Śmierć za zamkniętymi drzwiami

Jedni się wieszają, bo nie wytrzymują. Inni łykają cement, bo chcą trafić do szpitala. Jeszcze inni padają ofiarą przemocy.

Ludzie mają wyobrażenie, że więźniowie są monitorowani non stop. A to nieprawda – tłumaczy Dariusz Loranty, były policjant. – Cele z kamerami są absolutną mniejszością. W Polsce jest sprawny system monitoringu, ale klawiszy – czy zaglądają do cel. Podstawowa kontrola polega właśnie na tym, że co pewien czas zgodnie z regulaminem strażnicy robią obchód i przez judasza patrzą, co się dzieje. Oczywiście, kiedy klawisz się zbliża, więźniowie to słyszą. Musiałby chodzić boso, żeby tak nie było.

Samobójstwa, zabójstwa, inne

W polskich więzieniach i aresztach śledczych przebywają 74 244 osoby – podaje Służba Więzienna (stan na 23 sierpnia br.). W pierwszym półroczu 2019 r. zmarło 91 więźniów. W całym 2018 r. zgonów było 170, o 17 więcej niż rok wcześniej. 135 przypadków zakwalifikowano jako śmierć z przyczyn naturalnych. 26 więźniów popełniło samobójstwo. Do jednego z nich doszło we Wrocławiu. 26-latek został przewieziony do tamtejszego aresztu ze szpitala psychiatrycznego. Jak relacjonowała „Gazeta Wrocławska”, mężczyzna w przeszłości próbował się podpalić, dlatego trafił do celi z monitoringiem. Tam założył sobie na szyję pętlę ze sznurowadła, przywiązał drugi koniec do kraty i w ten sposób powiesił się na siedząco. Strażnik obserwujący ekrany miał tego nie zauważyć. Dopiero jego zmiennik zorientował się, co się stało. Nie wiadomo, dlaczego więźniowi zagrożonemu samobójstwem nie odebrano sznurowadeł.

Dziewięć zgonów znalazło się w kategorii „inne”, do której należą m.in. zabójstwa. W 2018 r. do morderstwa doszło m.in. w Męckiej Woli koło Sieradza, gdzie zginął 23-latek, który w tym samym roku miał wyjść na wolność.

Pod specjalnym nadzorem

Kamery zainstalowane są w celach „N”, przeznaczonych dla niebezpiecznych więźniów. Do pomieszczeń z monitoringiem trafiają też osadzeni uznani za zagrożonych samobójstwem albo tacy, którym grozi coś ze strony innych. Sprawa z Wrocławia pokazuje, że nie zawsze to wystarcza. Przypadków śmierci w kontrolowanych celach było więcej. W 2009 r. w więzieniu w Płocku znaleziono ciało Roberta Pazika, jednego ze skazanych za zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Pazik był szczególnie chroniony, bo wcześniej zginęli jego dwaj kompani: Wojciech Franiewski i Stanisław Kościuk. Oficjalnie wszystkie trzy przypadki uznano za samobójstwo, choć nigdy nie uwierzyli w to członkowie rodziny porwanego i zamordowanego biznesmena.

Po śmierci Pazika w polskich więzieniach wprowadzono program przeciwdziałania samobójstwom. Wszedł on w życie w sierpniu 2010 r. Zgodnie z tym programem strażnicy przechodzą szkolenie na temat tego, jak postępować w razie próby samobójczej osadzonego. Podczas przyjmowania skazanego do zakładu karnego należy ocenić, czy należy on do grupy ryzyka. Jeśli tak, zakłada się mu kartę zagrożonego samobójstwem i zapewnia rozmowy z psychologiem lub psychiatrą.

