakistańczykami. Zdarza się, że wiozą mnie okrężną drogą. Dziwnie patrzą na mnie w lusterku – mówi GN mieszkanka Warszawy regularnie podróżująca Uberem.

Głosy krytyki sprawiły, że zarządzający firmą postanowili posypać głowy popiołem. Od kierowców zaczęto wymagać zaświadczeń o niekaralności i licencji na krajowy przewóz osób samochodem osobowym, a na poziomie aplikacji wprowadzono tzw. przycisk bezpieczeństwa oraz możliwość udostępnienia trasy przejazdu najbliższym. Firma postanowiła także odpowiedzieć na pojawiające się w mediach zarzuty złego traktowania pracowników (m.in. praca na czarno, utrudnianie wypłaty wynagrodzenia). Rozwiązaniem tego problemu ma być Kodeks Postępowania Partnerów, regulujący współpracę pomiędzy firmą i jej partnerami flotowymi.

Rozsądny kompromis

Pomimo działań podjętych przez Ubera rządzący nie zrezygnowali z pracy nad nowelizacją porządkującą sytuację na rynku przewozu osób. Ustawa obejmie swoim działaniem wiele innych podmiotów. Ostatecznie podjęto decyzję o przyjęciu mniej restrykcyjnych przepisów od tych, których domagali się taksówkarze. – Nie chcemy prawa, które uderza w polskiego przedsiębiorcę. Rozważamy kolejne protesty – mówi Tadeusz Stasiów.

Największy sprzeciw środowiska, które reprezentuje nasz rozmówca, budzi wprowadzenie do ustawy pojęcia „pośrednictwo przy przewozie osób”, dotyczącego działalności gospodarczej polegającej na przekazywaniu zleceń przewozu z wykorzystaniem aplikacji mobilnych, domen internetowych lub innych środków przekazu informacji. Dzięki temu Uber będzie mógł cieszyć się statusem podobnym do korporacji taksówkarskich. Każdy pośrednik będzie musiał jednak posiadać odpowiednią licencję. Według specjalistów od transportu to rozsądny kompromis pomiędzy oczekiwaniami klientów i taksówkarzy, którzy czują się zagrożeni przez nowe usługi. – Dla nich to także wyraźny sygnał, że powrót do realiów lat 90. nie jest możliwy. Nie zahamujemy postępu technologicznego. Wielu młodych ludzi już nie chce zamawiać taksówek przez telefon lub czekać na nie na postoju – mówi Maciej Wroński ze Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”. Dodaje, że rząd powinien pracować nad kolejnymi przepisami usprawniającymi transport w miastach. Jednym z takich rozwiązań mogłoby wbyć umożliwienie korzystania z buspasów pojazdom, w których wszystkie miejsca są zapełnione. Takie rozwiązanie przyjęto m.in. w USA.

Dobry kierunek

Eksperci zajmujący się nowoczesną i współdzieloną mobilnością uważają, że nowelizacja ustawy o transporcie drogowym opóźni rozwój innowacji. Ich zdaniem koszty spełnienia określonych przez ustawę wymogów zostaną przerzucone na klientów. Zwracają oni uwagę, że nowe prawo może pogorszyć sytuację nie tylko takich przedsiębiorstw jak Uber czy Bolt, ale wszystkich, które w myśl ustawy mieszczą się w definicji pośredników. – W Polsce i na świecie powstaje coraz więcej konceptów multimodalnych: za pomocą jednej aplikacji możemy skorzystać z usług kilku czy nawet kilkunastu operatorów. Jeśli oferują oni m.in. przewóz osób, podlegają tym przepisom. To oznacza, że platformy typu MaaS (Mobility-as-a-Service: mobilność jako usługa) będą musiały zdobyć licencję na swoją działalność. To niepotrzebna biurokracja – mówi Adam Jędrzejewski, prezes Stowarzyszenia Mobilne Miasto.

Nasi rozmówcy są zgodni co do jednego: przepisy zawarte w nowelizacji nie są idealne. Należy je jednak traktować jako polubowne dla wszystkich stron sporu. – Ten projekt stawia na bezpieczeństwo klientów, zabezpiecza wpływy do budżetu państwa, wprowadza wymagania dla kierowców i platform internetowych. Myślę, że to dobry krok w kierunku uporządkowania tego rynku – podsumowuje Maciej Wroński.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 1 2 3 4 5 6
28°C Środa
noc
24°C Środa
rano
32°C Środa
dzień
33°C Środa
wieczór
wiecej »