Twarda łaska

Myśl wyrachowana: Twardość i nieustępliwość – nie ceni się cech skały, gdy jest miło. Ale nie będzie miło.

Ktoś podarował mi onegdaj książkę zawierającą życiorysy kilkunastu najwybitniejszych duchowych przywódców protestanckich na przełomie XIX i XX wieku. Cenię chrześcijan innych wyznań, wiem, że Bóg u nich potężnie działa, dlatego wspomnianą pozycję przeczytałem bez uprzedzeń do środowiska, w jakim się ukazała.

Z ciekawością dowiadywałem się o wielkiej wierze liderów, o nadzwyczajnych znakach i cudach, jakie towarzyszyły ich działalności. Po którejś z przeczytanych biografii uderzyła mnie jednak pewna rzecz, powtarzająca się prawie w każdym przypadku: po pięknym i dobrym początku u szczytu aktywności następowało dziwne załamanie. Gdy przywódca stawał się niekwestionowanym autorytetem dla nieprzebranych tłumów, zaczynał robić głupstwa. Niemal było słychać szum wody sodowej uderzającej mu do łba, co skutkowało przekonaniem, że jest zastępczym mesjaszem – o ile zastępczym. W końcu ludzie, widząc, że wychodzą na nim jak nauczyciele na Broniarzu, odwracali się od niego i szukali kolejnego przewodnika w wierze. Gdy go znaleźli, szli jego kursem, a po byłym przywódcy ślad ginął.

Nie chcę powiedzieć, że ludziom sprawującym władzę w Kościele katolickim nie grozi woda sodowa. Ależ grozi i często na groźbach się nie kończy. Bóg jednak, znając ludzką skażoną naturę, skutecznie zabezpieczył Kościół przed katastrofą, która powinna nastąpić, gdy katastrofę sprowadzają na siebie tegoż Kościoła pasterze. Osadził Kościół na skale.

Kefas – Piotr – Skała właśnie. Nienaruszalny punkt odniesienia. Autorytet niezmienny, tkwiący powyżej najwyższej mitry i tiary. Nie w głowie najbardziej elokwentnego człowieka, nie w jego talentach ani nawet nie w jego wierze, lecz w rzeczywistości nadprzyrodzonej.

Jak to działa, widzimy właśnie teraz, gdy upadają kapłani, przewodnicy i mistrzowie. Owszem, to jest bolesne i duchowo szkodliwe, ale to nie dotyka samych podstaw wiary. Jeśli ktoś w Kościele upada, widać wyraźnie, dlaczego się to dzieje: bo odpadł od skały. Wtedy problem ma on i ci, którzy przywiązali się do niego zamiast do skały. Sama skała jednak stoi i wystarczy do niej wrócić, żeby przetrwać każdy sztorm.

Poza Kościołem tego nie ma. Tam wiele zależy od ludzkiej osobowości, od osobistej wiary konkretnych ludzi. Jeśli wiara jest autentyczna i mocna, jest dobrze, ale gdy się zachwieje – a zachwieje się – nie ma się czego chwycić i wszystko się sypie. Każdy sam przecież decyduje, co to jest łaska i jak należy rozumieć Pismo.

Co z tego, że człowiek ma w ręku linę, skoro nie ma jej o co zaczepić? Gdy rozszaleją się żywioły, okaże się, że świetlane ludzkie autorytety z dala od Skały potrafią jedynie świecić oczami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
8°C Środa
rano
13°C Środa
dzień
15°C Środa
wieczór
12°C Czwartek
noc
wiecej »