Grypsera się nie wiesza

Trudno ocenić funkcjonowanie tego systemu, jednak liczba przypadków skutecznego targnięcia się na życie w więzieniach rzeczywiście spadła. Podczas gdy w 2001 r. Straż Więzienna odnotowała 47 samobójstw i 7 śmiertelnych samookaleczeń, a w 2006 r. – 42 zgony spowodowane autoagresją, w 2011 r. samobójstwa zdarzyły się 22 razy, rok później – 18 razy, a w 2016 r. – 24 razy. Spadł też współczynnik samobójstw na 10 tys. osadzonych. Do 2010 r. wynosił on ponad 4, a tuż po wprowadzeniu nowego programu spadł poniżej 2. Doktor Sebastian Lizińczyk z Centralnego Zarządu Służby Więziennej przeanalizował przypadki prób samobójczych z lat 2010–2013. Jak się okazało, na tendencje samobójcze nie miały wpływu długość wyroku, liczba kar i nagród otrzymanych przez więźnia, to, czy przebywał w więzieniu czy w areszcie, ani to, czy był w związku z kimś pozostającym na wolności. Wśród ludzi dopuszczających się autoagresji zdecydowanie dominowały osoby bezdzietne. Rzadko zdarzało się, żeby samobójstwo popełnił ktoś, u kogo rozpoznano wcześniej taką tendencję, zatem albo system prewencji wobec zagrożonych działał skutecznie, albo szwankowało wykrywanie skłonności do targnięcia się na swe życie. Ryzyko było niemal zerowe w przypadku więźniów odbywających karę w systemie terapeutycznym. Widocznie pomagają częste kontakty z psychologiem. Najczęstszą formą samobójstwa było powieszenie się, przeważnie w toalecie, bo tam osadzony może na kilka minut zniknąć z oczu współwięźniom. Skuteczne targnięcie się na życie prawie nie zdarzało się wśród członków więziennej subkultury. W tej grupie dochodziło jednak do większości samookaleczeń. Doświadczeni więźniowie czasem się ranią, połykają kawałki cementu albo piją substancje chemiczne, żeby dostać gorączki. Dzięki temu mogą trafić do szpitala więziennego, gdzie jest wygodniej niż w celi, albo uniknąć wezwania na przesłuchanie.

Za wagon szlugów

Nie wszystkie przypadki śmierci w celi są łatwe do wyjaśnienia. Recydywiści opowiadają czasem historie takie jak ta o człowieku, którego współwięźniowie udusili sztangą na siłowni, po czym zaalarmowali strażnika, że zdarzył się wypadek. Latem 2017 r. w areszcie na warszawskiej Białołęce w ciągu trzech tygodni powiesiły się trzy osoby. Najwięcej wątpliwości wzbudzała śmierć Marcina K., byłego szefa Urzędu Skarbowego w Sosnowcu, oskarżonego o korupcję. Innego rodzaju wątpliwości towarzyszyły zabójstwu Henryka W. w więzieniu w Czarnem niedaleko Chojnic. Od początku było wiadomo, że został uduszony przez Sławomira H., ale sprawca utrzymywał, że działał w obronie własnej, a świadków nie było. H. usłyszał zarzut zabójstwa, ale i tak już odsiadywał dożywocie. Taki sam wyrok usłyszał za zabójstwo dokonane w Wieleniu Marcin W. Później w więzieniu rzucił się z nożem na Andrzeja K. Ten na szczęście przeżył. Prokurator uznał, że sprawcą kierowała osobista niechęć, poszkodowany – że Marcinowi W. obiecano za zabójstwo karton papierosów. Wątpliwości towarzyszą niedawnemu zgonowi Dawida Kosteckiego. Były bokser, skazany m.in. za czerpanie korzyści z cudzego nierządu, miał się powiesić, leżąc pod kocem na pryczy. Pełnomocnicy jego rodziny uważają, że nie było to samobójstwo. Dawny sportowiec miał zeznawać w sprawie o rozbój.

Przemoc powszednia

Znacznie częściej od zabójstw zdarzają się pobicia, upokarzanie słabszych więźniów czy przemoc seksualna. – Najbardziej narażeni są kablarze, nawet jeśli informacja, że sypią, jest nieprawdziwa – tłumaczy Dariusz Loranty. – Kto im dokuczy, czuje się dowartościowany. Na drugim miejscu są zabójcy dzieci i matek. Potem przestępcy seksualni krzywdzący dzieci. Aby chronić takich więźniów, pracownicy zakładów karnych podają innym osadzonym fałszywe informacje na temat powodów skazania. Często jednak to nie wystarcza. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
12°C Piątek
dzień
14°C Piątek
wieczór
11°C Sobota
noc
12°C Sobota
rano
wiecej »