Nic o nas bez Niemiec

Lekceważona początkowo za Odrą Inicjatywa Trójmorza nagle stała się obiektem zainteresowania Berlina. Co sprawiło, że Niemcy poprosiły o członkostwo w forsowanym głównie przez Polskę projekcie?

Od Estonii przez Polskę, Austrię po Bułgarię. W sumie 12 państw leżących między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Inicjatywa Trójmorza, niezbyt trafnie nazywana czasami Międzymorzem. To drugie było geopolityczną (nigdy niezrealizowaną w praktyce) koncepcją Józefa Piłsudskiego, obejmującą w zamyśle również Ukrainę, i miało stanowić coś w rodzaju federacji obliczonej na skuteczną przeciwwagę dla rosyjskiej ekspansji. Trójmorze, przynajmniej w punkcie wyjścia, ma raczej skromniejsze cele: chodzi o współpracę gospodarczą, energetyczną i tworzenie wspólnej infrastruktury, która pozwoliłaby dogonić tym krajom poziom rozwoju, jaki osiągnęła Europa Zachodnia. Co w tym towarzystwie miałyby robić Niemcy?

Co może Trójmorze?

W 2015 roku, gdy Polska wspólnie z Chorwacją powoływały Inicjatywę Trójmorza, nikt w Berlinie nie zadawał sobie takiego pytania. Jeśli już komentowano ten projekt, to raczej z cierpką ironią. Nawet 2 lata później, gdy w szczycie dotyczącym tej inicjatywy wziął udział Donald Trump, co w oczywisty sposób podnosiło rangę całego projektu, w niemieckiej prasie można było przeczytać drwiące komentarze o „mocarstwowych marzeniach Polski”. Z czasem ironię zastąpiła obawa, że Trójmorze doprowadzi do kolejnych podziałów w Unii Europejskiej. Taki niepokój wyrażały już nie tylko niemieckie media, ale również niemieckie elity polityczne. To zarzut ciekawy, ponieważ wyszedł z kraju prowadzącego politykę, która de facto tworzy Unię już nawet nie dwóch, a trzech prędkości. A parcie do federalizacji Unii tylko ten podział pogłębia.

Trzeba jednocześnie przyznać, że do pewnego stopnia ten ironiczny początkowo stosunek do Trójmorza miał pewne cechy realizmu. Przecież kraje, które tworzą dziś ową inicjatywę, łączy wiele, ale również dużo dzieli, jeśli chodzi o sojusze z krajami trzecimi. Nie ulega wątpliwości, że w tym gronie to Polsce najbardziej zależy na ścisłym sojuszu z USA, przypieczętowanym nie tylko obecnością wojsk amerykańskich i zakupem nowoczesnej broni, ale również stałą dostawą amerykańskiego gazu. W wyobrażeniach polskich władz osią inicjatywy Trójmorza miałyby być gospodarka i bezpieczeństwo energetyczne, czyli dywersyfikacja dostaw źródeł strategicznych surowców. Tyle tylko, że wiele krajów partnerów w ramach Trójmorza ma własne pojęcie o bezpieczeństwie energetycznym. Jakby na potwierdzenie tego (i trochę na potwierdzenie ironicznych komentarzy w Niemczech), dosłownie w przeddzień szczytu państw Trójmorza z udziałem Trumpa w 2017 roku, Węgrzy podpisali w Moskwie umowę z Gazpromem dotyczącą nowego szlaku dostaw gazu. Węgierski minister spraw zagranicznych i handlu wyraźnie podkreślał przy tym, że gaz z Rosji jest kwestią bezpieczeństwa Węgier.

Berlin puka do drzwi

Z jakiegoś jednak powodu nikt już w Niemczech nie mówi o projekcie Trójmorza z ironią, a i „obawy” o rzekome nowe podziały w UE zniknęły z komentarzy polityków. Zamiast tego 28 sierpnia 2018 roku minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas niespodziewanie zgłosił propozycję dołączenia Niemiec do państw Trójmorza. Co więcej, parę tygodni później Niemcy wzięły udział w szczycie Trójmorza w Bukareszcie w roli obserwatora, a w tym roku gościły na nim ponownie w Lublanie w Słowenii. Wywołało to pewną konsternację, zwłaszcza nad Wisłą. Z jednej strony był to wyraźny sygnał ze strony Berlina, że Trójmorze nie jest już traktowane jak nic nie warty projekt „marzycieli”, ale jak inicjatywa, którą Niemcy powinny się co najmniej zainteresować. Z drugiej zaś strony rosła obawa, że Berlin zechce przejąć rolę głównego architekta Trójmorza, oczywiście wbrew interesom Warszawy. Konsternacja była widoczna także w niespójnych reakcjach polskich władz. Gdy Heiko Maas zgłosił kandydaturę Niemiec, obecny na szczycie premier Mateusz Morawiecki ani słowem nie podjął tego wątku, w ogóle nawet o Niemczech nie wspomniał. Inny sygnał wyszedł z Pałacu Prezydenckiego – Krzysztof Szczerski w imieniu Andrzeja Dudy oświadczył, że „Polska poparła wniosek Niemiec o udział w pracach Inicjatywy Trójmorza w roli państwa partnerskiego (...). Chęć udziału Berlina w pracach grupy ma potwierdzać jej międzynarodowe znaczenie”. Owszem, nie było tu wprost poparcia dla członkostwa Niemiec, tylko zgoda na status państwa partnerskiego, jednak rozdźwięk między prezydentem a rządem był widoczny gołym okiem. Oba ośrodki władzy wychodziły w gruncie rzeczy ze słusznych wniosków: dla prezydenta zainteresowanie Niemiec oznaczało nobilitację Inicjatywy Trójmorza, dla premiera zaś ostrzeżenie, że najsilniejsze państwo unijne zechce przejąć stery w projekcie, który wyrósł także (przynajmniej w polskim wydaniu) ze sprzeciwu wobec polityki Berlina.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
8°C Niedziela
wieczór
7°C Poniedziałek
noc
6°C Poniedziałek
rano
8°C Poniedziałek
dzień
wiecej »